Pokazywanie postów oznaczonych etykietą in vitro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą in vitro. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 sierpnia 2019

Słodko gorzki smak

Muszę przyznać,że wiadomość o dofinansowaniu in vitro we Wrocławiu przyjęłam z entuzjazmem, który rozpłynął się w powietrzu w momencie poznania placówki, która będzie realizatorem.
Jeszcze wczoraj myślałam,że się skusimy.Wygrzebałam wielką teczkę z dokumentacją medyczną.Wróciły wspomnienia i to one zdecydowały,że absolutnie się na to nie piszę, nie w tej klinice.Choćby finansowali całą procedurę od A do Z, nie pozwolę znowu na odebranie mi godności.
To był koszmarny okres.Brak poczucia zaopiekowania, zrozumienia i bezpieczeństwa.
Sama dochodziłam do wiedzy, którą mam dzisiaj.Przekopywałam internet w poszukiwaniu informacji, pisałam pisma do MZ.
Niektórzy lekarze już tam nie pracują.Teraz klinikę obsługuje dwóch lekarzy w tym jeden, do którego by mnie wołami nie zaciągnęli.Jestem wkurzona bo dziś sprawdzałam kryteria i punktację konkursową.Oczywistym było,że wybrano klinikę, która podała jakieś biedne wyliczenia procedury.
Liczy się cena, nie doświadczenie i skuteczność,nie podejście i zaplecze,a kasa i dobrze wypełniony wniosek.Czy nie można było dać vouchera i pozwolić by ludzie sami zadecydowali gdzie się leczyć?
Na trzy wrocławskie kliniki wybrano najgorszą z możliwych.
Pamiętam,że porównywałam in vitro do hazardu.Mam wrażenie,że mam nawrót jak hazardzista, alkoholik, ćpun.Czuje w ustach ten smak.Podekscytowanie, ryzyko, adrenalinę.Chcesz zagrać ale boisz się stracić wszystko, pociąga cię ta ruletka, chciałbyś znowu to poczuć.
Tylko czy ta chwila, ten jeden raz nie zrujnuje ci zdrowia, związku, nie zostawi na zgliszczach?
Może nie warto ryzykować.Czy łyk gorzały sprawi że będę szczęśliwa, czy zostać przy tym małym szczęściu, które mam?

Pozdrawiam Tangerina;)

wtorek, 13 sierpnia 2019

Gdzie plus, a gdzie minus?

INKA

Nie chce mi się pisać bo obiektywnie nic ciekawego się nie dzieje ale jak już się zacznie dziać, cholera wie jak to wszystko sensownie opisać żeby nie przynudzać;)

Spędziliśmy cudowny tydzień w DB.To chyba jednak te tereny wiodą prym w plebiscycie na nasze miejsce na ziemi.Przez ten tydzień odpoczęłam bardziej, niż przez całe wakacje.
Dolina Baryczy mnie wycisza.Nie potrafię zrozumieć jak te piękne tereny nadal pozostają nieodkryte i niedocenione.Możemy szwendać się cały dzień dookoła stawów i nikogo nie spotkać.
Dla nas cudownie, dla żyjących z turystyki nie bardzo.
Wydaje nam się,że już wszędzie byliśmy, a za każdym razem odkrywamy nowe miejsca.
Największy problem tego regionu dla mnie to miejsca gdzie można coś zjeść.Większość jadłodajni czynna jest tylko w weekendy.My zawsze lądujemy w Parkowej w Miliczu, choć nie do końca pasuje nam klimat tego miejsca.Bywa że trzeba długo czekać na obsługę, za to zawsze wychodzimy najedzeni;)
Miałam jeździć konno jednak koń p.Joanny nie zamierzał wozić mojego dupska i ani myślał dać się osiodłać.Zniszczeniu uległa część padoku.Mogłoby być gorzej gdyby jednak się udało i moje cztery litery zawisłyby na jednym z bali.Ja konie kocham ale jak widać bez wzajemności.
Chyba mam jakiś problem z tym,żeby traktować konia jak narzędzie.Pamiętam,że jak byłam dzieckiem ojciec się ze mnie śmiał,że koń wyszedł ze mną na spacer, nie ja z koniem i to się nie zmieniło.Chyba pozostanę przy głaskaniu, ewentualnie czyszczeniu i pielęgnacji tego pięknego stworzenia.P.Joanna chciała mi zafundować hipoterapię ale znacznie lepiej poszło mi z kozoterapią.
Kozy nie przestają mnie zadziwiać.Uwielbiam je, wywołują u mnie dziecięcą radość:)

Pojechaliśmy do Wierzchowic z myślą,że wrócimy do Wrocka tylko na komisję lekarską.
Dzień wcześniej zadzwonili z ZUSu,że orzecznik jest chory.Jasna cholera!Całe wakacje rozpiżdżone!
Nie ma tego złego, przynajmniej zaliczyliśmy Barycz;)


















Dziś mój mąż miał jechać na zabieg.Rano telefon,że chirurg jest na sympozjum i przekładają na 28 sierpnia.Normalnie dostałabym piany na pysku ale staram się szukać pozytywów bo oszaleję.
A pozytyw jest taki,że nie musimy się rozstawać;)
Ta choroba, a co za tym idzie leczenie i cały ten cyrk uczą nas cierpliwości jak nic innego.Ponad pół roku debatowania co zrobić z guzem i kiedy!Mam nadzieję,że w końcu to cholerstwo usuną.

Powrócił temat in vitro.Pieprznięty z wielką mocą bumerang wraca po trzech latach.
Wrocław dofinansowuje procedurę do 5 tysięcy.Wszystko pięknie bo łapiemy się na warunki ale..
Nie mogę pojąć jak klinika która ma fatalne opinie, dwóch lekarzy, w tym jednego koszmarnego, może wygrać konkurs.
To klinika w której realizowaliśmy program kilka lat temu.Projekt dziecko zakończył się fiaskiem jak wiadomo.Nie chcę dziś jojczyć i użalać się nad sobą ale myślę,że gdybym wtedy wiedziała co wiem dzisiaj pewnie byłoby inaczej.
Z ciekawości przeczytałam komentarze pod lekarką, która nas prowadziła.No dno!Myślałam,że może po tylu latach podejście owej pani ginekolog się zmieniło.
Takiego upokorzenia i chamstwa nigdy przedtem i potem nie doświadczyłam.Może to mnie jakoś zniechęciło do dalszych prób.Czułam się jak inkubator, nie inaczej bankomat chociaż teoretycznie nie płaciłam, pieniądze pochodziły z moich podatków.Dupa na taśmę i następna.Gacie na dupę i następna.Mam straszny mętlik w głowie jakby ktoś mieszał w niej wielką chochlą.
Pojawiła się szansa ale czy wracać do miejsca które oskórowało mnie z godności?
Czy jestem w stanie po raz kolejny zaufać i uwierzyć w sukces?
Czy pieprznąć tą furtką raz na zawsze i czekać na menopauzę?
Czas się kurczy.Zostało mi góra 5 lat.Dużo to i mało.Minęły trzy lata od ostatniej ciąży.Dokładnie trzy lata temu pod koniec lipca dowiedziałam się,że jestem w naturalnej ciąży.To był czas odpuszczenia głowie.Wiedziałam,że zakończyłam program i nic mnie już nie uratuje,że to koniec.
Może ten hamulec, który zaciągnęłam lata temu w głowie nie puścił ani na milimetr.
Trzymam tą wolność i nie potrafię jej puścić, boję się stracić kontrolę.Boję się,że  moje życie pogrąży się w chaosie.
Wiem,że moje szczęście nie skurczy się w bezdzietności.Wiem,że potrafię cieszyć się życiem i łapać chwile.Dlaczego do diabła nie potrafię zamknąć tematu, tylko wracam?
Mam nadzieję,że podejmę decyzję najlepszą z możliwych..
Pozdrawiam Tangerina;)

niedziela, 16 lipca 2017

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki bo to nie jest juz ta sama rzeka;)


W związku z tym,że testy owulacyjne wychodzą mi negatywne od kilku cykli, postanowiłam wykorzystać metodę termiczną.
Nie jestem osobą skrupulatną i systematyczną, więc nigdy nie udało mi się dokończyć prowadzonych obserwacji.Albo zapominałam o mierzeniu temperatury albo porzucałam ten pomysł po kilku dniach.
Teraz mam dużo czasu i postanowiłam spróbować.
Według aplikacji, owulacja powinna nastąpić dzisiaj czyli 15 dc,po wykresie widzę,że nastąpiła prawdopodobnie 12 dc bo temperatura wyraźnie spadła.
Testy cały czas wychodziły negatywne, choć robiłam je dwa razy dziennie.
W piątek tak mnie zakuł  jajnik,że nie mogłam się ruszyć.
Od wczoraj mam delikatne bóle brzucha.

Postanowiłam przez te dwa miesiące bacznie się obserwować.
Postara się mierzyć temperaturę systematycznie i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Dajemy nam czas do września.Jeżeli nic się nie zadzieje,wracamy do kliniki.

Dlaczego postanowiłam znowu pchać się w to bagno?
Nie spowodowały tego kiepskie wyniki, a ciąża jednej z koleżanek.
Pisałam o niej kiedyś.Borykała sie z nawracającymi poronieniami. Postawiłam podejść do in vitro w Invimedzie. Skorzystali z komórki dawczyni.Pierwszy transfer nieudany.Drugi zakończył się sukcesem i będzie miała synka.
Dziewczyna skończyła 40 lat.To ona dała mi nadzieję.To ta ciąża dała impuls do powrotu.
W głowie pojawiła się iskierka nadziei.
Byłam pewna,że S. się nie zgodzi.Zawsze mówił,że nie podejdzie po raz kolejny.
Jeżeli mamy w to wejść to razem i z przekonaniem,że robimy to bez presji drugiej osoby, inaczej sobie tego nie wyobrażam.
Usłyszałam: Nie chcę żebyś kiedyś mnie obwiniała,że nie mamy dzieci.Nie chcę Cię stracić..
Nie wiem jakby było gdybyśmy nie spróbowali.Myślę,że nasze uczucie jest na tyle silne,że brak dziecka nic by tu nie zmienił.Być może się mylę bo niby skąd mam wiedzieć?

Ten rok pozwolił mi odetchnąć.W sumie byłam pewna,że w końcu się uda naturalnie.
Nie udało się.
Wyszło kilka problemów.Moje MTFTR, zespół antyfosfolipidowy,niedrożny jajowód,żylaki,brak prawidłowych plemników.Trochę tego jest, więc czekanie na cud jest trochę ryzykowne.
Zdaję sobie sprawę,że może sie nie udać ale chcę sprawdzić czy inna jakość kliniki ma na to jakiś wpływ.Po pierwszej wizycie poczułam,że ktoś ma na nas pomysł,że podejście jest zupełnie inne.
Dyskrecja, spokój, brak pośpiechu i skupienie na pacjencie - to główne zalety kliniki.
Znam wiele par, które wyszły z dzieciakiem z tej kliniki.To daje nadzieję.

Czego się boję?
Podporządkowania znowu naszego życia staraniom.Rozmów o stymulacji, badaniach, wizytach.
Pamiętam,że to psuło nasze relacje.

Jest prawie idealnie.Spędzamy czas jak lubimy - książki,dobre jedzenie,filmy,zaległe gazety,wygłupy.Są tez sprzeczki.Czasem czuję się jakbym mieszkała z ojcem, który opieprza mnie na każdym kroku:)Robię rzeczy, których On nie toleruje jak np.spuszczanie psa ze smyczy.
Dobry i zły policjant.Myślę,że gdyby pojawiły się dzieci, rozpuściłabym je do granic możliwości.I pomyśleć,że jestem nauczycielem;)
On jest rozumem, a ja sercem.Jesteśmy jak ogień i woda,zupełne przeciwieństwa.
On spokojny, ja wydzieram się w aucie śpiewając piosenki (dlatego lubię jeździć sama).
Lubię go rozśmieszać.Pajacowanie mam we krwi:):)
Najlepiej czujemy się w swoim towarzystwie.Tylko my rozumiemy nasze żarty.

Ostatnio S. miał kilka dni wolnego.Kupiliśmy kilka książek i płyt do samochodu (będzie przy czym się wydzierać.Nie wiem jak on zniesie nasz wyjazd.Będzie jak w scenie z Dziewczyny moich koszmarów):):)


Od jakiegoś czasu chodzi za mną Queen.Może dlatego,że w każdej reklamie pojawia się ich kawałek.
Bohemina rhapsody jest jedną z moich ulubionych piosenek.Wrzask plus drygentura w samochodzie doprowadza S. do szału:):)

Ale tą też uwielbiam!

I jeszcze tą:)



Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 14 lipca 2017

Już wszystko wiemy

Wizyta u androloga odsłoniła jedna z przyczyn nieprawidłowych wyników.
Lekarz zrobił usg i okazało się,że są żylaki drugiego stopnia.
W naszym przypadku nie ma co robić zabiegu, ponieważ poprawa może nastąpić dopiero po kilku latach.
Nie mamy tyle czasu.Z resztą lekarz nam to odradził.
Żylaki powodują,że krew sie cofa i podgrzewa, a co za tym idzie podgrzewa nasienie, powodując np.brak ruchliwości plemników.
Ta przypadłość jest wrodzona, wiec miał je wtedy, gdy wyniki były prawidłowe.
Zatem, moim zdaniem nie należy przywiązywać do nich zbytniej wagi.
Lekarz powiedział,że możemy zrobić jeszcze kilka badań, w których używają dość dużego powiększenia.
Żylaki utrudniają naturalne poczęcie, jednak jak się okazuje nie ono niemożliwe (zeszłoroczna ciąża).

S. ma ogromną ilość plemników w nasieniu ok 60 mil/ml.Okazało się,że to może być wynikiem prowadzenia zdrowego stylu życia - zero alkoholu, papierosów, mięsa.
Wegetarianizm pochwalił bo jego zdaniem mięso jest zanieczyszczone i może zatruwać organizm.
Teoretycznie jest z czego wybrać.Przy takiej ilości muszą być jakieś prawidłowe plemniki.

Jesteśmy zadowoleni z tej wizyty, chociaż dowiedzieliśmy się przykrych rzeczy.

Klamka zapadła.Przegadaliśmy temat i zaczynamy jesienią.
Porównywałam już kiedyś in vitro do hazardu - post Hazard.
Po długiej abstynencji można wejść w to bagno po raz kolejny, jeśli tylko pojawi się malutka nadzieja wygranej, a ja taką nadzieję dostałam.
Wydaję się,że człowiek ma to już za sobą,że omija szerokim łukiem kliniki jak kasyna i gdy chce wejść tylko na chwilę, zostaje.

Wiem,że jeśli nie spróbuję, będę się całe życie zastanawiała czy mogło się udać, czy w tej klinice byłoby inaczej.
S. dotąd bardzo przeciwny powrotowi do sprawy daje zielone światło. 
Mało tego zaczął zmieniać dietę i ograniczać słodycze,pilnuje suplementacji i mnie zaczął pilnować z tabletkami:)

Jakoś mnie te wyniki nie załamały.Może dlatego,że znam przypadki szczęśliwych zakończeń.
In vitro daje duże możliwości jeśli chodzi o znalezienie jednego mocarza.
Wiemy,że inseminacja jest nie dla nas.

Lekarz jeszcze powiedział ważną rzecz.Nieprawidłowy plemnik nie może zapłodnić komórki, ponieważ nie może się przez nią przebić.Jeden mit mamy obalony.
Już wiem dlaczego nie udało nam się zapłodnienie klasyczne.

Jestem pełna optymizmu.Są wakacje, jest miłość, są plany i marzenia.
Czego chcieć więcej;)?

Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 31 maja 2017

Mętlik w głowie


Jestem po wizycie w Invimedzie.
Miejsce zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie.Panie w recepcji bardzo miłe,klinika duża, nie to co w Invikcie, gdzie wszyscy siedzą sobie prawie na kolanach i słychać wszystkie rozmowy.
Lekarz wydaje się kompetentny.
Zapytał o badania, a gdy zarzuciłam go segregatorem, pożałował,że zapytał:)

Zaproponował leczenie u Malinowskiego.Koszty, daleko i pewności nie dają.Od razu zakazał czytania o nim w necie.
Jakoś tego nie widzę.Wydamy kasę, a i tak może skończyć się i tak  kolejnym in vitro.

Mam mętlik w głowie.Gada sensownie.Badać drożności nie ma sensu bo i po co.Łykać heparyn nie ma sensu bo mogę się wykrwawić, łamiąc sobie np.nogę, a w ciążę i tak nie zajdę.
Sterydy na tą chwilę też są bezzasadne bo tej ciąży może nigdy nie być.
Bez szaleństw.

Nie wciskał mi badań nie namawiał na in vitro.Kazał łykać femibion 1, kwas foliowy, wit.D.
W mojej głowie zaczęły pojawiać się wątpliwości.
Może jeszcze raz?Może za kilka lat będę żałowała,że nie zrobiłam wszystkiego.
S. twierdzi,że jeśli mam go potem obwiniać o to,że nie mamy dzieci, to jest skłonny spróbować raz jeszcze.
Przed nami trudna decyzja.
Nie wiem.Na razie chcę odpocząć.Za kilkanaście dni wakacje.Czas beztroski i odpoczynku.Tak chcę je spędzić, odpędzić wszystkie troski i łapczywie wcinać życie kawałek, po kawałku.
Póki co padam na ryj i skreślam dni w kalendarzu.

Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 25 stycznia 2017

Dopadło i mnie!


Okropne choróbsko!
Długo się broniłam ale poległam.Od kilku dni łamie mnie w kościach i jestem marudna jak małe dziecko.S. twierdzi,że zachowuje się jak facet z reklamy leku na grypę.Zamieniam się w marudnego dzieciaka.Ma rację niestety.Sama nie mogę ze sobą wytrzymać.
Jakoś się doczłapię do weekendu.

Wczoraj mieliśmy radę.Przyszły rok to jedna wielka niewiadoma.Nie wiadomo czy się przenosimy,nie wiadomo ile będzie etatów,w zasadzie nic nie wiadomo.
Poproszono o zdeklarowanie się osób wybierających się na emerytury w wiadomym celu.Dyrekcja musi zrobić siatkę godzin i oszacować ilość etatów.Mam nadzieję,że mnie nie wyleją.
Współczuję dyrekcji.To będzie dla nich ogromne wyzwanie.

Znajomi chcą nas odwiedzić z noworodkiem.W zasadzie znajomi S.Poproszę żeby poszedł do nich.To chyba za wiele dla mnie.

Na kursie rozmawiam najczęściej z dwoma dziewczynami.Ostatnio siedziałam z jedną z nich.Okazało się,że jest w 5mc. Ja to mam szczęście!Zaczęła mi opowiadać o ciąży, pokazywać zdjęcia z usg.Uśmiechałam się ale było mi smutno.Też mogłabym się już pochwalić brzuchem.
Wiem,że to wszystko muszę jakoś przeżyć,znieść.

S. dzwonił dziś do Poznania  bo miasto refunduje in vitro.On jest tam zameldowany.Dziwne,że sam podjął inicjatywę i wszystkiego się dowiedział.Za dużo biurokracji, a ja już chyba nie mam siły na kolejne podejście.Jeszcze cały czas mam nadzieję.Jeszcze tli się malutki płomień..
 Pozdrawiam Tangerina;)


niedziela, 31 lipca 2016

Cuda!!!Naturalna ciąża po in vitro!

Mało zawału nie dostałam kiedy zobaczyłam dziś na teście drugą krechę!!!!!
Jestem w ciąży!!!
Nie mogę w to uwierzyć ale dwie soczyste krechy mnie przekonują:)



Już wiem skąd ta skurwioza;)Od kilku dni żremy się jak psy;)
Wczoraj pojechaliśmy rowerami do miasta.Nie miałam siły przebierać szkitami.
Było mi słabo i nie miałam siły, co u mnie rzadko się zdarza.
Rower uwielbiam ale wczoraj był dla mnie katorgą.Brakowało mi tchu!

Jeszcze przed wyjazdem się pokłóciliśmy, a potem było już coraz gorzej.
Czułam,że coś jest na rzeczy ale bałam się dopuścić do siebie te myśli.
Wysoka temperatura, zadyszka, ból brzucha, wzdęcie;)ciągnięcie pachwiny w nocy, płaczliwość, francowatość sięgająca zenitu!

Wczoraj był 35dc. Kupiłam test ale odwlekałam zrobienie go, bo bolał mnie brzuch, więc stwierdziłam,że zaraz dostanę miesiączkę.
Rano naszczałam na plastik.Przecierałam oczy ze zdziwienia i aż przysiadłam.Dwie grube krechy!
Zbudziłam S. To jakiś cud!

Po miesiącach, latach leczenia, kłucia się, koszmaru, jestem w ciąży naturalnej!
Reset, słońce, morze, załatwienie sobie w głowie sztamy z niepłodnością,dopuszczenie myśli,że nie będę matką paradoksalnie przyczyniło się do cudu;)

W tym cyklu brałam Oeparol, trzy razy dziennie od 1dc do owulacji i odstawiłam.Wiesiołek podobno rozrzedza śluz i ułatwia poślizg plemnikom.Nie wiem czy to zasługa oleju czy odpuszczenia ale to w tej chwili nie ważne.Nawet jak się nie uda teraz, to wiemy,że można,że jest szansa;)że cuda się zdarzają:)!
Dziś jest 9 dni po terminie miesiączki.Nie wiem teraz co robić.Nigdy nie byłam w ciąży, tak naprawdę;)Pomocy!;)


Pozdrawiam NieMatka;)jeszcze NieMatka;):)

czwartek, 28 lipca 2016

Pamiątki po in vitro.

Robiąc porządki natrafiłam na to:




Kolejna pamiątka z podróży po dziecko.Sterta strzykawek!Usuwam wszystkie ślady, przypominające mi o tym koszmarze.Nie chce na to patrzeć.Umówiłam się z paniami w przychodni,że mi to zutylizują.Jeszcze zostały mi trzy opakowania luteiny 100.Może kiedyś się przydadzą.Póki co zakopałam je głęboko w szafie!

Zrobiłam sobie poziom homocysteiny. Wynik - 9.Norma od 5 -12.Zdrowa jak koń.

Chodzę nabuzowana jak bomba, która zaraz ma eksplodować.Wszystko mnie wkurza, jestem złośliwa i rozdrażniona.Niech ta franca już przyjdzie bo oszaleję!Wzruszam się na jakichś pierdołach, reklamach.Może już oszalałam?!
Czytałam,że po in vitro często zdarzają się cykle bezowulacyjne i wydłużone.Dziewczyny nie mają miesiączki po dwa miesiące!

Kupiliśmy przewodnik po Bieszczadach.Nie wiem czy uda nam się obejrzeć te wszystkie cuda:)
Kolejna wyprawa przede mną;):)
Jeszcze tylko muszę kupić jakąś nawigację bo mój nawigator często zawodzi;)


Ostatnio wyrzucam z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, stąd chyba częstotliwość pisania postów.Może uspokoję się za jakiś czas ale na razie piszę, piszę, piszę;)

New York!





niedziela, 26 czerwca 2016

Hazard

Pas



In vitro to trochę taki hazard.Jesteś nowy, wchodzisz na salę i widzisz ludzi, na twarzach których maluje się nadzieja.Są pełni wiary,że uda im się wygrać za pierwszym razem.Ekscytacja miesza się ze strachem.Dreszczyk emocji,wyobraźnia podpowiada same cudowne obrazy..
Pierwsza przegrana, mówią sobie, pierwsze koty za płoty, teraz na pewno się uda.Stawka jest coraz większa.Widzą jak inni wygrywają i też tak chcą.Chcą trzymać w ręku złoty dukat.Myślą,że fortuna da im szczęście.
Po raz kolejny fiasko..Myślą sobie, to już ostatni raz.Jak się teraz nie uda to odpuszczamy.
Nie udaje się.W głowie kłębią się myśli..A może ostatni raz, ostatniutki..Przecież inni wygrywają, co jest do licha?!Mamy pecha czy co?!Nie możemy przegrać!Co inni powiedzą?
Odpuścić?Czy grać do upadłego?Położyć na szalę wszystko?Czy wycofać się póki straty nie są zbyt duże?
Ile par, małżeństw, osób samotnych codziennie staje przed takim dylematem?
,,Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono"..


Ta miesiączka to koszmar!Wylatuje ze mnie wszystko!Nawet nie chcę na to patrzeć;(Jeszcze chyba tak hardcorowo nie było.Mam nadzieję,że to się wszystko dobrze i szybko oczyści.
Niech ten koszmar się już skończy...

czwartek, 23 czerwca 2016

Po in vitro




Trzy pełne procedury in vitro.
Trzy stymulacje, 7 zarodków, 4 transfery.Dwie ciąże biochemiczne.Jeden pozytywny test ciążowy.
Trzy stoczone bitwy.Niestety przegrane.Walka trwa...Życie również;)


Zbaczam z tej drogi.Szukam nowej..