Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina Baryczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina Baryczy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 marca 2020

Kryzys

W końcu nadszedł. Nie pomaga to, ze jesteśmy w pięknym,bezpiecznym miejscu. Mam dość leżenia, czytania, odpoczynku. Brakuje mi wolności !! Chyba zaczynam rozumieć jak czuje się więzień z tą różnicą,że mogę być w towarzystwie, które sama wybrałam.Wszystko mnie zaczyna drażnić, szukam zaczepki.Świadomość,że to może potrwać przez najbliższe kilka tygodni jak nie miesięcy przygnębia.I pomyśleć,że jeszcze dwa tygodnie temu narzekałam na pracę, pragnęłam odpoczynku.
Chciałabym by wszystko wróciło do normy.Chcę odzyskać swoje życie!
Nie sądziłam,że kiedyś to powiem ale brakuje mi ludzi!;)Ja samotnik, osoba mocno nietowarzystka;) narzekam na braki w ludziach!Widzę ich w TV, w monitorze komputera, przez okno domu, samochodu. Wygląda na to,że nie sprawdziłabym się jako rozbitek na bezludnej wyspie;)
Okazuje się,że ta pandemia pozwoli mi lepiej siebie poznać.

W poniedziałek chyba wrócimy do siebie.Mój staruszek ma problemy ze stromymi schodami.Zdarzyło mu się spaść.Nie mogę na to patrzeć.Zamówiliśmy mu drugą parę skarpet antypoślizgowych i trochę pomagają.Lepiej mi się wstaje z podłogi.Zdążył niestety porysować już całe schody.Skusiliśmy się też na ogromniaste posłania dla kudłatych, takie wypasione z poduchami;)Niech sierściuchy maja odrobinę luksusu:)

Jeśli chodzi o zdalne nauczanie, to cisną mi się na usta same inwektywy.Siedzimy w tym bagnie wszyscy nauczyciele, rodzice i uczniowie.Szlag mnie trafia jak widzę pana ministra, który donosi,że wszystko świetnie działa, a bąbelki są zachwycone!Librus się wiesza, nie mamy służbowego sprzętu ( a do niedawna słyszałam,że broń boże logować się na prywatnym -RODO),nie mamy narzędzi, dzieciaki uczą się na komórkach jak je mają, w niektórych miejscach nie ma zasięgu, przy licznej gromadce dzieci zrobienie zadania jest niewykonalne!!!To jest jakiś cyrk!Ministerstwo naciska na kuratoria, te na dyrektorów, oni na nauczycieli, nauczyciele na dzieci, dzieci na rodziców.Zdaniem pana ministra i tak jesteśmy leniami i tylko strajkować potrafimy.
Dostęp do edukacji według Konstytucji powinien być powszechny i równy!Nie jest równy panie ministrze!Wyklucza mnóstwo dzieciaków, także tych z orzeczeniami i indywidualną ścieżką edukacji!Nie każdy ma komputer, internet, komórkę czy rodziców, którzy będą w stanie pomóc dzieciakowi przy lekcjach!
Jestem wkurzona!

Ciekawe jak Wy sobie radzicie.Pewnie okna lśnią i już nie ma co sprzątać;)
Psychologowie będą mieli co robić.

Pozdrawiam Tangerina;)

czwartek, 19 marca 2020

My w czasie zarazy



Siedziałam tu sobie spokojna,odcięta od świata  dopóki nie przeczytałam komentarzy dotyczących o dziwo znowu mojej grupy zawodowej.Jacy my to znowu jesteśmy leniwi, jak zrzucamy swoje obowiązki na biednych rodziców, reszty szlamu nie odtworzę.
Nie potrafię zrozumieć skąd w ludziach tyle żółci, jadu i chęci dokopania każdemu, kto się nawinie.
Kopaliśmy w tyłek lekarzy, pielęgniarki, górników, nauczycieli.Uwielbiamy to robić, czujemy się na chwilę spokojniejsi gdy trochę upuścimy powietrza.Nie upiekło się też pracownikom sklepów, którzy zapieprzają byśmy mogli kupić najpotrzebniejsze artykuły.Nie daj boże odejdą od kasy, skandal gdy nie ma mydła, sikanie w tej chwili, chyba Pani żartuje - pampersa zakładać!JA, JA ,JA..
A może tak MY?Wszyscy jesteśmy umoczeni w szambie i staramy się nie zwariować ale dlaczego kosztem INNYCH?Czy nie możemy choć raz pokazać,że jesteśmy solidarni w tym trudnym czasie, starać się sobie pomagać, wspierać i okazywać empatię?Jest cholernie trudno rodzinom z kilkorgiem dzieci, które jeśli w najlepszym wypadku mają dostęp do internetu to mają jeden komputer, o który muszą walczyć.Samotni starsi ludzie pozamykani w domach jak więźniowie, masa ludzi za chwilę straci pracę i zostanie bez grosza, lekarze, którzy codziennie narażają swoje życie walcząc z chorobą, której nie znają.Jest ciężko ale nie tylko nam.Starajmy się dostrzegać w tym wszystkim innych i ich położenie.Nie chcę już czytać jakim jestem nierobem.Nie jestem.Nauczyciele są w tak samo trudnej sytuacji jak inni.Nie wiedzą jak uczyć, ile zadawać, w jaki sposób przekazywać informacje.To jest nowa sytuacja dla wszystkich.Zdaję sobie sprawę,że rodzice są zawaleni robotą z nauką i utrzymaniem się na powierzchni ale starajmy się być dla siebie trochę bardziej wyrozumiali.
Moje koleżanki, również narzekają na nadmiar zadań wysyłanych przez nauczycieli.To wszystko nie działa jak należy ale to nie nasza wina.Nie byliśmy na to przygotowani w żaden sposób.MEN nie zdaje sobie sprawy chyba jak to wygląda w praktyce, a wygląda źle.My tez dostajemy kretyńskie polecenia zapewniania rozrywek dzieciom online.Dzieciaki jak już odrobią stertę zadań to raczej nie mają siły się rozrywać z nauczycielem.
Wkurza mnie to całe nauczanie zdalne bo wyklucza na bank dzieci, które dostępu do internetu nie mają ale chyba wszyscy działamy po omacku.Nie mam pojęcia co będzie dalej ale nie wygląda to kolorowo.Pewnie posiedzimy w domach do świąt.Musimy to jakoś przetrwać.Postarajmy się być dla siebie mili w tych trudnych chwilach.
Bądźcie odpowiedzialni.Życzę Wam dużo zdrowia i cierpliwości!
Tak na poprawę humoru;)



Pozdrawiam Tangerina;)

niedziela, 15 marca 2020

Wypad za miasto


Zostaliśmy skierowani na przymusowe wakacje.Czy jestem szczęśliwa?I tak i nie.
Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie ciężkie.W pracy zaczęłam zachowywać się bardziej asertywnie, a jak wiadomo przełożeni niespecjalnie to lubią.Nikt nie mówił,że wiosłowanie pod prąd będzie łatwe.Mam do wyboru albo być grzeczna albo w zgodzie ze sobą.
Zaczynam dojrzewać do zmiany.Postanowiłam,że jak się nic nie zmieni, poszukam sobie innego miejsca pracy.Czuję,że jestem sama na wojnie.Po rozmowach z moją psycholog wiem,że mój bunt jest uzasadniony, a warunki w których pracuję są skrajnie trudne zarówno dla mnie jak i dla dzieci.
Coś się zmieniło.Udało nam się wpłynąć na dyrekcję w jednej kwestii, więc mam nadzieję,że jakieś zmiany są możliwe ale nie zmienia to faktu,że warto mieć plan B.Przeglądam ogłoszenia, zaczynam aktualizować swoje cv. Przestudiowałam strony kilku szkół wiejskich.Sytuacja nie jest kolorowa.Większość nauczycieli pracuje na kilku stanowiskach, a o cały etat nie jest łatwo.
Muszę na spokojnie wszystko przemyśleć by nie robić za dużej rewolucji bo mogę jej później nie dźwignąć.Szukając domu zwracałam uwagę by miejsce było dobrze skomunikowane z moim miejscem pracy.Teraz odpuściłam ten pomysł.Jak widać,może okazać się,że tą pracę zaraz będę musiała zmienić.
W zeszłym tygodniu miałam nieprzyjemną  rozmowę z rodzicem.Chyba pierwsza moja ,,awantura".
Byłam z siebie dumna,że nie dałam się sprowokować choć czułam,że w środku kipi.
Jakby tego było mało dyrekcja stała się świadkiem całej sytuacji.Jeszcze kilka lat temu przeżywałabym tą historię po powrocie do domu i analizowała każde słowo.Tym razem postanowiłam to zostawić za drzwiami.Nie wiem czy się starzeję,czy ta szkoła emocjonalnie mnie impregnuje.Już się nie poświęcam, dbam o siebie i czas spędzony w pracy.

Jeśli chodzi o dom, to nic nie znaleźliśmy.Oglądaliśmy piękny, stary dom ale koszmarnie zaniedbany.
Oczywiście właścicielką okazała się kolejna nauczycielka;)Trochę, a nawet bardzo bym się wstydziła pokazywać dom w takim stanie.Bałagan był ogromny, plus zdechłe myszy na podłodze.
Dom sam w sobie z ogromnym potencjałem ale cena i stan zupełnie poza naszymi zainteresowaniami.

Dostaliśmy zaproszenie do Wierzchowic.Wyjeżdżamy jutro.Cieszę się bo wszystko zaczyna się rozwijać, a wiosna w Dolinie Baryczy jest jedyna w swoim rodzaju.
Jedzenie kupimy na miejscu u Pani Joanny. Unikamy zbiorowisk, zaopatrujemy się w dobrą literaturę i komputer.Jak już musimy to spędzimy ten czas pożytecznie w izolacji:)
Może uda nam się pojeździć i poszukać chałupy.
Psy się wybiegają.W agro będziemy sami, więc luksusowo:)

Czekamy na decyzję Zusu w sprawie mojego męża.Miał komisję ale pani dr nie była laryngologiem,wiec nie podjęła decyzji (swoją drogą po co zwoływać komisję,która i tak skazana jest na fisko).Skierowano go do laryngologa, który stwierdził,że jego zdaniem powinien zostać w domu jeszcze pół roku.Zasiłek mu się dawno skończył, więc czeka nas kolejna przeprawa.Jaka będzie decyzja, kiedy dostanie jakieś pieniądze, nikt tego nie wie.Zus czeka teraz kolejne wyzwanie związane z wirusem.Coś czuję,że nastąpi paraliż tej instytucji, która już teraz ledwo zipie.

Poza tym skróciłam włosy i pofarbowałam je na rudo.Jestem gotowa na nowe!



Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 31 stycznia 2020

Wracamy do punktu wyjścia

Wczoraj zadzwoniliśmy do właścicieli domu, który mieliśmy kupić, informując że rezygnujemy.Myśleliśmy,że będą źli ale przyjęli to ze spokojem.Okazuje się,że ktoś zaproponował im gotówkę.
Kolejny dowód na to,że czasem to co nam się wydaje nie istnieje.Cały czas miałam obawy i wyrzuty sumienia.Zostawiamy ich na lodzie na kilka miesięcy przed podpisaniem umowy.Może też te obawy kazały mi trwać przy tej ofercie, a zaczęło się tak...

Po podpisaniu umowy i przelaniu zaliczki zaczęłam mieć wątpliwości, zresztą pisałam już o tym.
Potem właściciele zaczęli kręcić.A to nie mają czasu się spotkać, a to zaczęli się wycofywać z pewnych ustaleń dotyczących sprzątania domu przed sprzedażą i zostawienia niektórych mebli.Niektóre fakty przestały pasować do całości, inne zaczęły układać się w dziwną historię.
Moje wątpliwości zaczęły narastać wraz z niepokojem gdy usłyszeliśmy,że koszt założenia wkładu kominowego to 7500zł!Dom okazał się nieotynkowany, więc kolejny koszt rzędu ok 10tyś.
Jak zaczęliśmy sumować wszystkie koszty, remonty,zakup niezbędnych mebli i sprzętu, okazało się,że zarżniemy się finansowo ratami.
Zakładaliśmy na początku,że nasze zobowiązania finansowe nie mogą przekraczać obecnych.Nie mam zamiaru pracować na kredyty i niekończące się remonty.Ten dom to byłaby studnia bez dna.
Kamień spadł mi z serca.Zaczęliśmy się zastanawiać co właściwie nas tam przywiodło, przecież na początku chcieliśmy zupełnie czegoś innego, w innej lokalizacji. Obejrzeliśmy już 18 domów i chyba nasze początkowe wymagania zaczęły topnieć.Po pewnym czasie człowiek jest zmęczony i skreśla z listy kolejne ,,musi być".
Próbowałam zagłuszyć głos serca, który mówił  - to nie to.Szukałam zalet, nie widząc wad.
Zatem jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś;) Szukamy dalej naszego miejsca na ziemi:)
Zaliczkę oczywiście odzyskamy.
Jest tam gdzieś dom dla nas, który czeka na odkrycie..

Pozdrawiam Tangerina;)

wtorek, 13 sierpnia 2019

Gdzie plus, a gdzie minus?

INKA

Nie chce mi się pisać bo obiektywnie nic ciekawego się nie dzieje ale jak już się zacznie dziać, cholera wie jak to wszystko sensownie opisać żeby nie przynudzać;)

Spędziliśmy cudowny tydzień w DB.To chyba jednak te tereny wiodą prym w plebiscycie na nasze miejsce na ziemi.Przez ten tydzień odpoczęłam bardziej, niż przez całe wakacje.
Dolina Baryczy mnie wycisza.Nie potrafię zrozumieć jak te piękne tereny nadal pozostają nieodkryte i niedocenione.Możemy szwendać się cały dzień dookoła stawów i nikogo nie spotkać.
Dla nas cudownie, dla żyjących z turystyki nie bardzo.
Wydaje nam się,że już wszędzie byliśmy, a za każdym razem odkrywamy nowe miejsca.
Największy problem tego regionu dla mnie to miejsca gdzie można coś zjeść.Większość jadłodajni czynna jest tylko w weekendy.My zawsze lądujemy w Parkowej w Miliczu, choć nie do końca pasuje nam klimat tego miejsca.Bywa że trzeba długo czekać na obsługę, za to zawsze wychodzimy najedzeni;)
Miałam jeździć konno jednak koń p.Joanny nie zamierzał wozić mojego dupska i ani myślał dać się osiodłać.Zniszczeniu uległa część padoku.Mogłoby być gorzej gdyby jednak się udało i moje cztery litery zawisłyby na jednym z bali.Ja konie kocham ale jak widać bez wzajemności.
Chyba mam jakiś problem z tym,żeby traktować konia jak narzędzie.Pamiętam,że jak byłam dzieckiem ojciec się ze mnie śmiał,że koń wyszedł ze mną na spacer, nie ja z koniem i to się nie zmieniło.Chyba pozostanę przy głaskaniu, ewentualnie czyszczeniu i pielęgnacji tego pięknego stworzenia.P.Joanna chciała mi zafundować hipoterapię ale znacznie lepiej poszło mi z kozoterapią.
Kozy nie przestają mnie zadziwiać.Uwielbiam je, wywołują u mnie dziecięcą radość:)

Pojechaliśmy do Wierzchowic z myślą,że wrócimy do Wrocka tylko na komisję lekarską.
Dzień wcześniej zadzwonili z ZUSu,że orzecznik jest chory.Jasna cholera!Całe wakacje rozpiżdżone!
Nie ma tego złego, przynajmniej zaliczyliśmy Barycz;)


















Dziś mój mąż miał jechać na zabieg.Rano telefon,że chirurg jest na sympozjum i przekładają na 28 sierpnia.Normalnie dostałabym piany na pysku ale staram się szukać pozytywów bo oszaleję.
A pozytyw jest taki,że nie musimy się rozstawać;)
Ta choroba, a co za tym idzie leczenie i cały ten cyrk uczą nas cierpliwości jak nic innego.Ponad pół roku debatowania co zrobić z guzem i kiedy!Mam nadzieję,że w końcu to cholerstwo usuną.

Powrócił temat in vitro.Pieprznięty z wielką mocą bumerang wraca po trzech latach.
Wrocław dofinansowuje procedurę do 5 tysięcy.Wszystko pięknie bo łapiemy się na warunki ale..
Nie mogę pojąć jak klinika która ma fatalne opinie, dwóch lekarzy, w tym jednego koszmarnego, może wygrać konkurs.
To klinika w której realizowaliśmy program kilka lat temu.Projekt dziecko zakończył się fiaskiem jak wiadomo.Nie chcę dziś jojczyć i użalać się nad sobą ale myślę,że gdybym wtedy wiedziała co wiem dzisiaj pewnie byłoby inaczej.
Z ciekawości przeczytałam komentarze pod lekarką, która nas prowadziła.No dno!Myślałam,że może po tylu latach podejście owej pani ginekolog się zmieniło.
Takiego upokorzenia i chamstwa nigdy przedtem i potem nie doświadczyłam.Może to mnie jakoś zniechęciło do dalszych prób.Czułam się jak inkubator, nie inaczej bankomat chociaż teoretycznie nie płaciłam, pieniądze pochodziły z moich podatków.Dupa na taśmę i następna.Gacie na dupę i następna.Mam straszny mętlik w głowie jakby ktoś mieszał w niej wielką chochlą.
Pojawiła się szansa ale czy wracać do miejsca które oskórowało mnie z godności?
Czy jestem w stanie po raz kolejny zaufać i uwierzyć w sukces?
Czy pieprznąć tą furtką raz na zawsze i czekać na menopauzę?
Czas się kurczy.Zostało mi góra 5 lat.Dużo to i mało.Minęły trzy lata od ostatniej ciąży.Dokładnie trzy lata temu pod koniec lipca dowiedziałam się,że jestem w naturalnej ciąży.To był czas odpuszczenia głowie.Wiedziałam,że zakończyłam program i nic mnie już nie uratuje,że to koniec.
Może ten hamulec, który zaciągnęłam lata temu w głowie nie puścił ani na milimetr.
Trzymam tą wolność i nie potrafię jej puścić, boję się stracić kontrolę.Boję się,że  moje życie pogrąży się w chaosie.
Wiem,że moje szczęście nie skurczy się w bezdzietności.Wiem,że potrafię cieszyć się życiem i łapać chwile.Dlaczego do diabła nie potrafię zamknąć tematu, tylko wracam?
Mam nadzieję,że podejmę decyzję najlepszą z możliwych..
Pozdrawiam Tangerina;)

sobota, 3 sierpnia 2019

Lekko pod górkę

Jakoś ten rok nie jest dla nas łaskawy, a może nie potrafię wyłuskać z niego łaskawości.
Nie jedziemy w Beskid.Mieliśmy jechać już dziś ale okazało się,że mój mąż w najbliższym tygodniu ma komisję lekarską.Jakoś w tym roku nie mam specjalnego ciśnienia na wyjazd.Poszukiwania domu, a co za tym idzie spędzanie czasu za kółkiem nieco mi obrzydło.Wizja kolejnych kilkuset km za kierownicą nie jest dla mnie na tą chwilę rarytasem.Praktycznie co kilka dni wyjeżdżamy w teren, więc nie narzekam na brak obcowania z naturą;)
Dziś za to dostaliśmy zaproszenie do zaprzyjaźnionej agro;)Blisko, cicho i swojsko;)
Pojedziemy na tydzień.Zerwiemy się na komisję i wracamy.Ta propozycja spadła nam z nieba.Już się nastawiłam,że nigdzie nie jedziemy.Dobrze mi w domu.Mam wszystko czego potrzebuję.Wysypiam się, wygłupiam z psami, czytam.Czuję się naprawdę wypoczęta.
Odwiedziła nas wczoraj moja koleżanka, matka dwóch synów 6 i 8 lat.Na co dzień mieszka za granicą i widujemy się raz w roku.Mój mąż był w szoku,że dzieciaki wychowują się bez telefonów.
Jakbym miała dzieci Ona byłaby moim guru!Ma fantastyczne, poukładane dzieciaki,wiedzą jak mają się zachować, przestrzegają zasad.Wiadomo trochę łobuzjuja  ale jestem pod wrażeniem,że jednak się da!Trzeba czasu, chęci i konsekwencji, potem tylko rozpiera duma;)

Widzieliśmy cudowny dom!Moja kuchnia!Piec kaflowy, ,,wymurowane meble", kamienna podłoga!
W pokojach ceglane sufity, kamienne ściany, kominek.
I wszystko byłoby cudownie gdyby nie to,że działka ma 500m i 50 m od domu jest dom właściciela!
W sumie dom stoi na jego podwórku.Gdyby nie ten mankament już byśmy to brali.
My jak zwykle.Jedziemy oglądać dom i siedzimy kilka godzin.U właściciela spędziliśmy dwie godziny.Wpiliśmy kawę, pogadaliśmy,a koniec dał nam jajka:)Fajnie byłoby mieć go za sąsiada ale nie aż tak bliskiego.Obejrzeliśmy także dom jego sąsiadki ( sam nam go polecił co było bardzo miłe z jego strony), u której spędziliśmy 1,5h. Miałam wrażenie,że kobieta chce pogadać, to czemu nie?Niestety dom nie dla nas, choć pani była bardzo sympatyczna;)
Zawsze musi być coś!Jak fajny dom, to kijowa działka, jak kijowa działka, to fajny dom, jak dobry dojazd do za blisko sąsiad,jak ładne miejsce to dom zupełnie nie w naszym stylu.
Jest mnóstwo domów na rynku ale zupełnie nie w naszym klimacie.Obejrzeliśmy kilkanaście domów i oto co widzieliśmy: kasetony, narożne wanny, kolorowe ściany,podwieszane sufity,kuchnie w stylu glamour,panele itd.Każdy ma prawo urządzać dom jak się mu podoba ale nam się to zupełnie nie podoba i praktycznie w każdym domu, trzeba by robić remont od nowa.To co było stare i urokliwe, zostało zaklejone tynkiem, panelami,glazurą.Jestem załamana!
Nasz pośrednik powiedział,że niedługo przedstawi nam kilka propozycji.Zobaczymy!

Uczmy się od dzieci

Oglądamy teraz Gwiazdę szeryfa na Netflixie. Może komuś również przypadnie do gustu;)


Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 6 maja 2019

Powroty

Zaniedbałam bloga ostatnio.Był moment zwątpienia czy to jeszcze mi potrzebne.
Jednak czasem dobrze jest tu wrócić.

Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia w okresie strajku.Nikt chyba nie przepuszczał,że będzie trwał tak długo.Wzięto nas głodem i tak naprawdę pokazano,że bez nas ten kraj sobie poradzi.
To przykre.Edukacja w tym kraju jest mało istotna ale był czas przywyknąć przecież.
Nasz zespół bardzo się wzmocnił.W końcu mieliśmy czas dłużej ze sobą pogadać bo w tym pędzie mijaliśmy się tylko na korytarzu.Moja szkoła jest ogromna i uświadomiłam sobie,że połowy nauczycieli nie znam.Teraz znam chociaż ich twarze.
Dostaliśmy ogromne wsparcie od rodziców.Począwszy od dobrego słowa przez uśmiechy po ciasta i torty!

Uspokoję tych, którzy nie mogli przeżyć,że dostaniemy pieniądze za czas strajku.Nie dostaliśmy.
Na konto wpłynęła 1/3 poborów.Szczerze?Myślałam,że dostanę mniej, więc byłam mile zaskoczona.Liczyłam się z biedą w tym miesiącu.Inni dostają tyle co miesiąc i muszą sobie jakoś radzić.
Strajk się skończył, a moja głowa nadal protestuje.Nie mam motywacji.
Czuję się wydrenowana z całej energii, która napędzała mnie do działania.Mam nadzieję,że to pokłosie strajku i minie.

Mój mąż nadal na zwolnieniu.Guz rośnie i jest nieoperacyjny.Pobrali kolejny wycinek.Czekamy...

Znaleźliśmy wspaniały dom, bajka.Zupełnie nie tego szukaliśmy.Kasa ogromna, więc walczymy z myślami.Musimy wszystko przekalkulować,żeby nasze marzenie nie zniszczyło nam życia;)

Spędziliśmy wspaniałą majówkę w Wierzchowicach.Pogoda była średnia ale to nieważne!
Odpoczęliśmy z kozami, owcami i kurami;) aha i koniem!Z wiekiem coraz mniej do szczęścia mi potrzeba.Piękne widoki, zwierzęta i cisza.
Zakochałam się w kozach.To już postanowione.Kupimy kiedyś kozy!Są przesympatyczne, słodkie, kochane!




















Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 20 marca 2019

Kolejny krok na drodze do marzeń!

Byliśmy tam po raz drugi.Tym razem na spokojnie.Gospodarze poczęstowali nas herbatą i uraczyli ciastem.Nie wiem, nawiązała się między nami jakaś więź.Może to za duże słowo ale polubiłam właścicieli, a rozmowa z nimi to taka podróż w czasie.
Obejrzeliśmy każdą dziurę, każdy zakamarek.Odkryliśmy nowe rewiry, zakiełkowały nowe plany i pomysły na to miejsce.Zabraliśmy ze sobą naszą dobrą duszę z Wierzchowic by oceniła to gospodarstwo.Najpierw myśleliśmy o adaptacji obory na pokoje, teraz padł pomysł na wynajęcie tego domu, a zrobienie sobie poddasza.Takie tymczasowe rozwiązanie.Potem może postaramy się o jakąś dotację.Wejścia są osobne, więc pomysł nie jest najgorszy ale wszystko wymaga przemyślenia i przeliczenia;) Cena wyjściowa to 235 tyś., działka 6800m - dom i działka rolna, plus druga w lesie.
Sam dom ma 72 m plus poddasze myślę,że ok 60 -70m.Na terenie gospodarstwa obora, stodoła, studnia, garaż, ogród, drzewka owocowe, wiata - drewutnia, kurnik z kurami;)
Jesteśmy umówieni z doradcą z banku.Rozmowa telefoniczna podbudowała nas nieco bo okazuje się,że warunki kredytu są niezłe.Wkład wymagają jedynie na dom, na remont nie musimy go mieć.
Umówiliśmy się z pośrednikiem biura nieruchomości,że da nam znać gdyby pojawił się jeszcze ktoś zainteresowany domem.Jesteśmy na razie jedynymi,poważnymi klientami.
To miejsce wymaga wiele pracy i nakładów finansowych.Mam wątpliwości dotyczące bliskości sąsiadów i tego czy tam w ogóle będzie cicho ale ciekawość jest silniejsza.
Mam wrażenie,że właściciele też chcą by to miejsce trafiło w dobre ręce, nasze ręce;):)
Chcemy jeszcze coś urwać z ceny wyjściowej, a po rozmowie z gospodarzami wiemy,że są otwarci na negocjacje.
Dzieje się!Będę wsiokiem!

Kilka zdjęć.Nie chcę wrzucać domu i podwórka bo to jednak jeszcze nie moje:)

Namiastka mojego wsiowego miejsca:)

Kury!;)

piec chlebowy w obórce

działka rolna za domem, jakieś 3000m

Stodoła, a w zasadzie jej część:)



Pozdrawiam Tangerina;)

niedziela, 24 lutego 2019

Dom niespodzianka!

W tygodniu mieliśmy kilka telefonów dotyczących domów na sprzedaż, więc po raz kolejny ruszyliśmy na łowy:)
Tym razem postanowiliśmy odwiedzić Rudę Milicką, Grabownicę, Pierstnicę,Młodzianów,Bukowice.
Te dwie pierwsze miejscowości najbardziej mi się podobają.Dookoła stawy, w Grabownicy wieża widokowa, ceglane domki.Niestety nie widzieliśmy żadnej chałupy na sprzedaż.


Mamy sporo wymagań i znalezienie czegoś co spełniałoby nasze kryteria jest trudne.
Dzwoniła do nas kobieta z Krośnic,że ma dom na sprzedaż.Niczego konkretnego nie powiedziała ale podała adres.Sprawdziłam na goglach i się oczywiście napaliłam:)Dom z cegły, w dobrym stanie plus zabudowania.Na miejscu okazało się,że mieszka tam kilka rodzin, a pani chce sprzedać jedno z mieszkań;( Jeden z sąsiadów powiedział,że w okolicy jest dom na sprzedaż.Podeszliśmy tam i faktycznie ,ceglany domek widać,że niezamieszkany.Dostaliśmy numer do właścicielki od sąsiadki.
Pani w  słuchawce powiedziała,że to pomyłka i się rozłączyła.Może pomyliliśmy numer albo kobieta nam źle podyktowała.Zostawiliśmy nasz numer na wszelki wypadek.
Kolejny klops.Dalej było tylko gorzej!
Na internetach zobaczyliśmy ciekawy dom w Wierzchowicach.Cena wysoka ale chcieliśmy zobaczyć to to za rarytas;)Ja pewnie bym poznała po głosie (S.dzwonił do właściciela) bo mam słuchowy radar ale wiedziałam co się święci jak chłop prawie wypadł z auta pod domem.Nawalony,gęba granatowa od picia - dramat!Chciałam już zawijać z powrotem ale S. raźno za nim kroczył.
Chłop starał się jak mógł zachować równowagę i jakoś składać zdania ale  z marnym skutkiem.
Pijani działają na mnie jak płachta na byka,więc starałam się nie odzywać.Chata fajna z zewnątrz ale w środku do generalnego remontu.Wszędzie walały się butelki po wódce, pełno chabaniny - szynki, kiełbasy,beczki z bimbrem.Widać,że gość ma kasę bo rozpoczął remont domu - wymiana dachu, okien itd., resztę pewnie przepił.Kurnik uwaga z plastikowymi oknami!Drzwi do kurnika - balkonowe!Kury miały tam chyba najlepiej!Najlepsze jednak zostawił na deser.Otwiera nam jeden z pokoi, a tam koledzy chleją wódę!Aha i jeszcze labrador na łańcuchu w budzie!
Spieprzaliśmy stamtąd w podskokach.Oczywiście ten odczepić się nie chciał i lazł jeszcze za nami do auta!Co za dzień.Domek niespodzianka!
W drodze odwiedziliśmy dom, który oglądaliśmy dwa tygodnie temu.To na razie jedyna sensowna oferta. Leży na skraju wsi dobrze skomunikowanej z Miliczem.Kusi mnie ta miejscówka.

Nakupiliśmy wsiowych rarytasów i wróciliśmy do domu.Po drodze zachciało nam się wege hot dogów na Orlenie.Nawigacja pokierowała nas na Warszawę, więc do domu wracaliśmy przez Oleśnicę hahaha:)Po raz kolejny o 20.00 wylądowałam w łóżku.Miałam tylko na pół godz, a obudziłam się na drugi dzień:)
Dolina Baryczy mnie wykańcza:):)Przez następne kilka tygodni nie pojedziemy bo S. jedzie na tydzień do szpitala.Guz okazał się niezłośliwy ale może być tylko przerzutem, więc jeszcze siedzimy na minie.
Luśka chodzi w moich spodniach od piżamy:)Ta sucz rozgryzła opatrunek!Dobrze,że nie dostała się do szwów!Jak S. pojechał na kontrolę zostałam z tym towarzystwem sama.Jej dupsko musiałam podnosić na podnośniku z koszulki.Na łepetynie miała klosz, więc schodzenie i wchodzenie po schodach to było dla mnie nie lada wyzwanie!Umordowałam się jak dzik!Ta kloszem waliła w schody, a że bała się ruszyć to się nie ruszała hahahahaha:)więc przednie łapy musiałam jej tez podnosić - komedia!
S. wyjeżdża w przyszłym tygodniu.Znowu zostanę sama z kuśtyczką i tetrykiem;/ Nie nadaję się na oddziałową!

Konstrukcja z koszulki, zapobiegajaca gmeraniu rany. 

Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 20 lutego 2019

Zabieg i ciąg dalszy poszukiwań domu


Nasza psina już po operacji.Dzielna dziewucha wszystko zniosła!
W dzień operacji czuła,że coś się święci bo nie chciała wyjść z domu.Po zabiegu była skołowana.
Zesikała nam się jak nieśliśmy ją do auta.Całą noc piszczała biedulka.
Dziś S. był z nią na kontroli.Wszystko pięknie się goi.Dobrze,że mamy to już za sobą.Nie mogę patrzeć jak ona cierpi.
Zdecydowaliśmy się na tańszy zabieg po konsultacjach z profesorem.Zastanawialiśmy się kilka dni, wisząc na telefonie z weterynarzem nawet o 22.00.To była poważna decyzja i musieliśmy ją podjąć, a nie było to łatwe.Mam nadzieję,że podjęliśmy najlepszą.
Fundacja sfinansowała nam połowę kosztów operacji.To dla nas ogromna pomoc.
Jutro mój mąż jedzie na wizytę kontrolną i zostanę sama z tym bałaganem.Nie wiem czy dam radę ją nosić po schodach.Panna waży 30 kg.

Zadzwoniły do nas dwie osoby w związku z ogłoszeniami, którymi wytapetowaliśmy Dolinę Baryczy:)Jedna oferta jest warta uwagi bo dom wygląda ciekawie ale od dawna nikt tam nie mieszka, więc może tylko wygląda;)Drugi wielki i stosunkowo młody dom.Obawiam się,że będzie zupełnie nie w naszym klimacie.Może jeszcze ktoś zadzwoni i będzie co oglądać.Zaczyna się coś dziać i to jest fajne.Jest okazja by wyrwać się z domu i delektować się przyrodą:)

Dziś zaproponowano mi trzecią pracę:)Bo mało mam dwa etaty;)Ja teraz już ledwo żyję!
Ten rok mnie przeczołga konkretnie ale wiem po co to robię..
Pozdrawiam Tangerina;)

niedziela, 17 lutego 2019

Dzień pełen wrażeń



Weekend przeleciał z prędkością światła.Nawet go nie zauważyłam;)
Wczorajszy dzień w rozjazdach ale jakie to były rozjazdy!!!
Dolina Baryczy przejechana wzdłuż i wszerz! W każdej miejscowości, która wydała nam się ciekawa zostawały nasze ogłoszenia.Na słupach, na tablicach, przy sklepach.
Pogoda była fantastyczna, więc wycieczka była podwójnie cudowna.Dreszczyk emocji, ciekawość..
Widzieliśmy sarenkę przy drodze, lecące dzikie gęsi:)Jechaliśmy 20km/h by wszystko zobaczyć i niczego nie przeoczyć.
Zaopatrzyliśmy się w strawę w Wierzchowicach i pojechaliśmy obejrzeć umówiony dom.
Nagrzałam się jak wariatka.Dom jak dom, szału nie ma.Maleńkie pokoiki, wręcz klaustrofobiczne, duża kuchnia aaaaaallllleeee!Cudowna, ogromna, drewniana stodoła!Ogromne poddasze, które mnie kupiło.Budynki gospodarcze, kury,garaż, działka rolna, drzewka owocowe...Moja wyobraźnia zaczęła działać;)Na poddaszu zrobiłabym jedno, wielkie pomieszczenie.To byłaby sypialnia z wolnostojącą wanną i kącikiem czytelniczym.W stodole zrobilibyśmy pokoje na piętrze, na dole -świetlicę z kominkiem, kuchnią i mnóstwem miejsca na odpoczynek.Ja to kurna widzę!!!! i wiem,że to mogłoby się udać ale jest kilka mankamentów.Miejscowość mocno się rozwija turystycznie, a ja nie chcę trafić z deszczu pod rynnę.Sąsiedzi są przez ulicę, młodzi co nie wróży spokoju;)Nie wiemy jak z dojazdem do Wro. Plusów jest masa ale minusów równie dużo.Właściciele cudowni!Gadaliśmy z nimi chyba godzinę:)Są skorzy do kompromisów i bardzo sympatyczni:)
Mam głowę nabitą pod sam sufit!Jestem zauroczona, a zarazem rozdarta.Uwielbiam to miejsce ale się boję.Mamy o czym myśleć.Czekamy na plany gospodarstwa.
Jak wróciliśmy padłam jak betka.O 20.00 już spałam, tak mnie to zmasakrowało:)
Boże, to się dzieje naprawdę!Może w tym roku uda się opuścić miejski zgiełk;)
I są kury!!!Wspaniałe, fantastyczne!:):)Będę zbierać jajka, będę zbierać jajka!

Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 8 lutego 2019

Najtrudniejszy pierwszy krok!



Może moment trochę niefortunny, zważywszy na ilość problemów, które mamy ostatnio ale zrobiliśmy pierwszy krok.
Nie ustajemy w poszukiwaniach domu.Codziennie przeglądamy ogłoszenia,chociaż gdy przyszła choroba bałam się,że nasze marzenia roztrzaskają się w drobny mak.
Zrobiliśmy sobie dziś wycieczkę po Dolinie Baryczy.Spisaliśmy adresy kilku biur nieruchomości ale odwiedziliśmy tylko jedno.Na stronie agencji znaleźliśmy dom warty uwagi.Siedlisko z drewnianą stodołą, budynkiem gospodarczym i sporą działką rolną i budowlaną.Całość wygląda obiecująco na zdjęciach.Dom wygląda jakby był przerobiony ze stajni na co wskazują specyficzne sufity.
Zamieszkuje go starsze małżeństwo, więc wygląda jakby czas zatrzymał się w latach 80 tych.
Szczerze mówiąc nagrzałam się:)Może to nie jest odzwierciedlenie mojej wizji gospodarstwa idealnego ale blisko mu do niej.Pan pokazał nam jeszcze jeden dom.Znaliśmy go ze strony internetowej.Ten okazał się do generalnego remontu, a szkoda bo to musiało być kiedyś piękne gospodarstwo.Dom zbudowany z rudy darniowej co niewątpliwie dodaje mu uroku.
Obejrzeliśmy go na żywo w drodze powrotnej.Ruina!Zdewastowany, zawilgocony, szyby powybijane, ściany przedziurawione na wylot.Poza tym miejscowość nie bardzo nam się spodobała, działka również, choć stodoła była w rewelacyjnym stanie.
Umówiliśmy się z panem,że odezwiemy się w tygodniu by umówić obejrzenie domu nr 1.

Zjeździliśmy dziś trochę świata.W Żeleźnikach widzieliśmy kilka opuszczonych domów.Byłam w szoku.Co prawda nadawały się do remontu ale stan elewacji był bardzo dobry.
Odwiedziliśmy też Masłowiec bo to podobno fajna wioseczka.Fajna jest tylko domu na sprzedaż nie znaleźliśmy.To musi być atrakcyjna turystycznie mieścina, dobrze skomunikowana, fajnie jakby była w niej jakaś świetlica.Wiemy czego chcemy, a to już jakiś progres;)
Jeśli nie uda się od razu zrobić agro, to trudno, na tę chwilę chcę po prostu uciec z miasta.
Gdy minęliśmy granice Wrocławia humory nam się skwasiły.Inne powietrze, inny rytm, pośpiech na drodze, oślepiające światła.Tam było tak cicho i spokojnie...


Odwiedziliśmy też Rumiane Jabłuszko.Tym razem wpadliśmy na kawę.Zaopatrujemy się u Pani Joanny w jajka, sery, sok, ciasta, dżemy itp.Zawsze przyjeżdżamy jako turyści spragnieni ciszy i spokoju.Wstępnie zarezerwowaliśmy sobie pokój na majówkę.Może uda się wtedy jeszcze coś zobaczyć.Te wioski są tak urocze!Tam nawet słońce inaczej zachodzi:)

Sprawa z Leną wygląda coraz lepiej.Wieczorem dostaliśmy telefon z fundacji,że we Wrocławiu jest lekarz, który z nimi współpracuje.Udało nam się umówić na poniedziałek.Wizyta będzie bezpłatna, a może jakby doszło do zabiegu, koszty nie będą tak ogromne.Jestem dobrej myśli.
Szczerze mówiąc jestem w szoku bo tak naprawdę Oni nie są nam nic winni, mogli olać temat, a naprawdę starają się pomóc.

Jutro idziemy na Green Booka. Trzeba wykorzystać te ferie do ostatniej kropli!
Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 8 października 2018

Jestem, czy mnie nie ma?

Nie mam czasu, a może siły?
Znowu trochę ponarzekam;)

Zasypano mnie godzinami.Ponad swój etat  - 26 godzin, dostałam 5 dodatkowych z gimnastyki plus 4 przedszkolne, robi sie 34.Ktoś powie wielkie halo, inni pracują 40 godzin i żyją.
To jest praca z dziećmi.To tak jakby ktoś wam do domu zwalił 25 dzieci i zostawił na 7 godzin:)
Nie mam czasu zjeść co już odczuł mój organizm, obniżając odporność.
Pracuję codziennie do 17.00 i przygotowuję w domu  zajęcia na kolejny dzień.
Zaczęły się problemy ze spaniem.Czuję ciągłe napięcie.Nie mogę zabrać się za czytanie czegokolwiek poza książkami do pracy.
Dziś Pani dyr zapytała mnie czy byłabym zainteresowana pracą w przedszkolu w przyszłym roku.
Na tą chwilę może jeszcze tak ale przedszkolaki to raczej nie moja bajka.
Słodkie są te maluchy ale wolę starsze towarzystwo, które trochę więcej rozumie.

Gdybym wiedziała,że w szkole dostanę tyle godzin, chyba nie pisałabym się na dodatkową pracę.
Popołudniówki są ciężkie.Dzieciaki są po lekcjach, więc już nie mają siły na nic.
Póki piękna, złota jesień szalejemy na podwórku, gdy zrobi się zimno w obecnych warunkach lokalowych lekko nie będzie.
Rodzice nie rozumieją,że świetlica to nie jedna pani lub kilka i 20tka dzieci.To kilka pań i kilkadziesiąt dzieci w różnym wieku o różnych potrzebach, zainteresowaniach i charakterach.
Wymagania rosną z każdym rokiem, a roszczeniowi rodzice pojawiają się coraz częściej.
Marzyłabym o małej grupie dzieci, gdzie każdy otrzymałby moją uwagę, niestety rzeczywistość nie jest tak kolorowa i szczerze mówiąc często skupiamy się jedynie na tym by wszystkie dzieci wróciły całe do domu.

Byliśmy w Wierzchowicach.Było fantastycznie!Pogoda cudowna, targ pełen smakołyków.
Obkupiliśmy się w miody, soki, jabłka, orzechy, sery i jajka.
Udało nam się obejrzeć jeden dom ale jak dla nas za duży - 16 pokoi;)Hotelu to mieć nie chcę.
Bardzo sympatyczny starszy pan opowiedział nam historię domu i jego poprzednich mieszkańców.
Podoba mi się Ruda Milicka, Krośnice - w końcu przejechałam się kolejką,Duchów, Sułów - klimatyczne, małe miejscowości z ciekawą historią.
Pani Joanna z Rumianego Jabłuszka trzyma rękę na pulsie, więc może czegoś się dowie od listonosza:):)
Mieli cynk o leśniczówce ale okazało się,że leśnicy dybią na ten dom i nic z tego nie wyszło.
Przyznam,że zaczęłam mieć pewne wątpliwości, kiedy nasłuchałam się historii o gościach od Pani Joanny.Ludziom się w głowach przewraca.Z moją niewyparzoną buzią musiałabym się bardzo postarać:) albo stworzyć miejsce dla specyficznego gościa;)

Za kilka dni ślub.Koncepcje zmieniają się z dnia na dzień.Są dwie sukienki i dwie pary butów:)
To znaczy, ta druga para została dopiero wczoraj zamówiona bo zmieniłam zdanie odnośnie sukienki:)Najważniejsze - obrączki już mamy;)

Uwielbiam ten dom!
Kocham to miejsce!








Mogłabym oglądać ten widok godzinami...



Pozdrawiam Tangerina;)