Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezdzietność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezdzietność. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 października 2019

Wszystko jasne.Zamykamy temat.

Czułam To pod skórą ale myślałam,że może się mylę,że może To minie.
Zrobiliśmy bilans.Zupełnie niezależnie spisaliśmy za i przeciw, plusy i minusy posiadania dziecka.
Powinnam być zdziwiona, zszokowana ale chyba poczułam ulgę i lekkość.
Na naszych listach nie ma ani jednego plusa, większość minusów nam się pokrywa.
Po rozmowie z psychologiem i naszej szczerej zamykamy temat.
Straciliśmy mnóstwo czasu i energii na spełnianiu zupełnie nie naszej wizji życia.Okazuje się,że my tego dziecka nigdy nie chcieliśmy i nie ma w naszym życiu na nie miejsca.
Chcieliśmy spełnić marzenia innych, nie nasze.Gdyby było inaczej poświęcilibyśmy wszystko lub dużo więcej na realizację projektu dziecko.Moja psycholog stwierdziła,że nasza zgodność daje nam jasny obraz tego,że dziecko nigdy tak naprawdę nie było naszym celem i czas skierować energię w inną stronę, w stronę naszych prawdziwych marzeń.Nigdy nie marzyłam o białej sukni, tak jak nie byłam sobie w stanie wyobrazić siebie w ciąży, z wózkiem.Moje obrazy dotyczące naszej przyszłości pokazywały zawsze nas dwoje i psy, dziecka na nich nie było nigdy.Miałam jakieś rzuty sytuacyjne.W towarzystwie często czułam się wykluczona bo przecież tematy związanie z macierzyństwem były mi obce.Nie raz mówiąc,że nie będę miała dzieci, czułam na sobie spojrzenia karzące, nieakceptujące.Wpadłam w pułapkę cudzych oczekiwań, realizacji modelu jedynie właściwego,spełniania cudzych marzeń.To nie ja, to nie my.
Wiem czym grozi brak czasu dla dziecka, widzę to na co dzień. Świat oszalał.
Cieszę się,że ktoś wydobył ze mnie tą prawdę o sobie.Zaakceptowałam ją.Chcę żyć swoim życiem.Może niepopularnym, skupionym na małych, dobrych chwilach, na pomaganiu zwierzętom i delektowaniu się wiejskim życiem.
Pamiętam,że ta lampka kiedyś mi się zaświeciła.Jechałam samochodem i oglądałam się za każdym psem.Pojawiła się myśl,że zwierzęta wzbudzają we mnie większe zainteresowanie jak mijane dzieciaki.Nie lubię brać niemowląt na ręce, nie dotykam brzuchów, nie zaglądam do wózków.Jeszcze do niedawna myślałam,że to przez niepłodność, a prawda okazała się inna i oczyszczająca.
Dotarłam do domu i rozsiadłam się wygodnie w fotelu życia skrojonego na moją miarę.
Będzie dom, mąż, psy i pewnie jeszcze jakieś zwierzęta.To moje marzenia i zamierzam je spełnić:)

P.S W sobotnich WO temat na czasie - bezdzietność z wyboru.Mam wrażenie,że niektóre wypowiedzi są wyjęte z moich ust.
Pozdrawiam Tangerina;)

wtorek, 21 lutego 2017

Bezdzietność.Moja przyszłość?


Odkąd przyjechaliśmy tylko piorę.Dzisiaj zaczęłam prasować z obawy,że nie będziemy mogli niedługo wejść do pokoju.Sterta rosła i rosła.Jest nas dwoje i zawsze zastanawiam się skąd tego tyle.

Jutro odbieram dokumentację medyczną dotyczącą leczenia po wypadku.W zeszłym tygodniu neurolog orzekł,zdrowa i zdolna do wszystkiego:)Był nieco zdziwiony,że tak szybko doszłam do siebie.Szybko?Dla mnie to całe wieki!
Ortopeda jutro zakończy leczenie i składam papiery do ubezpieczyciela.Pewnie teraz się zacznie zabawa.
Umówiłam się od razu do ginekologa.Załatwię wszystko za jednym zamachem.
Nie oczekuję cudów bo to lekarz, u którego byłam gdy dowiedziałam się o ciąży.Przeciwnik in vitro i clexane. Chcę tylko sprawdzić czy wszystko ok.Jestem w okresie okołowulacyjnym i w sumie dobrze by było dowiedzieć się czy ta owulacja w tym cyklu była, jest, czy będzie.

Ostatnio studiowałam życiorysy wrocławskich ginekologów.Było tego trochę:)
Zdecydowałam się na dr pracującą w Medfeminie. Umówiłam się na 21 marca.Kobieta podobno ma pojęcie o niepłodności.Widziałam,że specjalizuje się w laparoskopii.Może w końcu ktoś mnie oświeci w temacie udrażniania jajowodów.Jedni zalecają, inni odradzają.Pat.

Dużo myślałam ostatnio o tym co dalej.Poczytałam o przemyśleniach innych kobiet o bezdzietności i trochę oswajam temat.Powoli godzę się z tym,że i mnie może on dotyczyć.
Ten wyjazd pozwolił mi spojrzeć na wszystko z dystansu.Było cudownie, mimo,że otaczały nas rodziny z dziećmi.Może też właśnie dlatego;)Napatrzyłam sie na takie sytuacje,że momentami oddychałam z ulgą,że mnie to nie dotyczy.
Bezdzietność nie jest zła albo dobra.Wiem,że życie bez może być równie wartościowe, fascynujące i piękne.Tak naprawdę nie wiem jak może być inaczej bo nigdy nie miałam dziecka.
Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, matka czwórki dorosłych już dzieci.
Ona:dobrze mieć chociaż jedno dziecko
Ja:A skąd wiesz, skoro nigdy nie byłaś bezdzietna?
I tak naprawdę o to w tym chodzi.Nikt z nas nie wie jak to jest.Nie ma czego porównywać bo nie znamy dwóch stron medalu.

Staram się szukać pozytywnych stron takiego stanu rzeczy i znajduję coraz więcej.
Myślę,że szczęście w dużej mierze zależy od tego czy godzimy się z pewnymi stanami rzeczy, czy ciągle walczymy,kopiemy się z życiem.
Zauważyłam,że czuję się szczęśliwa w momentach totalnej akceptacji, wdzięczności za to co mam.Czuję taki spokój i ciepło.Lepiej smakuje kawa, jedzenie podane z miłością,życie smakuje lepiej.
Są momenty, w którym myślę jakby to było być matką ale to nie jest stan permanentny,zadręczanie się,żal i rozpacz.Albo przyjmę to co dostałam, albo będę całe życie nieszczęśliwa  czekając na coś, co może nigdy nie nastąpić.Mam wybór i ja wybieram to pierwsze.

Może to dziwnie zabrzmi ale dużo ze sobą rozmawiam.Pytam siebie co się dzieje, co czuję.
Może nie wspięłam się na wyżyny samoświadomości ale znam siebie dobrze.
Coraz częściej myślę,że moja niepłodność, to kwestia głowy.Chyba nadal nie załatwiłam sobie przyzwolenia na bycie odpowiedzialną za kogoś.Mam olbrzymią potrzebę wolności i ta wolność nie daje mi kotwicy.
Kobiety rodzą dzieci i jakoś specjalnie nie analizują.Niepłodność sprawiła,że jestem mistrzem analizy.

Ostatnio zastanawiałam się nad tym jak to natura sprytnie pomyślała,dała nam czas.Facet może zostać ojcem do 70 tki (patrz frontmen Rolling Stones), a kobieta?
Mężczyzna nie musi się martwić,że jego płodność z wiekiem się pogorszy.My tylko liczymy ile jeszcze...


Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 14 października 2016

Bezdzietny parias



Przed chwilą byłam na spacerze z psem. Spotkałam dwie sąsiadki, radośnie szczebioczące i przyszła chwila refleksji.
Czy to nie jest czasem tak,że ludzie traktują bezdzietne jak pariasów, izolują, wykluczają, czy to my same sobie to fundujemy?
Nie wiem jak u Was ale u mnie w pracy funkcjonuje zasada, wedle której dzieciate mają lepsze godziny pracy.Urlopy są dla wszystkich w tym samym czasie, bo wakacje mają wszyscy, natomiast wiem,że w firmach bezdzietne mają do wyboru mało atrakcyjne terminy urlopów.
Czy kobiety posiadające dzieci są lepszymi rozmówcami, mają więcej do powiedzenia, są bardziej atrakcyjne towarzysko, czy wręcz przeciwnie?
Ja często czuję się jak wykluczona.Nie wiem co to kolka,ząbkowanie,nie znam najnowszych zabawek.W towarzystwie mam czuję się jakbym siedziała gdzieś w nogach i nikt mnie nie widział.Zapadam się w sobie..
Czy matki czują się tak samo w towarzystwie bezdzietnych?Czy to są dwa zbiory, bez wspólnego mianownika, czy jednak coś nas łączy?

Pozdrawiam Tangerina;)