Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2018

Obyś cudze dzieci uczył



Wróciłam do pracy.Wczoraj miałam gigantyczny kryzys, trzęsienie ziemi, tsunami łez.
Nigdy nie sądziłam,że moja praca będzie dla mnie kulą u nogi, ciężarem, który ciężko będzie udźwignąć. Siedziałam i ryczałam na samą myśl o powrocie do coraz bardziej odmóżdżającym zajęciu. Juz nawet nie narzekam na pieniądze ale na system, na reformę, która zniszczyła wszystko jak tornado.Mam wrażenie,że wznoszę się w powietrze, a ktoś strzela do mnie jak do kaczki.Jakoś przetrwać i nie dać się zjeść.
Jestem nieco przerażona moim stanem.Zawsze jakoś tam człowiek narzekał ale byłam ciekawa, miałam zapał i chęci.Teraz uszło ze mnie powietrze.Zaczęłam się zastanawiać czy nie mam depresji.
Każdy dzień to jak wspinaczka na Mont Everest.
Ja już nawet się nie denerwuję, wpadam w stupor, dryfuję.

Może jestem niewdzięczna?Mam pracę,a niektórzy jej nie mają.Powinnam dziękować za to co mam.Ale czy człowiek może udawać,że jest szczęśliwy?

W piątek wracałam od fryzjera.To co działo się na mieście przyprawiało mnie o gęsia skórę.
Ludzie wpadli w jakieś szaleństwo.Czarne szaleństwo konsumpcjonizmu.
Stałam w gigantycznych korkach, obserwując jak kierowcy toczą pianę z ust.Wjeżdżanie przed auta, cwaniactwo i chamstwo sunące ulicami jak szlam, jakiś koszmar.Koleś dojechał do mnie tak blisko, myślałam,że zaraz wyjdzie i mnie uderzy.Nie wierzyłam,że to dzieje się naprawdę.
Mieszkam na przedmieściach i na co dzień nie widzę tego cyrku.Patrząc na to wszystko poczułam ogromną chęć ucieczki za miasto, jak najszybciej, teraz, już!
Nie chcę żyć w tym pędzie, stresie, pogoni.Szybciej, wyżej, na równi z innymi.
Obserwuję wszechogarniający egoizm i brak szacunku dla innych.Co się z nami dzieje?
Czy to bezstresowe wychowanie, wpajanie dzieciakom,że one są najważniejsze,że ich prawa nie kończą się tam gdzie zaczyna się wolność innych?
Bądźmy dla siebie wystarczająco dobrzy.Puśćmy kogoś w korku, uśmiechnijmy się do obcego bo może on dziś tego potrzebuje, przytrzymajmy komuś drzwi, nawet jak się spieszymy.
Uwielbiam starszych ludzi.Są wśród nich oczywiście malkontenci i agresorki ale jest w nich mądrość, szacunek, współczucie i prosta dobroć.Cholernie mi tego brakuje wśród mojego pokolenia.
Ten świat przestaje mi się podobać.Trzeba zagryźć zęby i nie dać się stratować.
Oj Czesławie, jakie to aktualne...

Pozdrawiam Tangerina;)

sobota, 3 listopada 2018

Czasem mam ochotę wysiąść




Na początku września byłam oazą spokoju.W cierpliwości mogłam zanurzyć się po pas.
Październik kończę z napadami duszności, bólami w klatce piersiowej i stosem leków na wszystko.

Ten rok miał być inny.Miałam dać sobie oddech, zluzować gumę w gaciach i skupiać się na małych radościach.Okazuje się,że jest gorzej niż było.Zacytuję Miałczyńskiego - ,,Praca, która była moim powołaniem, okazała się udręką za grosze".
Nie wiem co jest ze mną nie tak.Czy nie nadążam za programem, czy ten szczurzy pęd zaczyna mnie tratować.Czuję,że to co kiedyś sprawiało mi radość teraz wywołuje ból brzucha.

W tym kieracie nawet nie mam czasu zastanowić się, dojść do tego co się dzieje.
Chyba trochę przeceniłam swoje siły.Doszłam do wniosku,że za dużo od siebie wymagam, stawiam sobie coraz wyżej poprzeczkę, staję na palcach, nie potrafię odpoczywać.
W robocie coraz większe ciśnienie.Ciągle oceny, sprawozdania, wykazywanie się..
Teraz mają nas oceniać co trzy lata.Dyplomowany ma ponad dwadzieścia kryteriów oceny.
Człowiek ciągle musi udowadniać,że jest najlepszy,że zasługuje na 500 +!
Zaczyna mnie to dusić, uwierać, czuję,że doszłam do ściany i albo rozbije go łepetyną albo zmienię swoje życie.
Praca z dziećmi nie daje mi już tej satysfakcji.Nie chodzi o dzieci ale o system, który zdominowały papiery, warunki, w których musimy pracować, ludzi, których ten system zmienia na gorsze.
Dzieci w tym nie ma.Są przypadki, diagnozy, prognozy..

Gubię jak liście gdzieś swoją radość.Na jej miejscu pojawia się grymas znudzenia.
S. każe mi odpuścić i pieprznąć czasem te książki bo przecież nic się nie stanie raz raz będę przygotowana na czwórkę, a nie piątkę.
Moje myśli ciągle gdzieś pędzą.Nie potrafię już po prostu się polenić.
A to sterta prasowania, a to pranie, a to psy, a to przygotować się do zajęć, mam za mało czasu, mam za mało energii.
Nigdy wcześniej nie bolała mnie głowa, teraz to nagminne.
Zaopatrzyłam się w leki uspokajające.Może to przejściowy kryzys ale sądzę,że to taki groszek co pije cię w dupę,żeby oznajmić - zmień coś do cholery bo zwariujesz!

Wracam do domu jak do portu.Nie mam ochoty się z niego wyłaniać.
Zakopuję się w moim nowym uszakowym fotelu, nakrywam miękką, bawełnianą narzutą i chcę w końcu przestać się smagać batem po dupie, zluzować cugle i ruszyć galopem po zielonych łąkach.
Muszę jeszcze trochę wytrzymać.Marzenie o domu trzyma mnie w pionie i nie pozwala się poddać.I On, moja ściana, oparcie, mój mąż.




Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 8 października 2018

Jestem, czy mnie nie ma?

Nie mam czasu, a może siły?
Znowu trochę ponarzekam;)

Zasypano mnie godzinami.Ponad swój etat  - 26 godzin, dostałam 5 dodatkowych z gimnastyki plus 4 przedszkolne, robi sie 34.Ktoś powie wielkie halo, inni pracują 40 godzin i żyją.
To jest praca z dziećmi.To tak jakby ktoś wam do domu zwalił 25 dzieci i zostawił na 7 godzin:)
Nie mam czasu zjeść co już odczuł mój organizm, obniżając odporność.
Pracuję codziennie do 17.00 i przygotowuję w domu  zajęcia na kolejny dzień.
Zaczęły się problemy ze spaniem.Czuję ciągłe napięcie.Nie mogę zabrać się za czytanie czegokolwiek poza książkami do pracy.
Dziś Pani dyr zapytała mnie czy byłabym zainteresowana pracą w przedszkolu w przyszłym roku.
Na tą chwilę może jeszcze tak ale przedszkolaki to raczej nie moja bajka.
Słodkie są te maluchy ale wolę starsze towarzystwo, które trochę więcej rozumie.

Gdybym wiedziała,że w szkole dostanę tyle godzin, chyba nie pisałabym się na dodatkową pracę.
Popołudniówki są ciężkie.Dzieciaki są po lekcjach, więc już nie mają siły na nic.
Póki piękna, złota jesień szalejemy na podwórku, gdy zrobi się zimno w obecnych warunkach lokalowych lekko nie będzie.
Rodzice nie rozumieją,że świetlica to nie jedna pani lub kilka i 20tka dzieci.To kilka pań i kilkadziesiąt dzieci w różnym wieku o różnych potrzebach, zainteresowaniach i charakterach.
Wymagania rosną z każdym rokiem, a roszczeniowi rodzice pojawiają się coraz częściej.
Marzyłabym o małej grupie dzieci, gdzie każdy otrzymałby moją uwagę, niestety rzeczywistość nie jest tak kolorowa i szczerze mówiąc często skupiamy się jedynie na tym by wszystkie dzieci wróciły całe do domu.

Byliśmy w Wierzchowicach.Było fantastycznie!Pogoda cudowna, targ pełen smakołyków.
Obkupiliśmy się w miody, soki, jabłka, orzechy, sery i jajka.
Udało nam się obejrzeć jeden dom ale jak dla nas za duży - 16 pokoi;)Hotelu to mieć nie chcę.
Bardzo sympatyczny starszy pan opowiedział nam historię domu i jego poprzednich mieszkańców.
Podoba mi się Ruda Milicka, Krośnice - w końcu przejechałam się kolejką,Duchów, Sułów - klimatyczne, małe miejscowości z ciekawą historią.
Pani Joanna z Rumianego Jabłuszka trzyma rękę na pulsie, więc może czegoś się dowie od listonosza:):)
Mieli cynk o leśniczówce ale okazało się,że leśnicy dybią na ten dom i nic z tego nie wyszło.
Przyznam,że zaczęłam mieć pewne wątpliwości, kiedy nasłuchałam się historii o gościach od Pani Joanny.Ludziom się w głowach przewraca.Z moją niewyparzoną buzią musiałabym się bardzo postarać:) albo stworzyć miejsce dla specyficznego gościa;)

Za kilka dni ślub.Koncepcje zmieniają się z dnia na dzień.Są dwie sukienki i dwie pary butów:)
To znaczy, ta druga para została dopiero wczoraj zamówiona bo zmieniłam zdanie odnośnie sukienki:)Najważniejsze - obrączki już mamy;)

Uwielbiam ten dom!
Kocham to miejsce!








Mogłabym oglądać ten widok godzinami...



Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 24 września 2018

W biegu


Ostatnio ciągle w biegu.Dziś przebierałam się w aucie.Dobrze,że mnie nikt nie przyuważył w bieliźnie.Po zajęciach w przedszkolu i czołganiu się z dzieciakami na dywanie, moja odzież nie nadaje się do kolejnych kilku godzin z dziećmi.
Zajęcia mam dwa razy w tygodniu, po nich pruję do swojej podstawowej  pracy.
Łatwo nie jest ale to jakieś wyzwanie:) Dzień przed zajęciami w przedszkolu jestem na nie.Przygotowanie czterech zajęć, które dla dzieci będą atrakcyjne, a ponadto spełnią swoje zadanie nie jest proste.Dzieciaki to wymagający odbiorcy, no chyba że trzylatki, te piszczą jak usłyszą gwizdek, a ćwiczenia mogą powtarzać setki razy;)Po spotkaniu z maluchami jestem wymopmowana.

Mój szurnięty chłop chcąc sprawić mi przyjemność uraczył mnie 9 masażami.Pisałam o tym w poprzednim poście.Na początku było miło ale czekanie na zabieg czasem przez godzinę, potem masaż ok godziny i jazda do domu kolejna godzina, sprawia,że w domu jestem często w okolicy 20.00.Masowanie dupencji jest przyjemne ale już chyba mam dosyć;)
Jest to masaż bańką chińską i daje naprawdę wspaniałe efekty.Ja zauważyłam je u siebie po ok 6 zabiegach.Skóra jest jędrna, napięta, celulit widocznie się zmniejszył.
Mam bańkę w domu ale takiego twardziela,że po minucie mam dosyć.Pani poradziła mi,żebym ją wyparzyła , wtedy zmięknie.Jeszcze dwa zabiegi i spróbuję sama, chociaż masowanie nóg z tyłu będzie karkołomne:)Chyba,że przysposobię S.;)

Kuratorium mnie olało i jeszcze nie wysłało do szkoły papierów, a co za tym idzie nie mogą naliczyć mi wyższej pensji.Dziś tam zadzwoniłam i niemiła Pani powiedziała,że mają setki papierów i są w trakcie wysyłania czyli w październiku też dostanę niższą pensję.

Na początku roku chciałam napisać,że jestem oazą spokoju,że mam nieograniczone pokłady cierpliwości.Pokłady się kończą.Zaczynam być nerwowa.

Trzy tygodnie do ślubu, a ja nie mam kiecki.Jeszcze dzień przed ślubem mam imprezę szkolną z okazji Dnia Nauczyciela.Najwyżej matkami zajmie się S. Bedzie to ich pierwsze spotkanie( mam na myśli matki).Mam nadzieję,że zastanę obie jak wróceę:D:D Moja mama nie należy do grzecznych i zdarza jej się coś palnąć.

W sobotę jedziemy do Doliny Baryczy.Już się nie mogę doczekać!



Pozdrawiam Tangerina;)

niedziela, 16 września 2018

Samo życie

Zaczęło się na dobre.Praca wciągnęła mnie niczym podstępne tornado.
Wrzucono mnie do jakiegoś zespołu, przydzielono stażystkę.
Popołudniówki są ciężkie. Wiedziałam z czym to się wiąże ale muszę się w końcu wyspać:)
Rano możemy zjeść razem śniadanie, a to dla mnie bardzo ważne.

Przedszkolaki są śmieszne.Byłam lekko przerażona pierwszym dniem.Trzylatki płakały i płaczą w dalszym ciągu ale tylko te, które przyszły do przedszkola dopiero w drugim tygodniu.
Robię im mini fitness.Są chętne do wszystkiego!Na pierwsze zajęcia wzięłam chustę animacyjną, piszczały z radości:)Chyba zajęcia z tą grupą dają mi najwięcej frajdy, choć tej grupy bałam się najbardziej.Myślałam,że nie umiem pajacować, a robię to całkiem nieźle.Jestem kotkiem, pieskiem, ptaszkiem i kim tylko zechcę:):)
Przygotowanie zajęć dla czterech grup wiekowych w jednym dniu to nie lada wyzwanie.
Pogoda dopisuje, więc zajęcia prowadzę na podwórku.Pogodo bądź łaskawa!

Czas zasuwa i w tygodniu trochę mi go brakuje.Dostałam w prezencie 9 masaży i co drugi dzień wcinam lody w Romie oczekując na relaks;)Będzie co masować jak się upasę na tych pysznościach;)
Od momentu gdy Guardian ogłosił listę najlepszych lodziarni w Europie i znalazła się wśród nich Roma, ludzie zwariowali.Takich kolejek to ja tam nigdy nie widziałam.
Uwielbiam klimat Śródmieścia.Mam wrażenie,że świat się tam zatrzymał.

Mam jakiegoś doła ostatnio.Obserwuje moje koleżanki, wysłuchuje ich historii i czuję jakby ktoś wrzucił mi na plecy ciężki głaz.
Jak nie problemy finansowe, to związkowe.Nie mówię nikomu,że u nas maj.Nie umiem cieszyć się tym,że układa nam się dobrze,że nie brakuje nam do 1 go, gdy słyszę,że koleżanka rozliczana jest z każdej złotówki.Facet innej popija co ja wyczulona na ten klimat zauważyłam od razu.Za fasadą normalności kryją się jakieś koszmary, a najgorsze jest to, że mogę je tylko wysłuchać.
Czy u nas jest normalnie czy normalnie jest u innych, a czym właściwie jest normalność.
Czy miałam szczęście,że potrafimy o siebie zabiegać, robić sobie niespodzianki, śmiać się do łez i rozmawiać o wszystkim?Czy tak właśnie powinien wyglądać związek i nie ma w tym nic nadzwyczajnego?
Jestem wkurzona.Chciałabym jakoś pomóc ale nie bardzo wiem jak,a złotych rad udzielać nie zamierzam.
Nie jestem typem, który wypytuje o sprawy osobiste.Praca to nie konfesjonał.Jeśli jednak ktoś mi się sam zwierza,zamieniam się w słuch.Czasem jednak ta wiedza wyrywa mi cały dzień z życia i przyprawia o ból głowy.
Niektórzy naprawdę mają przejebane - sorry za bluzgi ale tu inne słowo nie pasuje.

Nadrobiliśmy dziś kino - Czarne Bractwo Spike Lee.Rewelacja!Film o Ku Klux Klanie.
Czarnoskóry detektyw próbuje przeniknąć do organizacji.Jak to zrobić będąc Afroamerykaninem?
Zobaczcie koniecznie.Trochę śmiechu, natomiast koniec wbija w fotel i wywołuje łzy.
Mocny temat, świetny film.


Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 31 sierpnia 2018

Jestem nauczycielem dyplomowanym!

Jestem już nauczycielem dyplomowanym.
Wspięłam się na najwyższy szczebel.

Nerwy złapały mnie dopiero dziś rano.Wczoraj zasnęłam jak dziecko.
Przewodniczący okazał równie sympatyczny jak podczas naszej rozmowy telefonicznej.
Nieustannie żartował, co niewątpliwie wpłynęło na atmosferę rozmowy.
W komisji było pięć osób.Jeden mężczyzna i cztery babki:)

Najpierw potwierdziłam swoją tożsamość, przedstawiono mi przebieg postępowania i poproszono o zaczekanie aż komisja przeanalizuje teczkę i przygotuje pytania.
Czekałam ok 20 minut.
Dostałam pytania z  cyklu internetowych, czyli takich, które krążą w internecie.
1. W jaki sposób prowadzę ewaluacje swoich działań?
2. Jakie działanie było dla mnie najważniejsze?
Nie oszukujmy się pytania były banalne.Była ze mną moja wice dyr i to ona zrobiła mi niezłą reklamę.
Najbardziej rozwaliło mnie to,że dwa razy ktoś wlazł do pokoju i wybił mnie z rytmu.
Nie mogłam w to uwierzyć,że ktoś może wleźć w trakcie egzaminu z jakimiś pierdołami!

Atmosfera była na prawdę luźna, a ja czułam się jak na spotkaniu towarzyskim.
Sama byłam zdziwiona,że gadka toczy się płynnie, a ja nie czuję napięcia.
Wiedziałam,że zdam ale wiecie zdać to nie wszystko ale zdać z przytupem to jest coś.
Był przytup:)Dostałam maksymalną ilość punktów i pękałam z dumy!
Wice mi później mówiła,że miałam tyle działań, że nie mieli za bardzo o co pytać.
Kiedy teczki są słabo przygotowane, wtedy maglują i wcale nie jest wesoło.
Niezmiernie się cieszę,że udało mi się przed zmianą przepisów, które wchodzą z dniem 1 września.
Nie zazdroszczę moim koleżankom.

Dostałam pracę w przedszkolu.Będę prowadziła zajęcia ruchowe.
Nie wiem czy nie wskoczyłam na głęboką wodę bo przekrój wiekowy jest dość szeroki, od 3 do 6 lat.Z trzylatkami nie miałam jeszcze przyjemności.Chyba dlatego nie denerwowałam się przed egzaminem bo denerwowałam się tym wyzwaniem.
Muszę przypomnieć sobie umiejętności ruchowe maluchów.Jak zwykle panikuje ojojoj nie dam rady.
Biurko obłożone książkami.Wszyscy każą mi się wyluzować łącznie z Panią dyr.
Ja oczywiście zawieszam sobie wysoko poprzeczkę, zamiast podejść do tematu  na luzie.
Trzylatki będą pewnie płakać pół godziny i nie bardzo uda mi się na początku coś z nimi zrobić.
Na razie wrzuciłam na luz.Dostałam umowę na zastępstwo, więc jestem zaskoczona bo myślałam,że będzie to jakieś zlecenie.Wszystkie dodatki, socjale będę miała normalnie wliczane, co niewątpliwie jest dużym plusem.Czy będą inne plusy, zobaczymy;):)


Pozdrawiam Tangerina;)

niedziela, 26 sierpnia 2018

Powrót do szkoły



Jutro wracam.Od kilku dni nieznośny ścisk w żołądku i sama nie wiem czy z podniecenia czy ze strachu,że będzie ciężko.
Jestem ciekawa, gdyby nie ciekawość nie chciało by mi się wstawać z łóżka.
Zastanawiam się co przyniesie ten rok.Czy przyciśnie mnie do ściany tak,że stracę oddech czy wręcz przeciwnie w końcu go odzyskam.Jakie będą dzieci?Samodzielne i pewne siebie czy nieśmiałe i zagubione w szkolnej przestrzeni.Jacy będą rodzice?Współpracujący i sympatyczni, czy roszczeniowi i szukający dziury w całym.
Tęsknie za nauczycielskimi pyszczkami, co niektórymi;) za szumem rad pedagogicznych, pewną nieprzewidywalnością, a zarazem poukładanym rytmem dnia.
Siedzenie w domu było fantastyczne.Przeczytałam mnóstwo książek, odwiedziłam ciekawe miejsca, odpoczęłam, złapałam oddech, poczyniłam plany i zaczynam wprowadzać je w życie ale..Już chyba czas wrócić by zatęsknić.
Moje dzieciate koleżanki pragną powrotu, łakną go jak powietrza, ja wygaszam wakacyjne emocje, studzę je jak herbatę, która parzy wargi.

Padła propozycja dodatkowej pracy.Mam nadzieję,że nie zapeszę mówiąc o tym. 
Chciałabym żeby się udało.Cieszę się,że ktoś mnie polecił, a to znak,że można mi zaufać i że moja praca jest ceniona.Budujące:)Trzymajcie kciuki:)

Czuję już jesień w powietrzu.Dookoła złocista nawłoć.Zapach jesieni jest nieporównywalny z niczym innym to mieszanka słodkości i wilgoci.Mam nadzieję,że jesień bedzie słoneczna i ciepła.
Dosyć mam upałów.Zupełnie nieletnia ze mnie istota.Tęsknię za bluzami,jeansami i krytymi butami.
Tęsknie za spadającymi liśćmi i wiatrem, który targa mi włosy.






Wracam do gry..Jutro do szkoły!
A póki co idę sobie przypomnieć co robiłam przez ostatnie trzy lata bo w piętek egzamin;)

Pozdrawiam Tangerina;)

niedziela, 15 października 2017

Ciągle się uczę.


Ten tydzień był intensywny, bogaty w doświadczenia.
Dostałam na maila informację o warsztatach dla grup monitorujących internet pod względem treści rasistowskich, mowy nienawiści.
Po ostatnich wydarzeniach postanowiłam skorzystać z zaproszenia.
Okazało się,że była nas garstka.Szkolenie było organizowane przez CUKR.
Przywitał nas Piotr Tyma, prezes Związku Ukraińców w Polsce.Potem był wykład dr Marka Troszyńskiego, dotyczący przeciwdziałania mowie nienawiści w sieci.
Na warsztatach było chyba 6 osób i tylko dwie z Polski.Myślałam,że temat zainteresuje większą grupę.Problem jest ogromny.Dostaliśmy narzędzia i będziemy działać.
Dostaniemy mailowo paczki tekstów, które będziemy analizować pod względem treści rasistowskich, dotyczących obywateli Ukrainy.To nie jest takie proste jakby się wydawało.Każdy tekst może mieć wydźwięk pozytywny, neutralny lub negatywny odnoszący się do Ukrainy lub obywateli Ukrainy.
Wymaga to mnóstwa czasu i odczytywania dosłownego przekazu bez domysłów i emocjonalnych historii.Kropla drąży skałę, więc nawet jeśli uda się skazać jedną osobę, będzie to sukces.
Narzekam ostatnio na brak czasu, a pakuję się w kolejne przedsięwzięcie.Zobaczymy czy dam radę.


W piątek mieliśmy Dzień Nauczyciela.Nie cierpię takich nasiadówek, szczególnie jeśli odbywają się w hotelach, jak nasza.Miałam nie iść ale namówiła mnie koleżanka.Potem żałowałam bo nie dość,że się spóźniłam (powrót do domu, wyjście z psami, mieliśmy normalny dzień pracy, chociaż inne szkoły miały free), to menu było dla mięsożerców, więc siedziałam i patrzyłam w pusty talerz.
Miejsce iście weselne, plus wystrojone nauczycielki - to nie moja bajka.Czułam się jak kloszard na bankiecie.
Znalazłam swój płaszcz w gąszczu okryć i niepostrzeżenie wymknęłam się do domu bo padałam z głodu.

Ostano chyba potrzebuję zapewnienia,że nie jestem jakimś świrem.Nie odnajduję się w wielu sytuacjach, które dla innych są super atrakcyjne.Może to wynika z faktu,że w gronie osób z pracy nie ma nikogo z kim mogłabym porozmawiać na tematy, które mnie interesują.
Czuję się trochę wyobcowana.Są dwie grupy, a ja pośrodku, jak element pustego zbioru.Odbijam się od jednych i drugich i nigdzie nie pasuję.Tematy paznokci i filmów o miłości, nie leżą w kręgu moich zainteresowań, a  w  grupie 20+ czuję się jak emerytka.
Mnie to jakoś nie przeszkadza ale widzę,że innym już tak i bardzo chcieliby wiedzieć co się ze mną dzieje.Nic się nie dzieje, po prostu dojrzałam, wyszalałam się, przestałam się alkoholizować,  jeść mięso i tyle.Mam swoje zdanie i mam odwagę je wypowiadać co nie każdemu odpowiada.
S. twierdzi,że nie zwariowałam, mama też ale czy Oni są obiektywni:)?
To naprawdę wielka ulga nie zmuszać się do rzeczy, które nie sprawiają nam przyjemności, tylko dlatego,że inni od nas tego oczekują.
Ciągle się uczę odmawiania i nietłumaczenia się ze swoich wyborów.
Poczucie,że jestem w zgodzie z tym co w środku - bezcenne.

Wczoraj byłam na świetnych warsztatach dotyczących wielokulturowości.
Organizowane były przez Salezjan i poczułam lekki opór.Zwalczyłam w sobie stereotypy i poszłam.
Spodziewałam się modlitw i takich tam, ale byłam pod wrażeniem przygotowania merytorycznego i ogólnej organizacji, łącznie z cateringiem, gdzie mogłam sobie wybrać danie wege:)

Kto wie tyle o innych kulturach co wolontariusze pomagających na całym świecie?
Były zabawy, ciekawostki i wiedza, której mi brakowało.
Spotkałam nawet koleżankę, z którą jeździłam na kolonie z 10 lat temu.
Świetnie się bawiłam.Chcę więcej i więcej!
Podobno prowadzili warsztaty dotyczące edukacji globalnej i fair trade.Szkoda bo nie wiedziałm,że coś takiego robią ale może będzie kolejna edycja.
Już się nie mogę doczekać kiedy przeprowadzę zajęcia z dzieciakami!

Po warsztatach pojechaliśmy na kawę.Dostałam książkę i płytę od mojego lubego z okazji Dnia Nauczyciela:)Kupił mi dwie szmaticzki i pojechaliśmy do kina.
Pierwszy śnieg, na podstawie książki Nesb0. Szału nie było.Fajne krajobrazy i Fassbender to chyba jedyne plusy;)
Kino pękało w szwach!W pewnym momencie czułam się osaczona przez ludzi.Dawno nikt koło mnie w kinie nie siedział.Staramy się chodzić do kina w tygodniu, a w sobotę jest tłoczno.
Jakoś przetrwałam, chociaż kręcący się ludzie podczas seansu i głośne rozmowy, nieco przeszkadzały.

Za oknem cudowna jesień.Lena wytarzała się w odchodach (fajne zaczęłam niedzielę), S. robi obiad.
Ja mam chwilę,żeby coś napisać.Gazety czekają na rozdziewiczenie.
Nareszcie mamy czas dla siebie..


Ostatnio poryczałam się na tej piosence.Mięczak:)


Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 27 września 2017

Jest ciężko

Padam na pysk. Juz nie raz o tym pisałam.
Błagam już o niedawanie mi żadnych zastępstw bo jestem skonana.
Jedna w ciąży, inna chora, brakuje nam ludzi.Dzisiaj było kilka osób na rozmowach i mam  nadzieję,że w końcu kogoś przyjmą.

Raz udało mi się skończyć normalnie, w innym przypadku jestem w domu ok 17.00.
Wychodzę z psami,posprzątam (muszę codziennie odkurzać),usiądę na chwilę z kawą i zaraz jest ciemno.
S. wraca z pracy, a ja kładę się spać.
Widujemy się przez 1,5 godziny dziennie.
Wczoraj udało się pojechać razem na zakupy i kawę.
Tylko wróciliśmy położyłam się na chwilę.Obudziłam się o 20.00.

Mam mnóstwo zaległości książkowych.Wszystko rozgrzebane i czeka na lepsze czasy.
Jest sterta gazet, których lektury jestem spragniona.Jak już coś wezmę do ręki, to albo nie mogę się skupić, albo przysypiam.
Pewnie na ten hardcore nałożyło się przesilenie, pogoda w kratkę i słaba odporność.
Udaje mi się jakoś trzymać jeśli chodzi o choróbska.Byłam przeziębiona ale na razie bez większych niespodzianek.

Sześciolatki dają mi niezłą szkołę.Nie przywykłam do powtarzania poleceń 50 razy i to bez efektu.
Zupełnie się do tego nie nadaję.Jak kiedyś myślałam o przedszkolu, teraz ten pomysł skreślam z listy planów na przyszłość.Z natury jestem osobą niecierpliwą, więc praca z  4,5 i 6 latkami to jakiś kosmos.
Może gdyby był jeden nauczyciel byłoby inaczej.Ja nawet nie mam kiedy porozmawiać z wychowawcą, który jest rano bo dzieci mają po drodze mnóstwo zajęć dodatkowych.
Stosujemy system karteczkowy.Ona zostawia mi kartki co zrobiła i co ewentualnie z nimi robić po południu.To jest taka drobnica,że w głowie im tylko zabawa.Nie potrafią się skupić przez dłuższy czas, natomiast program jest naładowany do granic możliwości.

Uczę się inaczej formułować polecenia.Prowadzę zajęcia opiekuńcze.Staram się jak najwięcej wychodzić na podwórko i uczyć ich zabaw mojego dzieciństwa.
Dla mnie to nowa rola i ogromne wyzwanie.

Październik będzie pracowity.Trzy szkolenia, organizacja akcji charytatywnej, konkurs dolnośląski.
Kiedy zobaczyłam mój dodatek motywacyjny to motywacja spadła mi do zera.
Gdybym pracowała dla pieniędzy już dawno by mnie w tym zawodzie nie było...

Już zaczynam się zastanawiać czy nie czesać się wieczorem:):):)
Niedługo będę jadła śniadanie na kolację:):)

W tym pędzie jeszcze dostrzegam małe rzeczy.Jeszcze cieszą mnie kolorowe liście i dzieci w kaloszach.Dobrze,że potrafię kopnąć się w tyłek i skupić się na rzeczach istotnych.



Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 18 września 2017

Pobór mocy i jej utrata


Wstaje mi się dobrze, nawet gdy kładę się poźno.
Rano jestem pełna wigoru i mogę góry przenosić.
Dzisiaj myślałam,że będę musiała przenosić za to samochód sąsiadki bo zaparkowała prostopadle do mojego i za diabła nie mogłam wyjechać.
Godz. 5.55.Budzić babę czy nie budzić.Wiem,że ma małe dziecko ale wyjścia nie było.
Byłam już wkurzona bo chciałam być szybciej w robocie.
 Kobieta przeparkowywała w piżamie. Cóż.Następnym razem już tak nie stanie.
Na szczęście wiedziałam czyje to auto bo inaczej musiałabym jechać naszym drugim autem, którego jeszcze nie sprzedaliśmy.

środa, 13 września 2017

Imieninowa niespodzianka plus ślepota i zdarte gardło


W sobotę mam imieniny ale prezent dostałam wczoraj.W sumie dostaje je niemal codziennie;)
Byłam zajechana jak koń bo musiałam zostać na pisaniu planu.
S. miał mieć wolne.
Kiedy do niego dzwoniłam, mówił,że sprząta (wykonuje moje polecenia););) i nie może rozmawiać.
Dzień był stosunkowo udany.
Ja chyba lubię robotę.Ciągle coś wymyślam i tylko zastanawiam się czy uda mi się gdzieś to wszystko wcisnąć.
Postanowiłam sobie wybrać dwie osoby z zespołu, z którymi dobrze mi się pracuje i wszystkie  pomysły realizować we współpracy z nimi.
Wczoraj się nieco zirytowałam bo argument,że ktoś podpisze się pod moim pomysłem bo nie ma swoich, a będzie się to liczyło do motywacyjnego mnie rozwalił.
To niech sobie cos wymyśli.Dlaczego mam robić na innych?
No nic.Praca w zespołach jest momentami trudna.

Lubię ludzi konkretnych,energicznych i zorganizowanych, za którymi nie trzeba chodzić i ich pilnować.

poniedziałek, 11 września 2017

Fatalne początki


Miałam dzisiaj fatalny dzień.
Od samego rana wrzucali mi dzieci czekające na lekcje, które przyszły za wcześnie do szkoły.
Oczywiście nie były to dzieci zapisane. Piątoklasiści, szóstoklasiści.
Był moment,że miałam liczbę dzieci sporo przekraczającą limit na jednego opiekuna.
Potem było jeszcze gorzej.Dzieci przybywało i przybywało.
Ten rok miał być lajtowy,a okazuje się jakimś koszmarem!
Szczerze?Jest totalny bajzel!
Jestem tak wkurzona na całą tą reformę,że szkoda gadać.
Niby małe dzieci są oddzielone od starszych uczniów ale np. na obiedzie jest dramat.
Wszystkie dzieciaki się mieszają.Nie muszę mówić jaki jest sajgon.
Maluchy przerażone ze mną włącznie bo boję się,że jakiś się zgubi.

Mam juz dwa wypadki za sobą.Nieźle jak na pierwszy tydzień szkoły.
Nie wiem kto projektuje place zabaw ale nasz nie jest przystosowany do bezpiecznej zabawy, szczególnie małych dzieci.
Trzeba mieć oczy dookoła głowy, a i tak nie jesteś w stanie wszystkiego przewidzieć.
Pierwszy wypadek miał miejsce w zeszłym tygodniu.Dziewczynka spadła z urządzenie prosto na buzię.Widzę zalane krwią usta i pierwsze co mi przychodzi do głowy - zęby!
Na szczęście była tylko przygryziona warga.
Dzisiaj dziewczynka spadła mi z drabinek na głowę bo inna pociągnęła ją za nogi.Na szczęście upadła na tartan ale i tak rodzice pojechali z nią na pogotowie.Wiadomo jak jest z uderzeniem w głowę.Byłam przerażona.Wyleczyłam się z wychodzenia na podwórko.
W grupie zerówkowej są nawet 4,5 latki!
Te dzieci są tak małe i niesamodzielne,że zastanawiam się czy temu podołam.
To zupełnie inne komunikaty, powtarzane w nieskończoność.
To ubieranie się półgodzinne, wracanie po kilka razu po zostawione rzeczy,zgłaszanie chęci skorzystanie z toalety zaraz po przyjściu na podwórko, mimo wcześniej wizyty w toalecie.
Jestem zmęczona.Jak kiedyś myślałam o pracy w przedszkolu, teraz stwierdzam no way!
Trzeba mieć anielską cierpliwość i łagodność anioła.Dzieci są fajne ale to chyba nie moja działka.
Wyjście gdziekolwiek trwa wieki.Gdyby nie pomoc mam i babć, byłoby ciężko.
Chyba nie zdawałam sobie sprawy na co się porywam.

Dziś mam dosyć.Jestem zmęczona, zestresowana i zniechęcona. 
Jeszcze codziennie piszemy jakieś plany, w związku z czym w domu jestem ok.18 - 19, a pracuję od 6.45.Poniedziałki zapowiadają się 10 godzinne.
Jutro znowu siedzę do wieczora.Kolejny plan do napisania.

Zapisałam się na kilka fajnych kursów artystycznych m.in.akwarela,tempera i grafika.
Udało mi się załapać tez na fajny projekt wielokulturowy.
Mam kilka pomysłów ale nie wiem czy rok dla mnie nie okaże się znowu za krótki i czy uda mi się cokolwiek zrealizować w tych warunkach.
Mocy przybywaj!

Pozdrawiam Tangerina;)

sobota, 2 września 2017

W nowej rzeczywistośi

Ostatni weekend wolności:)
Wczoraj była kolejna czterogodzinna rada pedagogiczna.
Mnóstwo nowych twarzy, wyzwań,zmian.
Musiałam przedstawić swój program, stojąc na środku z mikrofonem.
Mikrofon na radach nigdy nie był potrzebny bo rady odbywały się w salach lekcyjnych, a nie na sali gimnastycznej jak teraz.
Jestem z siebie dumna.Wystąpienia są dla mnie zawsze bardzo stresujące i mam ochotę schować się pod krzesło.Chyba niesiona falą adrenaliny pokonałam tremę.
Sama była zdziwiona,że tak gładko poszło;)

Dostałam propozycję dodatkowych godzin w zerówce.
Brakuje chętnych na cały etat (wiadomo oddział przedszkolny, więc pracuje się w ferie i wakacje).
Podzieliłyśmy się z koleżankami godzinami.Będę miała 5 w tygodniu.Będą to godziny opiekuńcze.
To dla mnie nowość, chociaż prowadziłam już zajęcia z takimi maluchami ale była to tylko godzina w tygodniu.Szczerze, byłam zajechana jak smok.
Mam nadzieję,że dzieci nie wejdą mi na głowę:):)
Sytuacja jest mało komfortowa dla maluchów.Powinny mieć dwie panie a nie trzy.
Prawda jest taka,że za chwilę nikt nie będzie chciał uczyć za takie pieniądze i w takich warunkach, jakie zgotowała nam pani minister.
Nie ma ławek, książek,pieniędzy.Wszystko na wariata przygotowywane jest na ostatnią chwilę.
Nie mamy informatyka ale to akurat nic dziwnego, bo który chce pracować za pensję nauczycielską.

Boję się tych treści, dziwnych lektur,historii tej właściwej, tej jedynej.
Przeraża mnie ten chaos, niepewność,fatalna organizacja,wywalanie wszystkiego do góry nogami i ten uśmiech pani minister, która pojęcia nie ma o tym co dzieje się w szkołach w całej Polsce.
Nie będziemy mieć lekarzy, nauczycieli.Który młody człowiek będzie chciał pracować za 1500 zł ?
Ścieżki awansu są coraz bardziej wydłużane.
Moja stażystka zdobyła maksymalną ilość punktów na rozmowie ale jedyną nagrodą jest dla niej satysfakcja bo dostanie, uwaga 50 zł więcej.
Kolejna podwyżka czeka ją za 5 lat!Teraz dwa lata czeka na rozpoczęcie awansu, który będzie trwał 3 lata.
To jest zawód dla jakichś wariatów, idealistów.
Nie wiem do której grupy się zaliczam ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie siedzenia w biurze przez osiem godzin..
Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 16 sierpnia 2017

Wątpliwości

Wakacje powoli dobiegają końca.
W zasadzie zostało mi półtora tygodnia bo 28 sierpnia muszę się już stawić w robocie.
Zaczynam się spinać.
Wiem,że to będzie trudny rok, pełen zmian i niewiadomych.
Nasz zespół zostanie podzielony na dwa budynki i jeszcze nie wiem w jakim składzie będę pracowała.
Próbuję jeszcze o tym nie myśleć ale to trudne;)

Na weekend jadę do Berlina zobaczyć młodego.
Kupiłam mu fajne ciuchy.Najbardziej kolorowe jakie były:)
Cieszę się na spotkanie z bratem, chciałabym także zobaczyć Berlin.
Najpierw jadę po mamę.Odbiorę przy okazji twardy dowód bo był już gotowy dwa tygodnie po zarejestrowaniu auta.Dostałam informację,że jest do odbioru jak byliśmy na Podlasiu.

Muszę się do czegoś przyznać.
Wakacje zawsze leczą mnie z dzieci.Tyle się  naoglądam,że zaczynam wątpić.
Jak widzę te udręczone kobiety, naburmuszonych mężczyzn, marudzące dzieciaki, czuję,ze to nie dla mnie.
Czasem mam wrażenie,że jestem już po drugiej stronie.Tak czuję teraz.
Ja się chyba do tego nie nadaję.
Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 19 maja 2017

Praca,praca, praca


Czasami zapominam,że prowadzę bloga;)
Robota totalnie mnie pochłonęła.
Głowę mam tak nabitą pomysłami związanymi z pracą,że cięszę się niezmiernie,że koniec roku się już zbliża.Czasu mało, a ja ciągle coś wymyślam.
Maj i czerwiec to chyba najbardziej aktywne miesiące w mojej szkole.
Ostatnio zajmuje mnie bookcrossing, który zamierzam zaszczepić w mojej placówce.
Mamy już zaplanowane spotkanie z wydawcą, teraz zastanawiam się nad lokalizacją półki, tak,żeby na nikogo nie spadła;)
Po drodze pisanie kartek dla dzieci z hospicjum, spotkania z wolontariuszami z Przylądka Nadziei, zbiórki pieniędzy,przeglądy talentów,festyny,pokazy, konkursy itd., itd..

Szukanie auta idzie mi kiepsko.Jak coś znajdę to daleko albo diesel.Na razie swojego nie sprzedam bo boję się,że nic nie znajdę do wakacji.
Na dniach spodziewam się decyzji w sprawie odszkodowania.Może się okazać ( jest bardzo prawdopodobny scenariusz),że bez walki się nie obędzie.

Dziś zrobiliśmy badania psinie bo chcemy ją wysterylizować.
Była taka dzielna moja mała dziewczynka.Nawet nie pisnęła.Hałas uliczny bardzo ją stresował i nie mogliśmy jej utrzymać.
Wyniki badań do sterylizacji wyszły idealne ale jest podejrzenie choroby tarczycy bo ma podwyższoną bilirubinę, a do tego nie przybiera na wadze.Pięcioletni pies waży 27 kg.
Zmartwiłam się trochę.Mam nadzieję,że te podejrzenia będą chybione.

Nie znoszę lata, więc pogoda mnie wykańcza.
Tęsknię za prawdziwą wiosną, a nie upałami zaraz po zimie!

Jutro mam wizytę u ginekologa, a w poniedziałek jadę na zieloną szkołę.
Niech ten pociąg trochę zwolni;)

No i w poniedziałek kończę 39 lat.Naprawdę?!!!:):)


Moja dzielna dziewczynka


Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 21 kwietnia 2017

Zmęczenie materiału



Jakoś poszło.Może nie jakoś.Poszło bardzo dobrze.Trema była ale tylko przy prezentacji, w części warsztatowej zniknęła.To były warsztaty dla nauczycieli połączone z zajęciami otwartymi.
Dzieci dały czadu, natomiast grupa nauczycieli trafiła mi się mocno nieruchawa.
Jakoś nigdy nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy zapisują się na takie zajęcia i nie chcą brać w nich czynnego udziału.Obserwuję to często.Czy to wina wstydu,wystawienia się na ocenę,strach przed porażką, czy raczej charakteru.Może ja jestem nienormalna,że lubię się bawić zawsze i wszędzie:)
Fajne było to,że jak już się baby przełamały bawiły się przednio.Było sporo śmiechu:)
Najważniejsze,że już po, a karty ewaluacji były bardzo pochlebne, więc jestem zadowolona:)

Dziś sama byłam na kursie.Wyszłam zawiedziona.Chyba spodziewałam się czegoś innego.Zajęcia poświęcone było zajęciom fitnesowym dla dzieci. Mimo,że sama jestem instruktorem to jednak ciężko dostosować typowy fitness do zajęć z dziećmi.Działam trochę na wyczucie.Oczywiście dzieciaków nie można katować intensywnymi ćwiczeniami wzmacniającymi.
Ten kurs był raczej dla świeżaków, którzy nie mają pojęcia o zajęciach fitness.Trochę się wynudziłam.Prowadząca chyba nie była zadowolona z ilości zadawanych przeze mnie pytań.
Jestem wymagającym klientem;):)Jak mam kogoś uczyć, to sama chcę znać celowość ćwiczeń i zadań ruchowych.No nic.Wyszłam z niedosytem.Za dużo gadania, za mało praktyki.Stwierdziłam nieskromnie,że sama mogłabym takie szkolenie przeprowadzić.

Jutro mam kolejny kurs i starczy mi do końca roku.Jestem zmęczona.Te kilka dni mnie wydrenowało z energii.Wczoraj pękała mi głowa.Miałam wrażenie,że się rozchoruję bo gardło mnie zaczęło drapać.Jakoś przeszło na szczęście.Teraz muszę zwolnić.Dwa miesiące i wakacje:)

Nie udało mi się wbić do Medfeminy.W czwartek mam wizytę u lekarza Medicoverowego.
Czuję się jakoś dziwnie.Testy owulacyjne wychodzą negatywne od kilku dni, a dziś jestem w 14dc.
Według przypadkowej pani ginekolog od niedzieli powinnam zacząć brać duphaston. Nie wiem czy brać czy nie.Mam za sobą trzy wizyty u trzech różnych lekarzy.
Komu zaufać?

Bukartyk śpiewa mi w aucie.Uwielbiam jego teksty!Fantastyczna umiejętność obserwacji świata.
I jakie bliskie mi poczucie humoru.



Pozdrawiam Tangerina;)

wtorek, 11 kwietnia 2017

Czy mężczyzna nauczyciel powinien przytulać uczniów?


Pewna mama zrobiła awanturę nauczycielowi,do którego przytuliło się dziecko.Przytuliło to za mało powiedziane.Oparło się o niego.Dostało się dziecku i nauczycielowi.
Czy mężczyzna nauczyciel to jeszcze człowiek czy pedofil?
Popadamy w jakąś histerię.Jedyne co tłumaczy rodzica to ewentualne wcześniejsze niemiłe doświadczenia w tym temacie.
Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy nauczyciel odpycha dziecko w obawie przed posądzeniem go o molestowanie.Dużo nie trzeba.Wystarczy dobre zdjęcie wykonane z ukrycia.
Mam znajomego, który pracuje w przedszkolu.Co on ma powiedzieć?
Dziecko płacze, nie dotyka ze strachu.Dziecko potrzebuje przytulenia bo ma gorszy dzień, nie ma takiej opcji.
Dlaczego kobiet nie posądza się o molestowanie?Przecież równie dobrze mogłaby zrobić krzywdę dziecku.Wejść do toalety uczniów - ryzykowne, mimo,że mogłyby dziać się tam rzeczy straszne.
Nie przytulisz - jesteś nieczuła/nieczuły, przytulisz - pedofil - molestator.
Nie popadajmy w paranoję.Trzeba być czujnym ale nie histerycznym. Posądzać ludzi o złe zamiary tylko dlatego,że są określonej płci? Przecież to dyskryminacja.W jakim położeniu stawia się taką osobę?
Wiecie co, coraz mniej podoba mi się ta robota, ten świat,sposób wychowania, a raczej jego brak.
Nie wiem czy mam żałować dzieci,że muszą żyć w takim świecie, czy świata,że dostaje takie społeczeństwo.
Jestem coraz bardziej zniechęcona,wypalona.Mam wrażenie,że wspinam się na pagórki.
Raz jestem na samej górze i mam piękne widoki, to znów na dole i nie widzę nic.
Co to będzie dalej.Wszystko zmierza do tego,że zamiast dyrektora, rodzice rozsiądą się wygodnie w fotelach i będą zarządzać szkołami.Ich władza jest coraz większa.Pewnie się wielu narażę ale dużo za duża.

Dobrze,że jutro ostatni dzień w pracy.Nigdy tego nie mówiłam.Co za czasy!
Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Chcesz awansować, musisz być egoistą



Po rozmowie z dyrektorem, dotyczącej awansu miałam ochotę przerwać to wszystko.
Okazuje się,że liczą się tylko działania, które koordynuję, inicjuję, organizuję.
A gdzie zespół?A gdzie ludzie?A gdzie współpraca?
Ja rozumiem,że trzeba się wykazać ale bez zespołu żadne przedsięwzięcie nie miało by szansy powodzenia.Został mi jeszcze rok.Rok przepychania się łokciami,deptania po innych.
Powiedziałam dziś wprost,że taki wyścig szczurów powoduje wyrywanie sobie działań, pomysłów,w zespole robi się grząsko.Na pewno nie sprzyja to współpracy, tylko skłóca ludzi.
Jakoś nie potrafię się w tym odnaleźć.
Po roku w domu stwierdzam,że wróciłam do innej rzeczywistości,takiej,w której ludzie boją się wymówić na głos swoje pomysły, nie dzielą się wiedzą, bo nie daj Boże ktoś będzie wiedział więcej niż on.Tak sie nie da pracować.
Rozmawiałam z koleżanką.Twierdzi,że nie słyszała żebym chciała robić to co Ona.Niech będzie, nie będę teraz prowadzić dochodzenia bo mam ważniejsze sprawy na głowie.Po prostu mam nauczkę na przyszłość.Chyba będę musiała poszerzyć swój bezpieczny zakres egoizmu.
Jakiś kretyn wymyślił szczeble awansu.Ludzie robią mnóstwo rzeczy dla papierka, nie dla przyjemności i konkretnych efektów.Podstawowe pytanie uczestników kursów:czy będzie potwierdzenie udziału?Czy o to w tym wszystkim chodzi?Czy chodzi o to by nagromadzić stertę papierów?Czy chodzi o to by mnożyć działania zupełnie od czapy by coś było?
Pasowała by mi robota w małej kameralnej szkółce na skraju lasu;)w małych grupach,z nauczycielami z pasją,energią - utopia!Póki co mam wrażenie,że brodzę po kolana w bagnie, wśród osób nastawionych na rywalizację.
Jestem zdołowana.Nie chcę tak pracować.


Dzisiejszy dzień był piękny.Świat buchnął kolorami!
Nadziwić się nie mogę:)Forsycje,magnolie,zieleń,żółć, róż:)
Dzisiejszy dzień spędziłam z dziećmi na dworze.Słoneczko przygrzewało,młode listki delikatnie poruszały się na wietrze.
Dzisiaj jest pięknie!!!!


Pozdrawiam Tangerina;)

czwartek, 30 marca 2017

Sezon na bociany rozpoczęty!



Rano pojechałam do neurologa.Bardzo miła pani dr tłukła mnie młotkiem po rękach i nogach.Mogłam złożyć skargę na jej agresywne zachowanie hahaha:)
W kolano mnie już tłukli ale po rękach, nawet nie wiedziałam,że tak tez sprawdza się odruchy.
Pomacała karczycho i uznała,że spięte.
A jak ma być rozluźnione jak jestem w ciągłej spinie.
Jutro joga,a  na poniedziałek koleżanka załatwiła mi masaż.

Potem korzystając z wolnego przed pracą pojechałam na badania tsh i homocysteiny. TSH 0,89,
FT4 21,1.Wynik homocysteiny za 5 dni.
Jak nigdy kolejka!
Nabyłam swój ulubiony Medicoverowy jogurt z owocami i smothie z malin.
Pani w  sklepiku ma rewelacyjne smakołyki.

Szkoła 
Scenka pierwsza:
Dzwonię do mamy ucznia z informacją,że zajęcia są odwołane i zaraz zamykamy świetlicę.
Ona mnie częstuje tekstem: przecież nie wsiądę w samolot!
A ja mam wsiąść bo może też mam dziecko w przedszkolu, albo nie ma go kto odebrać!
Za chwilę samolotem przyleciał dziadek.Dało się?

Scenka druga:
Informuję rodzica,że jego syn popchnął kolegę, ten przewrócił się i płakał.
Ojciec długo nie reaguje na moją obecność (trzy razy mówię:dzień dobry).Jest wyraźnie zainteresowany tym co w telefonie.Mówię do niego, on nadal grzebie w telefonie!Czy to się dzieje naprawdę?Po czym pyta:czy uderzył go bez powodu?Nie mam więcej pytań, ręce podnoszę z podłogi.

Pisze do mnie S.:widziałem trzy bociany!
Ja odpisuję:a ja małego jelonka:)łap dzieciaka!

Wyjechałam z domu o 7.20, pracowałam do 16.30, a wróciłam po 18.00
Bo oczywiście była robota na już.
Szkoda mi psów, które siedziały tak długo same.Zafundowałam im długi spacer polami.
Najgorsze jest to,że jutro będzie podobnie.I niech mi nikt nie mówi,że nauczyciel ma luz.

Jutro nie strajkujemy.Wszyscy są bardzo zadowoleni z warunków pracy!
Dyrekcja pewnie się cieszy.



Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 29 marca 2017

Złe dni



Zastanawiam się czy cierpliwości wystarczy mi na moje ewentualne prywatne dziecko.
Chyba mam jej coraz mniej.Szybko się denerwuje,atmosfera w pracy znowu napięta.
Ostatnio mam dni pod tytułem zmieniam pracę.
Jest ich coraz więcej, pojawiają się coraz częściej.
Poruszam się po sinusoidzie. Raz jestem na szczycie, raz spadam centralnie na pysk.
Może ja mam borderline?
Raz wydaje mi się,że jest super,żeby zaraz stwierdzić,że to nie dla mnie.

Mam też problem z podporządkowaniem się.Zawszę muszę się ścierać, no może nie zawsze ale jak coś wydaje mi się absurdalnym rozwiązaniem, potrafię się stawiać.Dobre to i złe.Nikt mi nie wchodzi na głowę i wszyscy wiedzą,że ze mną pewne akcje nie przejdą, a z drugiej kosztuje mnie to dużo energii.
Chaos i bałagan drenuje mnie z sił witalnych.Nie potrafię pracować przy biurku zastawionym klamotami, kubkami, żarciem, walającymi się kartkami.A takie biurko często zastaję w robocie.
Czasem myślę,że powinnam pracować sama.Praca w zespole jest fajna o ile jest wspólny front, inaczej staje się karą.
Nie wiem może faktycznie wymyślę dla siebie inne zajęcie.Może wioskowa świetlica, gdzie sama będę decydowała co i kiedy mam robić.

Dzisiaj miałam taki jeden z kryzysowych dni.Miałam ochotę trzasnąć drzwiami i opuścić pokład.

W domu czekało na mnie mnóstwo miłych rzeczy.Mój S. ugotował nam trzy obiady na nadchodzące dni,posprzątał i upiekł ciasto bananowo - marchewkowe:)
Najlepsze jest to,że Lena wrąbała mi się do rowu z wodą, a S. pomył podłogi.Ustaliłam z Leną,że jakby co to deszcz ją zmoczył.Deszcz niestety tak nie cuchnie:):)Ale jakoś nie odkrył naszego sekretu.Szybko ją wysuszyłam:)

Jak dobrze wrócić do domu po kiepskim dniu i usłyszeć:kochanie jemy?
Ugotowane, zakupy zrobione, posprzątane, kawa podana pod nos.Czasem myślę,że nie zasłużyłam, a może jednak?
Dziękuję Ci,że jesteś!

Pozdrawiam Tangerina;)