Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bieszczady. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 sierpnia 2016

Bieszczady.Dzień 1.Smerek.




To była miłość od pierwszego wejrzenia...
Zakochałam się w Bieszczadach bez pamięci!
Już kombinuję jak tu przyjechać za rok.Biszkopt będzie bardzo mały, więc na razie to marzenia:)
Tu jest cudownie!!!Można siedzieć godzinami i wpatrywać się w dal..


Dzisiaj trochę przeszarżowałam.Wybraliśmy się na Smerek (1222m).Myślałam,że mam więcej wyobraźni;)Góra okazała się stroma jak diabli, a szlak nie należał do lekkich.Po przestudiowaniu przewodników myślałam, że górka jest mała, a droga do niej łagodna jak baranek.
W połowie drogi zastanawiałam się czy podołam.Męczyłam się szybciej niż bez lokatora.Zbocze było strome i kamieniste.Byłam nieco wydygana.
Postanowiliśmy,że to ostatni taki nasz wyskok.Teraz tylko cerkwie, kirkuty i połoniny:)
No niestety teraz muszę dbać nie tylko o siebie i nie udawać bohatera.
Jeszcze kilka miesięcy temu skakałabym jak kozica:)teraz ciągnę się jak babuszka.










Ze szczytu cudowny widok na Wetlinę.Siedziałam w dwóch bluzach, dwóch kapturach i czapce:)Wiało jak diabli:)
Ludzie nie przestają mnie zaskakiwać.Spasieni kolesie z futrzastymi plecami wywoływali torsje.Obrzydzali mi całe piękno i zajebiste widoki!Do licha!Co to jest!?Nad morzem, w górach gołe obleśne brzuszyska, kłaczory na całym ciele!

Dzidziuś wysysa ze mnie cały prąd.Podłączył się bezczelnie na krzywy pyszczek.Myślałam,że mam nadmiar energii ale gamoń pobiera całą moc;)
Maluch podobno ma już paluszki u rąk:):)

Bałam się trochę,ze zacznę plamić po tych wspinaczkach.Wszystko jest w porządku.Jedynie wyciek luteiny czasem wywołuje u mnie panikę.

Lazłam dzisiaj na ten szczyt i zastanawiałam się nad tym wszystkim.
Ta mała dziwka niepłodność postanowiła mi odpuścić.To trochę tak jak z oprawcą.Kiedy przestajesz walczyć i się stawiać, odpuszcza, nie jesteś już dla niego atrakcyjny.Ta sucz zobaczyła,że nie będę się z nią boksować i postanowiła dać mi spokój.Żadna suka nie będzie rządzić mną i moim życiem.No way!!!


Pozdrawiam Tangerina;)

sobota, 13 sierpnia 2016

Zakopane - Sanok - Górzanka


Impreza weselna dla nas zakończyła się szybko.Jako,że nie jemy mięsa, a jadłem były kiełbasy i boczek z paleniska, kupiono nam uwaga worek cebuli, papryki, pieczarki i ser.Nie bardzo wiedzieliśmy co z tym zrobić ale udało nam się zmontować tosty.Pogadać też nie było z kim bo wszyscy już byli na miękkich nogach z miękkimi, plastycznymi ustami:D No nie dało się .pijany z trzeźwym nigdy się nie dogada.Patrzyli na nas trochę jak na dziwolągów ale juz sie do tego przyzwyczaiłam.

Udało nam się spotkać ze Szczygłem.S. kupił mi Gottland i dostałam dedykację.



Spotkanie autorskie było bardzo udane.Szczygieł ma dla mnie taką mentalność pepika.Bawi mnie!


Nie obyło się bez zdobyczy.Skusiłam się na filcową torbę i chustę:)





Ok 19.00 dojechaliśmy do Górzanki.Z Zakopanego jechaliśmy 6 godzin!Koszmarne korki na zakopiance!Jestem bardzo zmęczona.Ledwo widzę na oczy;)

Miejsce cudowne!Po drodze mijaliśmy jezioro solińskie - bajka!
Warunkami jestem mile zaskoczona.Zawsze to co widać na zdjęciach mija się z rzeczywistością,a tu jest odwrotnie:)Domek nowiutki!Dwie sypialnie, łazienka,kuchnia i mały salonik.Wszystko czyściutkie i pachnące.Na bank tu wrócę;)
Jestem zachwycona:)A widoki...Jutro na spokojnie, wypoczęci pewnie więcej zobaczymy, bo dziś już mam kaprawe oczy:)

Zaliczyliśmy po drodze Sanok.Marzyłam o tym od dawna.Muzeum Beksińskiego, to numer jeden na naszej mapie.Uwielbiam jego malarstwo.Zajarałam się jego życiem po lekturze książki Grzebałkowskiej Beksińscy.Portret podwójny.Ciężko było oglądać jego prace bo wszędzie latały tabuny dzieciaków.Nie rozumiem trochę rodziców.Kto zabiera dziecko do muzeum by podziwiało śmierć, zniszczenie i zgliszcza?
Większość dzieciaków bała się na to patrzeć!
Malarstwo znałam ale jego rysunki to arcydzieło!Perfekcyjne!Mrówcza robota.








Zjedliśmy też pyszny obiad w Karczmie Podkarpackie Jadło w Sanoku.Gołąbki nadziewane tartymi ziemniakami - pychota!

Jakoś dzidziuś mi nie daje popalić.Czuję się dobrze.Nawet zaczęłam więcej jeść.Mam nadzieję,że wszystko będzie dobrze.


Jutro może jezioro solińskie:)Musimy opracować jakiś plan wycieczki ale to już nie dziś bo padam na pysk!

Ten post jest chyba tak zmęczony jak ja;):):)

Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 12 sierpnia 2016

Słońce, góry i górale!

Byliśmy w Zakopanem późnym wieczorem.Jechaliśmy ok 6 godzin.Zrobiliśmy dwa postoje żeby rozprostować gnaty.
Dowiedziałam się tylko tyle,że pan młody zawinął się i nikt nie wie gdzie jest.To nie jest młodzieniaszek.Koleś ma ponad 50 dych,więc obawa przed ślubem jest zupełnie dla mnie niezrozumiała.Niektórych wyborów nie jesteśmy w stanie zrozumieć.Ja na przykład tego po co jej ten gość.Już wcześniej ją ostrzegałam.Niektórzy lubią adrenalinę w życiu i ciągłe toczenie kamienia pod górę.

Pokoje bardzo komfortowe.Dziś rano wychodząc na balkon powitałam piękny widok na Giewont;)



Wczoraj znaleźliśmy fajną jadłodajnię o nazwie Dobra Kasza Nasza na Krupówkach.Serwują rewelacyjną kaszę gryczaną zapiekaną z warzywami.
Krupówki przysłonięte ludźmi, reklamami, tandetą i morzem sklepów.Dawno tu nie byłam i to dla mnie ostatnie miejsce na odpoczynek.Tu się można jedynie zmęczyć tłumem, który napiera na Ciebie z każdej strony.


Rozpoczął się Zakopiański Festiwal Literacki.Zamówiliśmy sobie wejściówki na spotkanie z Mariuszem Szczygłem.Poza tym są targi książki, więc nudzić się nie będziemy.
Nie zamierzamy odwiedzać Morskiego Oka, gdzie widok przewracających się ze zmęczenia koni doprowadził by mnie do furii.Giewont tez odpada ze względu na gigantyczne kolejki.Może Gubałówka?

Impreza jest wieczorem.Jakoś tego nie widzę.Część gości nie przyjedzie.My się szybko zawiniemy bo rano trzeba ruszać dalej.

Mama przywiozła mi prezent.Maciupkie skarpeteczki!Oczywiście już wypeplała bratu,że zostanie wujkiem.



Wizyta
Ten lekarz mi nie podchodzi.Mamrocze coś pod nosem, wszystko trzeba od niego wyciągać.
Długo nie mógł znaleźć zarodka.Już miałam pełne gacie!
Potem na ekranie pojawił się pulsujący punkcik.Serduszko mojego dziecka:)
Sam zarodek malutki.Nie lubię określenia fasolka ale wyglądał dokładnie jak ona.
Nie płakałam cieszyłam się:)Zapytał mnie o cykle.Czy były regularne bo maluch jest mniejszy ok 5/6 tydzień.Do zapłodnienia doszło między 9-12 lipca.Według moich obliczeń dziś zaczynam 8 tydzień.
Przepisał mi luteinę 100.Kazał brać raz dziennie na noc.Powiedział,że pęcherzyk jest prawidłowy i ciałko żółte również.
Na koleją wizytę jestem umówiona do kogoś innego.Zataiłam że biorę clexane. Czułam się okropnie.Nie potrafię kłamać i unikam tego jak ognia!

Muszę zacząć jeść!Młody jest pewnie głodny:)

To mały pierdzioch o ile go zobaczycie;)




p.s przepraszam ale nie nadążam odpisywać na Wasze komentarze.Też nie chcę być cały czas przyklejona do telefonu lub komputera;)Mam nadzieję,że potraktujecie mnie ulgowo;*
Pozdrawiam Tangerina;)