Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 października 2017

Ciągle się uczę.


Ten tydzień był intensywny, bogaty w doświadczenia.
Dostałam na maila informację o warsztatach dla grup monitorujących internet pod względem treści rasistowskich, mowy nienawiści.
Po ostatnich wydarzeniach postanowiłam skorzystać z zaproszenia.
Okazało się,że była nas garstka.Szkolenie było organizowane przez CUKR.
Przywitał nas Piotr Tyma, prezes Związku Ukraińców w Polsce.Potem był wykład dr Marka Troszyńskiego, dotyczący przeciwdziałania mowie nienawiści w sieci.
Na warsztatach było chyba 6 osób i tylko dwie z Polski.Myślałam,że temat zainteresuje większą grupę.Problem jest ogromny.Dostaliśmy narzędzia i będziemy działać.
Dostaniemy mailowo paczki tekstów, które będziemy analizować pod względem treści rasistowskich, dotyczących obywateli Ukrainy.To nie jest takie proste jakby się wydawało.Każdy tekst może mieć wydźwięk pozytywny, neutralny lub negatywny odnoszący się do Ukrainy lub obywateli Ukrainy.
Wymaga to mnóstwa czasu i odczytywania dosłownego przekazu bez domysłów i emocjonalnych historii.Kropla drąży skałę, więc nawet jeśli uda się skazać jedną osobę, będzie to sukces.
Narzekam ostatnio na brak czasu, a pakuję się w kolejne przedsięwzięcie.Zobaczymy czy dam radę.


W piątek mieliśmy Dzień Nauczyciela.Nie cierpię takich nasiadówek, szczególnie jeśli odbywają się w hotelach, jak nasza.Miałam nie iść ale namówiła mnie koleżanka.Potem żałowałam bo nie dość,że się spóźniłam (powrót do domu, wyjście z psami, mieliśmy normalny dzień pracy, chociaż inne szkoły miały free), to menu było dla mięsożerców, więc siedziałam i patrzyłam w pusty talerz.
Miejsce iście weselne, plus wystrojone nauczycielki - to nie moja bajka.Czułam się jak kloszard na bankiecie.
Znalazłam swój płaszcz w gąszczu okryć i niepostrzeżenie wymknęłam się do domu bo padałam z głodu.

Ostano chyba potrzebuję zapewnienia,że nie jestem jakimś świrem.Nie odnajduję się w wielu sytuacjach, które dla innych są super atrakcyjne.Może to wynika z faktu,że w gronie osób z pracy nie ma nikogo z kim mogłabym porozmawiać na tematy, które mnie interesują.
Czuję się trochę wyobcowana.Są dwie grupy, a ja pośrodku, jak element pustego zbioru.Odbijam się od jednych i drugich i nigdzie nie pasuję.Tematy paznokci i filmów o miłości, nie leżą w kręgu moich zainteresowań, a  w  grupie 20+ czuję się jak emerytka.
Mnie to jakoś nie przeszkadza ale widzę,że innym już tak i bardzo chcieliby wiedzieć co się ze mną dzieje.Nic się nie dzieje, po prostu dojrzałam, wyszalałam się, przestałam się alkoholizować,  jeść mięso i tyle.Mam swoje zdanie i mam odwagę je wypowiadać co nie każdemu odpowiada.
S. twierdzi,że nie zwariowałam, mama też ale czy Oni są obiektywni:)?
To naprawdę wielka ulga nie zmuszać się do rzeczy, które nie sprawiają nam przyjemności, tylko dlatego,że inni od nas tego oczekują.
Ciągle się uczę odmawiania i nietłumaczenia się ze swoich wyborów.
Poczucie,że jestem w zgodzie z tym co w środku - bezcenne.

Wczoraj byłam na świetnych warsztatach dotyczących wielokulturowości.
Organizowane były przez Salezjan i poczułam lekki opór.Zwalczyłam w sobie stereotypy i poszłam.
Spodziewałam się modlitw i takich tam, ale byłam pod wrażeniem przygotowania merytorycznego i ogólnej organizacji, łącznie z cateringiem, gdzie mogłam sobie wybrać danie wege:)

Kto wie tyle o innych kulturach co wolontariusze pomagających na całym świecie?
Były zabawy, ciekawostki i wiedza, której mi brakowało.
Spotkałam nawet koleżankę, z którą jeździłam na kolonie z 10 lat temu.
Świetnie się bawiłam.Chcę więcej i więcej!
Podobno prowadzili warsztaty dotyczące edukacji globalnej i fair trade.Szkoda bo nie wiedziałm,że coś takiego robią ale może będzie kolejna edycja.
Już się nie mogę doczekać kiedy przeprowadzę zajęcia z dzieciakami!

Po warsztatach pojechaliśmy na kawę.Dostałam książkę i płytę od mojego lubego z okazji Dnia Nauczyciela:)Kupił mi dwie szmaticzki i pojechaliśmy do kina.
Pierwszy śnieg, na podstawie książki Nesb0. Szału nie było.Fajne krajobrazy i Fassbender to chyba jedyne plusy;)
Kino pękało w szwach!W pewnym momencie czułam się osaczona przez ludzi.Dawno nikt koło mnie w kinie nie siedział.Staramy się chodzić do kina w tygodniu, a w sobotę jest tłoczno.
Jakoś przetrwałam, chociaż kręcący się ludzie podczas seansu i głośne rozmowy, nieco przeszkadzały.

Za oknem cudowna jesień.Lena wytarzała się w odchodach (fajne zaczęłam niedzielę), S. robi obiad.
Ja mam chwilę,żeby coś napisać.Gazety czekają na rozdziewiczenie.
Nareszcie mamy czas dla siebie..


Ostatnio poryczałam się na tej piosence.Mięczak:)


Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 27 września 2017

Jest ciężko

Padam na pysk. Juz nie raz o tym pisałam.
Błagam już o niedawanie mi żadnych zastępstw bo jestem skonana.
Jedna w ciąży, inna chora, brakuje nam ludzi.Dzisiaj było kilka osób na rozmowach i mam  nadzieję,że w końcu kogoś przyjmą.

Raz udało mi się skończyć normalnie, w innym przypadku jestem w domu ok 17.00.
Wychodzę z psami,posprzątam (muszę codziennie odkurzać),usiądę na chwilę z kawą i zaraz jest ciemno.
S. wraca z pracy, a ja kładę się spać.
Widujemy się przez 1,5 godziny dziennie.
Wczoraj udało się pojechać razem na zakupy i kawę.
Tylko wróciliśmy położyłam się na chwilę.Obudziłam się o 20.00.

Mam mnóstwo zaległości książkowych.Wszystko rozgrzebane i czeka na lepsze czasy.
Jest sterta gazet, których lektury jestem spragniona.Jak już coś wezmę do ręki, to albo nie mogę się skupić, albo przysypiam.
Pewnie na ten hardcore nałożyło się przesilenie, pogoda w kratkę i słaba odporność.
Udaje mi się jakoś trzymać jeśli chodzi o choróbska.Byłam przeziębiona ale na razie bez większych niespodzianek.

Sześciolatki dają mi niezłą szkołę.Nie przywykłam do powtarzania poleceń 50 razy i to bez efektu.
Zupełnie się do tego nie nadaję.Jak kiedyś myślałam o przedszkolu, teraz ten pomysł skreślam z listy planów na przyszłość.Z natury jestem osobą niecierpliwą, więc praca z  4,5 i 6 latkami to jakiś kosmos.
Może gdyby był jeden nauczyciel byłoby inaczej.Ja nawet nie mam kiedy porozmawiać z wychowawcą, który jest rano bo dzieci mają po drodze mnóstwo zajęć dodatkowych.
Stosujemy system karteczkowy.Ona zostawia mi kartki co zrobiła i co ewentualnie z nimi robić po południu.To jest taka drobnica,że w głowie im tylko zabawa.Nie potrafią się skupić przez dłuższy czas, natomiast program jest naładowany do granic możliwości.

Uczę się inaczej formułować polecenia.Prowadzę zajęcia opiekuńcze.Staram się jak najwięcej wychodzić na podwórko i uczyć ich zabaw mojego dzieciństwa.
Dla mnie to nowa rola i ogromne wyzwanie.

Październik będzie pracowity.Trzy szkolenia, organizacja akcji charytatywnej, konkurs dolnośląski.
Kiedy zobaczyłam mój dodatek motywacyjny to motywacja spadła mi do zera.
Gdybym pracowała dla pieniędzy już dawno by mnie w tym zawodzie nie było...

Już zaczynam się zastanawiać czy nie czesać się wieczorem:):):)
Niedługo będę jadła śniadanie na kolację:):)

W tym pędzie jeszcze dostrzegam małe rzeczy.Jeszcze cieszą mnie kolorowe liście i dzieci w kaloszach.Dobrze,że potrafię kopnąć się w tyłek i skupić się na rzeczach istotnych.



Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 18 września 2017

Pobór mocy i jej utrata


Wstaje mi się dobrze, nawet gdy kładę się poźno.
Rano jestem pełna wigoru i mogę góry przenosić.
Dzisiaj myślałam,że będę musiała przenosić za to samochód sąsiadki bo zaparkowała prostopadle do mojego i za diabła nie mogłam wyjechać.
Godz. 5.55.Budzić babę czy nie budzić.Wiem,że ma małe dziecko ale wyjścia nie było.
Byłam już wkurzona bo chciałam być szybciej w robocie.
 Kobieta przeparkowywała w piżamie. Cóż.Następnym razem już tak nie stanie.
Na szczęście wiedziałam czyje to auto bo inaczej musiałabym jechać naszym drugim autem, którego jeszcze nie sprzedaliśmy.

środa, 13 września 2017

Imieninowa niespodzianka plus ślepota i zdarte gardło


W sobotę mam imieniny ale prezent dostałam wczoraj.W sumie dostaje je niemal codziennie;)
Byłam zajechana jak koń bo musiałam zostać na pisaniu planu.
S. miał mieć wolne.
Kiedy do niego dzwoniłam, mówił,że sprząta (wykonuje moje polecenia););) i nie może rozmawiać.
Dzień był stosunkowo udany.
Ja chyba lubię robotę.Ciągle coś wymyślam i tylko zastanawiam się czy uda mi się gdzieś to wszystko wcisnąć.
Postanowiłam sobie wybrać dwie osoby z zespołu, z którymi dobrze mi się pracuje i wszystkie  pomysły realizować we współpracy z nimi.
Wczoraj się nieco zirytowałam bo argument,że ktoś podpisze się pod moim pomysłem bo nie ma swoich, a będzie się to liczyło do motywacyjnego mnie rozwalił.
To niech sobie cos wymyśli.Dlaczego mam robić na innych?
No nic.Praca w zespołach jest momentami trudna.

Lubię ludzi konkretnych,energicznych i zorganizowanych, za którymi nie trzeba chodzić i ich pilnować.

poniedziałek, 11 września 2017

Fatalne początki


Miałam dzisiaj fatalny dzień.
Od samego rana wrzucali mi dzieci czekające na lekcje, które przyszły za wcześnie do szkoły.
Oczywiście nie były to dzieci zapisane. Piątoklasiści, szóstoklasiści.
Był moment,że miałam liczbę dzieci sporo przekraczającą limit na jednego opiekuna.
Potem było jeszcze gorzej.Dzieci przybywało i przybywało.
Ten rok miał być lajtowy,a okazuje się jakimś koszmarem!
Szczerze?Jest totalny bajzel!
Jestem tak wkurzona na całą tą reformę,że szkoda gadać.
Niby małe dzieci są oddzielone od starszych uczniów ale np. na obiedzie jest dramat.
Wszystkie dzieciaki się mieszają.Nie muszę mówić jaki jest sajgon.
Maluchy przerażone ze mną włącznie bo boję się,że jakiś się zgubi.

Mam juz dwa wypadki za sobą.Nieźle jak na pierwszy tydzień szkoły.
Nie wiem kto projektuje place zabaw ale nasz nie jest przystosowany do bezpiecznej zabawy, szczególnie małych dzieci.
Trzeba mieć oczy dookoła głowy, a i tak nie jesteś w stanie wszystkiego przewidzieć.
Pierwszy wypadek miał miejsce w zeszłym tygodniu.Dziewczynka spadła z urządzenie prosto na buzię.Widzę zalane krwią usta i pierwsze co mi przychodzi do głowy - zęby!
Na szczęście była tylko przygryziona warga.
Dzisiaj dziewczynka spadła mi z drabinek na głowę bo inna pociągnęła ją za nogi.Na szczęście upadła na tartan ale i tak rodzice pojechali z nią na pogotowie.Wiadomo jak jest z uderzeniem w głowę.Byłam przerażona.Wyleczyłam się z wychodzenia na podwórko.
W grupie zerówkowej są nawet 4,5 latki!
Te dzieci są tak małe i niesamodzielne,że zastanawiam się czy temu podołam.
To zupełnie inne komunikaty, powtarzane w nieskończoność.
To ubieranie się półgodzinne, wracanie po kilka razu po zostawione rzeczy,zgłaszanie chęci skorzystanie z toalety zaraz po przyjściu na podwórko, mimo wcześniej wizyty w toalecie.
Jestem zmęczona.Jak kiedyś myślałam o pracy w przedszkolu, teraz stwierdzam no way!
Trzeba mieć anielską cierpliwość i łagodność anioła.Dzieci są fajne ale to chyba nie moja działka.
Wyjście gdziekolwiek trwa wieki.Gdyby nie pomoc mam i babć, byłoby ciężko.
Chyba nie zdawałam sobie sprawy na co się porywam.

Dziś mam dosyć.Jestem zmęczona, zestresowana i zniechęcona. 
Jeszcze codziennie piszemy jakieś plany, w związku z czym w domu jestem ok.18 - 19, a pracuję od 6.45.Poniedziałki zapowiadają się 10 godzinne.
Jutro znowu siedzę do wieczora.Kolejny plan do napisania.

Zapisałam się na kilka fajnych kursów artystycznych m.in.akwarela,tempera i grafika.
Udało mi się załapać tez na fajny projekt wielokulturowy.
Mam kilka pomysłów ale nie wiem czy rok dla mnie nie okaże się znowu za krótki i czy uda mi się cokolwiek zrealizować w tych warunkach.
Mocy przybywaj!

Pozdrawiam Tangerina;)

sobota, 2 września 2017

W nowej rzeczywistośi

Ostatni weekend wolności:)
Wczoraj była kolejna czterogodzinna rada pedagogiczna.
Mnóstwo nowych twarzy, wyzwań,zmian.
Musiałam przedstawić swój program, stojąc na środku z mikrofonem.
Mikrofon na radach nigdy nie był potrzebny bo rady odbywały się w salach lekcyjnych, a nie na sali gimnastycznej jak teraz.
Jestem z siebie dumna.Wystąpienia są dla mnie zawsze bardzo stresujące i mam ochotę schować się pod krzesło.Chyba niesiona falą adrenaliny pokonałam tremę.
Sama była zdziwiona,że tak gładko poszło;)

Dostałam propozycję dodatkowych godzin w zerówce.
Brakuje chętnych na cały etat (wiadomo oddział przedszkolny, więc pracuje się w ferie i wakacje).
Podzieliłyśmy się z koleżankami godzinami.Będę miała 5 w tygodniu.Będą to godziny opiekuńcze.
To dla mnie nowość, chociaż prowadziłam już zajęcia z takimi maluchami ale była to tylko godzina w tygodniu.Szczerze, byłam zajechana jak smok.
Mam nadzieję,że dzieci nie wejdą mi na głowę:):)
Sytuacja jest mało komfortowa dla maluchów.Powinny mieć dwie panie a nie trzy.
Prawda jest taka,że za chwilę nikt nie będzie chciał uczyć za takie pieniądze i w takich warunkach, jakie zgotowała nam pani minister.
Nie ma ławek, książek,pieniędzy.Wszystko na wariata przygotowywane jest na ostatnią chwilę.
Nie mamy informatyka ale to akurat nic dziwnego, bo który chce pracować za pensję nauczycielską.

Boję się tych treści, dziwnych lektur,historii tej właściwej, tej jedynej.
Przeraża mnie ten chaos, niepewność,fatalna organizacja,wywalanie wszystkiego do góry nogami i ten uśmiech pani minister, która pojęcia nie ma o tym co dzieje się w szkołach w całej Polsce.
Nie będziemy mieć lekarzy, nauczycieli.Który młody człowiek będzie chciał pracować za 1500 zł ?
Ścieżki awansu są coraz bardziej wydłużane.
Moja stażystka zdobyła maksymalną ilość punktów na rozmowie ale jedyną nagrodą jest dla niej satysfakcja bo dostanie, uwaga 50 zł więcej.
Kolejna podwyżka czeka ją za 5 lat!Teraz dwa lata czeka na rozpoczęcie awansu, który będzie trwał 3 lata.
To jest zawód dla jakichś wariatów, idealistów.
Nie wiem do której grupy się zaliczam ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie siedzenia w biurze przez osiem godzin..
Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 16 sierpnia 2017

Wątpliwości

Wakacje powoli dobiegają końca.
W zasadzie zostało mi półtora tygodnia bo 28 sierpnia muszę się już stawić w robocie.
Zaczynam się spinać.
Wiem,że to będzie trudny rok, pełen zmian i niewiadomych.
Nasz zespół zostanie podzielony na dwa budynki i jeszcze nie wiem w jakim składzie będę pracowała.
Próbuję jeszcze o tym nie myśleć ale to trudne;)

Na weekend jadę do Berlina zobaczyć młodego.
Kupiłam mu fajne ciuchy.Najbardziej kolorowe jakie były:)
Cieszę się na spotkanie z bratem, chciałabym także zobaczyć Berlin.
Najpierw jadę po mamę.Odbiorę przy okazji twardy dowód bo był już gotowy dwa tygodnie po zarejestrowaniu auta.Dostałam informację,że jest do odbioru jak byliśmy na Podlasiu.

Muszę się do czegoś przyznać.
Wakacje zawsze leczą mnie z dzieci.Tyle się  naoglądam,że zaczynam wątpić.
Jak widzę te udręczone kobiety, naburmuszonych mężczyzn, marudzące dzieciaki, czuję,ze to nie dla mnie.
Czasem mam wrażenie,że jestem już po drugiej stronie.Tak czuję teraz.
Ja się chyba do tego nie nadaję.
Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 19 maja 2017

Praca,praca, praca


Czasami zapominam,że prowadzę bloga;)
Robota totalnie mnie pochłonęła.
Głowę mam tak nabitą pomysłami związanymi z pracą,że cięszę się niezmiernie,że koniec roku się już zbliża.Czasu mało, a ja ciągle coś wymyślam.
Maj i czerwiec to chyba najbardziej aktywne miesiące w mojej szkole.
Ostatnio zajmuje mnie bookcrossing, który zamierzam zaszczepić w mojej placówce.
Mamy już zaplanowane spotkanie z wydawcą, teraz zastanawiam się nad lokalizacją półki, tak,żeby na nikogo nie spadła;)
Po drodze pisanie kartek dla dzieci z hospicjum, spotkania z wolontariuszami z Przylądka Nadziei, zbiórki pieniędzy,przeglądy talentów,festyny,pokazy, konkursy itd., itd..

Szukanie auta idzie mi kiepsko.Jak coś znajdę to daleko albo diesel.Na razie swojego nie sprzedam bo boję się,że nic nie znajdę do wakacji.
Na dniach spodziewam się decyzji w sprawie odszkodowania.Może się okazać ( jest bardzo prawdopodobny scenariusz),że bez walki się nie obędzie.

Dziś zrobiliśmy badania psinie bo chcemy ją wysterylizować.
Była taka dzielna moja mała dziewczynka.Nawet nie pisnęła.Hałas uliczny bardzo ją stresował i nie mogliśmy jej utrzymać.
Wyniki badań do sterylizacji wyszły idealne ale jest podejrzenie choroby tarczycy bo ma podwyższoną bilirubinę, a do tego nie przybiera na wadze.Pięcioletni pies waży 27 kg.
Zmartwiłam się trochę.Mam nadzieję,że te podejrzenia będą chybione.

Nie znoszę lata, więc pogoda mnie wykańcza.
Tęsknię za prawdziwą wiosną, a nie upałami zaraz po zimie!

Jutro mam wizytę u ginekologa, a w poniedziałek jadę na zieloną szkołę.
Niech ten pociąg trochę zwolni;)

No i w poniedziałek kończę 39 lat.Naprawdę?!!!:):)


Moja dzielna dziewczynka


Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 21 kwietnia 2017

Zmęczenie materiału



Jakoś poszło.Może nie jakoś.Poszło bardzo dobrze.Trema była ale tylko przy prezentacji, w części warsztatowej zniknęła.To były warsztaty dla nauczycieli połączone z zajęciami otwartymi.
Dzieci dały czadu, natomiast grupa nauczycieli trafiła mi się mocno nieruchawa.
Jakoś nigdy nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy zapisują się na takie zajęcia i nie chcą brać w nich czynnego udziału.Obserwuję to często.Czy to wina wstydu,wystawienia się na ocenę,strach przed porażką, czy raczej charakteru.Może ja jestem nienormalna,że lubię się bawić zawsze i wszędzie:)
Fajne było to,że jak już się baby przełamały bawiły się przednio.Było sporo śmiechu:)
Najważniejsze,że już po, a karty ewaluacji były bardzo pochlebne, więc jestem zadowolona:)

Dziś sama byłam na kursie.Wyszłam zawiedziona.Chyba spodziewałam się czegoś innego.Zajęcia poświęcone było zajęciom fitnesowym dla dzieci. Mimo,że sama jestem instruktorem to jednak ciężko dostosować typowy fitness do zajęć z dziećmi.Działam trochę na wyczucie.Oczywiście dzieciaków nie można katować intensywnymi ćwiczeniami wzmacniającymi.
Ten kurs był raczej dla świeżaków, którzy nie mają pojęcia o zajęciach fitness.Trochę się wynudziłam.Prowadząca chyba nie była zadowolona z ilości zadawanych przeze mnie pytań.
Jestem wymagającym klientem;):)Jak mam kogoś uczyć, to sama chcę znać celowość ćwiczeń i zadań ruchowych.No nic.Wyszłam z niedosytem.Za dużo gadania, za mało praktyki.Stwierdziłam nieskromnie,że sama mogłabym takie szkolenie przeprowadzić.

Jutro mam kolejny kurs i starczy mi do końca roku.Jestem zmęczona.Te kilka dni mnie wydrenowało z energii.Wczoraj pękała mi głowa.Miałam wrażenie,że się rozchoruję bo gardło mnie zaczęło drapać.Jakoś przeszło na szczęście.Teraz muszę zwolnić.Dwa miesiące i wakacje:)

Nie udało mi się wbić do Medfeminy.W czwartek mam wizytę u lekarza Medicoverowego.
Czuję się jakoś dziwnie.Testy owulacyjne wychodzą negatywne od kilku dni, a dziś jestem w 14dc.
Według przypadkowej pani ginekolog od niedzieli powinnam zacząć brać duphaston. Nie wiem czy brać czy nie.Mam za sobą trzy wizyty u trzech różnych lekarzy.
Komu zaufać?

Bukartyk śpiewa mi w aucie.Uwielbiam jego teksty!Fantastyczna umiejętność obserwacji świata.
I jakie bliskie mi poczucie humoru.



Pozdrawiam Tangerina;)

wtorek, 11 kwietnia 2017

Czy mężczyzna nauczyciel powinien przytulać uczniów?


Pewna mama zrobiła awanturę nauczycielowi,do którego przytuliło się dziecko.Przytuliło to za mało powiedziane.Oparło się o niego.Dostało się dziecku i nauczycielowi.
Czy mężczyzna nauczyciel to jeszcze człowiek czy pedofil?
Popadamy w jakąś histerię.Jedyne co tłumaczy rodzica to ewentualne wcześniejsze niemiłe doświadczenia w tym temacie.
Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdy nauczyciel odpycha dziecko w obawie przed posądzeniem go o molestowanie.Dużo nie trzeba.Wystarczy dobre zdjęcie wykonane z ukrycia.
Mam znajomego, który pracuje w przedszkolu.Co on ma powiedzieć?
Dziecko płacze, nie dotyka ze strachu.Dziecko potrzebuje przytulenia bo ma gorszy dzień, nie ma takiej opcji.
Dlaczego kobiet nie posądza się o molestowanie?Przecież równie dobrze mogłaby zrobić krzywdę dziecku.Wejść do toalety uczniów - ryzykowne, mimo,że mogłyby dziać się tam rzeczy straszne.
Nie przytulisz - jesteś nieczuła/nieczuły, przytulisz - pedofil - molestator.
Nie popadajmy w paranoję.Trzeba być czujnym ale nie histerycznym. Posądzać ludzi o złe zamiary tylko dlatego,że są określonej płci? Przecież to dyskryminacja.W jakim położeniu stawia się taką osobę?
Wiecie co, coraz mniej podoba mi się ta robota, ten świat,sposób wychowania, a raczej jego brak.
Nie wiem czy mam żałować dzieci,że muszą żyć w takim świecie, czy świata,że dostaje takie społeczeństwo.
Jestem coraz bardziej zniechęcona,wypalona.Mam wrażenie,że wspinam się na pagórki.
Raz jestem na samej górze i mam piękne widoki, to znów na dole i nie widzę nic.
Co to będzie dalej.Wszystko zmierza do tego,że zamiast dyrektora, rodzice rozsiądą się wygodnie w fotelach i będą zarządzać szkołami.Ich władza jest coraz większa.Pewnie się wielu narażę ale dużo za duża.

Dobrze,że jutro ostatni dzień w pracy.Nigdy tego nie mówiłam.Co za czasy!
Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Chcesz awansować, musisz być egoistą



Po rozmowie z dyrektorem, dotyczącej awansu miałam ochotę przerwać to wszystko.
Okazuje się,że liczą się tylko działania, które koordynuję, inicjuję, organizuję.
A gdzie zespół?A gdzie ludzie?A gdzie współpraca?
Ja rozumiem,że trzeba się wykazać ale bez zespołu żadne przedsięwzięcie nie miało by szansy powodzenia.Został mi jeszcze rok.Rok przepychania się łokciami,deptania po innych.
Powiedziałam dziś wprost,że taki wyścig szczurów powoduje wyrywanie sobie działań, pomysłów,w zespole robi się grząsko.Na pewno nie sprzyja to współpracy, tylko skłóca ludzi.
Jakoś nie potrafię się w tym odnaleźć.
Po roku w domu stwierdzam,że wróciłam do innej rzeczywistości,takiej,w której ludzie boją się wymówić na głos swoje pomysły, nie dzielą się wiedzą, bo nie daj Boże ktoś będzie wiedział więcej niż on.Tak sie nie da pracować.
Rozmawiałam z koleżanką.Twierdzi,że nie słyszała żebym chciała robić to co Ona.Niech będzie, nie będę teraz prowadzić dochodzenia bo mam ważniejsze sprawy na głowie.Po prostu mam nauczkę na przyszłość.Chyba będę musiała poszerzyć swój bezpieczny zakres egoizmu.
Jakiś kretyn wymyślił szczeble awansu.Ludzie robią mnóstwo rzeczy dla papierka, nie dla przyjemności i konkretnych efektów.Podstawowe pytanie uczestników kursów:czy będzie potwierdzenie udziału?Czy o to w tym wszystkim chodzi?Czy chodzi o to by nagromadzić stertę papierów?Czy chodzi o to by mnożyć działania zupełnie od czapy by coś było?
Pasowała by mi robota w małej kameralnej szkółce na skraju lasu;)w małych grupach,z nauczycielami z pasją,energią - utopia!Póki co mam wrażenie,że brodzę po kolana w bagnie, wśród osób nastawionych na rywalizację.
Jestem zdołowana.Nie chcę tak pracować.


Dzisiejszy dzień był piękny.Świat buchnął kolorami!
Nadziwić się nie mogę:)Forsycje,magnolie,zieleń,żółć, róż:)
Dzisiejszy dzień spędziłam z dziećmi na dworze.Słoneczko przygrzewało,młode listki delikatnie poruszały się na wietrze.
Dzisiaj jest pięknie!!!!


Pozdrawiam Tangerina;)

czwartek, 30 marca 2017

Sezon na bociany rozpoczęty!



Rano pojechałam do neurologa.Bardzo miła pani dr tłukła mnie młotkiem po rękach i nogach.Mogłam złożyć skargę na jej agresywne zachowanie hahaha:)
W kolano mnie już tłukli ale po rękach, nawet nie wiedziałam,że tak tez sprawdza się odruchy.
Pomacała karczycho i uznała,że spięte.
A jak ma być rozluźnione jak jestem w ciągłej spinie.
Jutro joga,a  na poniedziałek koleżanka załatwiła mi masaż.

Potem korzystając z wolnego przed pracą pojechałam na badania tsh i homocysteiny. TSH 0,89,
FT4 21,1.Wynik homocysteiny za 5 dni.
Jak nigdy kolejka!
Nabyłam swój ulubiony Medicoverowy jogurt z owocami i smothie z malin.
Pani w  sklepiku ma rewelacyjne smakołyki.

Szkoła 
Scenka pierwsza:
Dzwonię do mamy ucznia z informacją,że zajęcia są odwołane i zaraz zamykamy świetlicę.
Ona mnie częstuje tekstem: przecież nie wsiądę w samolot!
A ja mam wsiąść bo może też mam dziecko w przedszkolu, albo nie ma go kto odebrać!
Za chwilę samolotem przyleciał dziadek.Dało się?

Scenka druga:
Informuję rodzica,że jego syn popchnął kolegę, ten przewrócił się i płakał.
Ojciec długo nie reaguje na moją obecność (trzy razy mówię:dzień dobry).Jest wyraźnie zainteresowany tym co w telefonie.Mówię do niego, on nadal grzebie w telefonie!Czy to się dzieje naprawdę?Po czym pyta:czy uderzył go bez powodu?Nie mam więcej pytań, ręce podnoszę z podłogi.

Pisze do mnie S.:widziałem trzy bociany!
Ja odpisuję:a ja małego jelonka:)łap dzieciaka!

Wyjechałam z domu o 7.20, pracowałam do 16.30, a wróciłam po 18.00
Bo oczywiście była robota na już.
Szkoda mi psów, które siedziały tak długo same.Zafundowałam im długi spacer polami.
Najgorsze jest to,że jutro będzie podobnie.I niech mi nikt nie mówi,że nauczyciel ma luz.

Jutro nie strajkujemy.Wszyscy są bardzo zadowoleni z warunków pracy!
Dyrekcja pewnie się cieszy.



Pozdrawiam Tangerina;)

środa, 29 marca 2017

Złe dni



Zastanawiam się czy cierpliwości wystarczy mi na moje ewentualne prywatne dziecko.
Chyba mam jej coraz mniej.Szybko się denerwuje,atmosfera w pracy znowu napięta.
Ostatnio mam dni pod tytułem zmieniam pracę.
Jest ich coraz więcej, pojawiają się coraz częściej.
Poruszam się po sinusoidzie. Raz jestem na szczycie, raz spadam centralnie na pysk.
Może ja mam borderline?
Raz wydaje mi się,że jest super,żeby zaraz stwierdzić,że to nie dla mnie.

Mam też problem z podporządkowaniem się.Zawszę muszę się ścierać, no może nie zawsze ale jak coś wydaje mi się absurdalnym rozwiązaniem, potrafię się stawiać.Dobre to i złe.Nikt mi nie wchodzi na głowę i wszyscy wiedzą,że ze mną pewne akcje nie przejdą, a z drugiej kosztuje mnie to dużo energii.
Chaos i bałagan drenuje mnie z sił witalnych.Nie potrafię pracować przy biurku zastawionym klamotami, kubkami, żarciem, walającymi się kartkami.A takie biurko często zastaję w robocie.
Czasem myślę,że powinnam pracować sama.Praca w zespole jest fajna o ile jest wspólny front, inaczej staje się karą.
Nie wiem może faktycznie wymyślę dla siebie inne zajęcie.Może wioskowa świetlica, gdzie sama będę decydowała co i kiedy mam robić.

Dzisiaj miałam taki jeden z kryzysowych dni.Miałam ochotę trzasnąć drzwiami i opuścić pokład.

W domu czekało na mnie mnóstwo miłych rzeczy.Mój S. ugotował nam trzy obiady na nadchodzące dni,posprzątał i upiekł ciasto bananowo - marchewkowe:)
Najlepsze jest to,że Lena wrąbała mi się do rowu z wodą, a S. pomył podłogi.Ustaliłam z Leną,że jakby co to deszcz ją zmoczył.Deszcz niestety tak nie cuchnie:):)Ale jakoś nie odkrył naszego sekretu.Szybko ją wysuszyłam:)

Jak dobrze wrócić do domu po kiepskim dniu i usłyszeć:kochanie jemy?
Ugotowane, zakupy zrobione, posprzątane, kawa podana pod nos.Czasem myślę,że nie zasłużyłam, a może jednak?
Dziękuję Ci,że jesteś!

Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 20 marca 2017

Krejzi Lena


Jakiś nerwowy dzień.Wszyscy chodzili podminowani.Wybuchła mała awantura w robocie.Tym razem nie ze mną w rolach głównych. Ciężko się pracuje w takiej grupie.Ile bab tyle pomysłów i charakterów.Czasem trzeba pokazać palcem bo nikt się sam nie domyśli.Staram się nie dymić ale czasem się nie da;)

Odkrycie na dziś.O 18.00 jest jasno!Jupijaj!
Nareszcie mogę wyjść z psem i widzę gdzie jest:)Niestety nie widzę co zjada, a ostatnio zjada odchody innych psów.Martwię się bo nigdy tego nie robiła.Karmę mają taką samą.Nie wiem czy robi to z czystego łakomstwa (chociaż to dosyć szokujące), czy jest chora.
Puszcza też koszmarne bąki ale tutaj znam winowajcę.Ona łyka w locie!Nałyka się powietrza i jest czad,dosłownie czadzi jak skunks.

Ten pies to wcielenie szaleństwa!Tyle lat spokoju i mamy szurniętą Lenkę.
Czasem lejemy jakie odstawia harce.Kładzie się na plecach i zaczyna zabawę,sama ze sobą.
Musi być wszędzie pierwsza i najważniejsza.Reaguje na psy w TV, warczy i szczeka.To samo jak zobaczy psa przez okno.Sadzi sie jak nie dostaje żarcia.Zaczyna warczeć i stękać.Jest taka komiczna.
Wskakuje mi na ramiona jak wracam z pracy i ciągnie wszystkie swoje dobra - kocyk, węzeł.
Ten pies wniósł tyle radości, śmiechu do naszego życia.Seniorek jest kochany ale ona  to taki krejzol.
Wczoraj przemyciłam ją do łóżka podczas popołudniowej drzemki.S. by mnie chyba zabił:)
Mamy małe tajemnice, o których on nie wie;)
Chcieliśmy ją wysterylizować w tym miesiącu ale nie wiem czy się wyrobimy.Nie mam kiedy zrobić jej badań.Może jutro S. z nią podejdzie do wety.

Idę szukać papierów na jutrzejszą wizytę.Nie wiem co brać, nie wiem co z tego będzie.

Wysłałam papiery do Proamy. Zobaczymy jaką kasę mi zaproponują.Tanio skóry nie sprzedam;)Za dużo mnie ten wypadek kosztował.

Jutro jedziemy oddać odzież.Dzisiaj podzwoniłam w kilka miejsc bo okazuje się,że niektóre organizacje mają jej nadmiar.

Za tydzień mam zamiar iść na jogę.Dosyć odkładania w nieskończoność.
W ten piątek wyjeżdżamy ale w następny muszę ruszyć zad.




Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 17 marca 2017

Nie wiem


Dziś jest jeden z tych dni, kiedy myślę,że nie dam rady,że praca w szkole mnie wykańcza.
Patrzę na niektóre dzieci, a jest ich coraz więcej i zastanawiam się co robią rodzice.
Dzieci nie słuchają, są pyskate,nieuprzejme,złośliwe dla innych,nie mają szacunku dla dorosłych.
W zabawach potrafią być okrutne i ranić słowem innych, odrzucać, izolować, celowo sprawiają przykrość.W kontakcie z nauczycielem mogą dyskutować w nieskończoność.
Dziś widzę wszystko w czarnych kolorach, nie mam sił,czuję,że tracę serce do tej roboty.
Jeszcze rodzice..
Dziś przyszła mama, która prosiła o zwrócenie uwagi na jej córkę bo uwaga upadła podczas zabawy.
Czy ja mogę przewidzieć, kiedy upadnie dziecko bawiąc się w berka?
Czy dziewczynka ma siedzieć cały dzień na ławce bo nie daj boże upadnie i ubrudzi spodnie lub zedrze kolana?
Może to ja jestem jakaś niedzisiejsza ale takiego cyrku jak teraz nigdy nie widziałam.
Nie wiem czy bardziej mi żal dzieci czy rodziców, którzy za kilka lat będą gorzko płakać.
Ja zamykam drzwi i idę do domu, gdzie mam ciszę i spokój, ich czeka kilkanaście lat z dzieckiem, które nie będzie ich szanować bo nikt go tego szacunku nie nauczył.
Na dwudziestkę dzieci w klasie jest ok 5 -6 uczniów, którzy uniemożliwiają prowadzenie zajęć.U pedagoga i psychologa drzwi się nie zamykają.Dzieci potrzebują uwagi,a uwaga kierowana jest w ich stronę często gdy zaczynają sprawiać kłopoty.Dzieci nie mogą wytrzymać bez telefonu.Są rodzice, którym zakaz korzystania z telefonu się nie podoba.Są sytuacje, gdzie po kiepskiej ocenie, dziecko wykonuje telefon do rodzica i zaczyna się dyskusja.Nauczyciele siedzą w domu i odpisują na długaśne maile od rodzica, często tłumacząc się z postawionej oceny i swojej decyzji.
Ostatnio usłyszałam,że skarga dotyczyła straszeniem wpisania uwagi przez nauczyciela.Podobno zarzucono mu zaburzanie wolności osobistej dziecka.A gdzie my w tym wszystkim?Nauczyciel niedługo nie będzie miał żadnych narzędzi dyscyplinujących ucznia.
Podnieść głosu nie wolno (tylko jak mówisz po raz 6ty to nie ma odzewu)bo pani krzyczy.Pani krzyczy bo ma często 40 -50 osób na sali i inaczej nikt jej nie usłyszy.
Wpisać uwagi nie można bo to zamach na wolność dziecka
Trzeba ważyć każde słowo
Wiem jestem nauczycielem,jestem wykształcona ale jestem też człowiekiem i mam prawo na słabość i popełnianie błędów.Mam prawo się zdenerwować i podnieść głos, skoro wielokrotne spokojne upominanie nie działa.
Dziś rodzic nam powiedział,że on by te dzieci pozabijał na naszym miejscu ale my jesteśmy nauczycielami,jesteśmy przygotowane na takie sytuacje (jego słowa).
Nie dajmy się zwariować.Bezstresowe wychowanie nie działa.
My wszystkiego nie zrobimy.Nie ukształtujemy człowieka bez pomocy rodziców, bez współpracy, wsparcia.
Moja koleżanka się zwalnia.Mówi,że ma dość.Każdy tylko liczy lata do emerytury.
Obserwuję niektóre nauczycielki i widzę jak się postarzały.Nie ma już blasku w ich oczach.

Albo jestem kiepskim nauczycielem albo mam kiepski dzień.
Jestem gotowa na ciosy.Walcie śmiało.
Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 6 marca 2017

ARTETERAPIA - emocjonalna mandala



Wczoraj zakończyłam kurs z arteterapii.Uważam,że to były dobrze wydane pieniądze.
Mam uprawnienia do prowadzenia zajęć terapeutycznych.
Pamiętam jak zapisywałam się na ten kurs.Nie było już miejsc i wskoczyłam z listy rezerwowej.To było jakoś zaraz po powrocie ze zwolnienia, po wypadku.Czułam się fatalnie zarówno fizycznie jak i psychicznie.Dzisiaj sobie myślę,że to miejsce czekało na mnie.Zamiast terapii indywidualnej, odbyłam terapię grupową;)Poznałam fajnych ludzi,wyciszyłam się,odprężyłam i oderwałam sie od tego co mi wtedy ciążyło jak kula u nogi.Zatraciłam się w procesie tworzenia.Na własnej skórze mogłam przekonać się,ze terapia przez sztukę działa.Uwielbiam zajęcia plastyczne zarówno prowadzić jak i uczestniczyć w nich ale tu była także choreoterapia, drama, praca z ciałem.
Szczerze mówiąc nie potrafię wejść w improwizację, czuję jakiś wewnętrzny opór,może dlatego,że człowiek mimo wszystko chce kontrolować swoje reakcje i wystawia się na ocenę.W arteterapii podoba mi sie właśnie to,że nie ma ocen.Nikt nie ocenia nas pod kątem wartości artystycznej wytworów, więc nikt z nikim się nie porównuje i nie ma poczucia,że jest gorszy.
Wchodząc w proces tworzenia człowiek całkowicie się wyłącza i to jest niesamowite.Czasem siedzisz i myślisz, kurczę, nic mi nie przychodzi do głowy, a tu nagle olśnienie!To chyba tak jak z pisaniem.Czasem jest dziura i brak weny, a jak juz się zacznie, słowa same spływają na ekran, papier.
Każdy z nas może być twórczy.Twórczość można rozwijać, doskonalić.
Niezależnie od talentów, przekonań o ich braku, arteterapia działa.
Ostatnie zajęcia były poświęcone osobowości terapeuty.Dowiedziałam się ciekawych rzeczy.
To co wkurza nas u innych, mam na myśli cechy charakteru,prawdopodobnie sami posiadamy i tego w sobie nie akceptujemy.Jeżeli reagujemy nadmierną złością na egoizm innych, gdzieś w głębi duszy sami jesteśmy egoistami;)tylko trudno się nam do tego przyznać;)
Cechy, jakie u innych lubimy, są pewnie również i naszymi cechami;)U mnie wszystko pięknie się sprawdziło;)Poza tym więcej wybaczamy bliskim niż obcym, mimo,że często zachowują sie podobnie.

Zmienić zachowanie u innych,szczególnie u dziecka, możemy jedynie akceptując dzieciaka takim jaki jest.Prawdziwy kontakt opiera się na uważności, chęci poznania, akceptacji.Nie mylmy tego z akceptacją złego zachowania.Często działamy stereotypowo. Kopnął kogoś - zły, odburknął - lekceważący.Często to tylko maska, pod którą kryje się prawdziwe cierpienie.Żeby dogrzebać się do kolejnych warstw potrzeba dużo determinacji, cierpliwości i otwartości.Sama popełniam mnóstwo błędów ale chcę być być lepsza w tym co robię.To jest proces, który trwa całe życie.

Dziś usłyszałam  - po co ci kolejne studia? Jakoś dziwnie to brzmi w ustach nauczyciela, który powinien się kształcić całe życie.Ja lubię się uczyć i chcę się rozwijać, dla siebie, dla innych.
Życie jest tak ciekawe,że trzeba go brać garściami, korzystać z tego co niesie.
Chcę sobie nabierać je wielką łychą i smakować z zamkniętymi oczami.Czasem jest słodkie, czasem kwaśne ale może dlatego jest takie nieprzewidywalne i zaskakujące.Nie ma smaków złych lub dobrych są po prostu inne.


Myśli kreują rzeczywistość i to nie pusty frazes.To jak myślimy o ludziach, determinuje to jak ich traktujemy.
Często nasze myśli mają się nijak do rzeczywistości.
Taka nauka dla mnie.Nie oceniać za szybko.Nie ułatwiać sobie życia posługując się stereotypami.

Myślę,że te zajęcia mnie uratowały na tamtą chwilę.Zniknęła gdzieś melancholia.
Zassałam jakąś kosmiczną energię kobiet z grupy.Razem można więcej.

Zastanawiam się nad napisaniem programu, który będę prowadziła od przyszłego roku,chociaż ten rok będzie pełen niewiadomych.

Wczoraj obejrzeliśmy Prostą historię o morderstwie Jakubika.Obgryzłam skórki, co znaczy ni mniej ni więcej,że film trzymał w napięciu;)
Temat niby znany i oklepany ale opowiedziany w sposób nieoczywisty.



Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 3 marca 2017

Dawno tak nie czekałam na weekend


Jestem wykończona tym tygodniem.Trzy osoby są na zwolnieniu i musieliśmy wykazać się niezwykłą ekwilibrystyką by nie zwariować.
Dzieci po feriach głośne i nieposłuszne.Albo odwykłam przez dwa tygodnie od hałasu, albo się starzeję, albo dzieci nadawały na wyższych tonach.Łeb odpadał;)
Jakoś dojechałam do piątku. Ufff.
Najgorsze jest to,że dziewczyn ma nie być przez najbliższy tydzień.

Wczoraj jeszcze miałam radę podsumowującą I semestr.O 19.00 byłam w domu ale jeszcze zdążyłam zrobić paznokcie bo na radzie zdarłam lakier prawie ze wszystkich.Taka byłam aktywna:)
Przez tą reformę jestem w lekkim zawieszeniu z awansem.Dyr nie ma dla nas, awansujących czasu i wcale mu się nie dziwię, a ja za bardzo nie wiem co dalej.
Mam program ale czy uda mi sie go realizować w przyszłym roku?
Nikt nic nie wie.

Jutro mam ostatni zjazd kursu z arteterapii.Zapisałam się na dwa kolejne kursy: pastele i związany z technikami plastycznymi.Podobno przyszły już pieniądze na doskonalenie nauczycieli.Cieszę się bo nie liczyłam,że szkoła mi to sfinansuje.Myślałam,że kasa przyjdzie dopiero w kwietniu - maju.
Marzec zapowiada się intensywnie.Dwa kursy i wyjazd do Zagórza.

Puszczę tą szkołę z torbami;)Szukam jakiejś podyplomówki ale nie chcę działać pochopnie.Ta dogoterapia cały czas jest w mojej głowie ale muszę to przemyśleć,żeby się nie  okazało,że papier wrzucę do szuflady i na tym się skończy.
Zrobiłam instruktora fitness kilka lat temu i dupa.Mogę szaleć z dziećmi ale z dorosłymi się wstydzę:):)Poza tym musiałabym ciągle się rozwijać bo wachlarz zajęć jest ogromny.

Obejrzeliśmy świetny film pt. ,,Zjazd absolwentów".Na początku nie wiedziałam,że to paradokument i oglądając go miałm wrażenie,że to dzieje się naprawdę.Szwedzka artystka próbuje skonfrontować się z ludźmi, którzy prześladowali ją w szkole.Bardzo ciekawy projekt.Temat dla mnie nowy.Jakoś wczułam się w jej rolę.Może dlatego,że sama nie byłam gwiazdą klasową,ze względu na piegi.Piegi to zło:):)Dziś je uwielbiam ale wtedy to był koszmar.Próbowałam wszystkiego żeby się ich pozbyć.
Ten film zrobił na mnie wrażenie.Dosłownie czułam te emocje.Dobrze im pocisnęła:)





Obejrzeliśmy w zeszłym tygodniu również Manchester by the sea.S. zachwycony, ja wynudzona jak mops, patrzyłam tylko na zegarek.Nie wzruszył, nie wzburzył, nic ze mną nie zrobił. Casey Affleck miał cały czas taką samą minę.Cały film na jednej nucie emocjonalnej.Dla mnie słaby, chciaż temat bardzo mocny.

Za to znaleźliśmy rewelacyjny film, na którym pewnie wzorowali się twórcy Bell Epoque, pt. ,,Tabu"
Film Ridleya Scotta.Akcja dzieje się w 1814r, w Londynie.
Awanturnik Tom Hardy wraca po 10 latach z Afryki z diamentami.Staje do walki z Kampanią Wschodnioindyjską, odmawiając jej sprzedania rodzinnego biznesu.
Fajny klimat tamtych czasów, dobra gra aktorska, nie to co u nas Małaszyński drewniak.


Jutro nie odpocznę, mało tego pewnie wrócę zajechana twórczo:)
Pozdrawiam Tangerina;)

wtorek, 28 lutego 2017

Rodzic - nauczyciel



Wczorajszy dzień spędziłam z dzieciakami na dworze.Gdy tylko robi sie ciepło prujemy na plac zabaw.Dzieciaki poczuły powiew wiosny i chciały się rozbierać.Miałam już jedną aferę z mamą, więc nie pozwalam.Z drugiej strony przy 14 stopniach dzieciaki były ubrane jak na Syberię.Nie pozwól się rozebrać, to się zapoci, pozwól, to się również zapoci, z tym,że go dodatkowo przewieje:)

Wiem,że jestem trochę po drugiej stronie barykady bo nie jestem MATKĄ ale..
Dzisiejsi rodzice biegną z każdą drobnostką do dyr.Nie ma rozmowy z wychowawcą, nauczycielem, jest od razu dyr, tudzież kuratorium.
Ostatnio była afera, obijająca się właśnie o kuratorium bo koleżanka wpisała dziecku uwagę w dzienniku elektronicznym.Uwaga taka skutkuje oceną z zachowania i się zaczęło!
Panie ze świetlicy nie mają takiego prawa!Bo dzieciak ma być grzeczny na lekcji, poza nią już nic nie musi.Jakiś koszmarny absurd!
Druga specjalność niektórych rodziców to dyscyplinowanie nauczycieli, obsługi przy dziecku.
Dziecko jest świadkiem jak matka zwraca pani sprzątającej uwagę bo nie sprząta tam gdzie trzeba tylko koło jej nóg.Ustawiamy pracę nauczycielom i innym pracownikom.
Rodzice są cudowni ale trafiają się tacy,że odechciewa się wszystkiego.
Ja wiem,że to są ich skarby największe ale dajcie pracować.
Mamy fantastyczną kadrę, jesteśmy w czołówce, jeśli chodzi o poziom nauczania i niech tak zostanie.

Jak sobie przypomnę moje dzieciństwo, to moja mama miała w nosie to co się dzieje w szkole, dopóki nie działa mi się krzywda.Teraz drzwi od gabinetu dyr się nie zamykają.Od kilku lat rada rodziców nie może się dogadać i ciągle zmienia się kierownictwo, bo wiecznie się kłócą.
Boję się o rosnące pokolenie.Nie nauczone szacunku do ludzi.
Kiedy mnie w podstawówce pani zwracała uwagę żebym podniosła papier, rzucałam się na kolana,teraz dziecko powie,że to nie jego.Szkoła nic nie zdziała, jeśli nie będzie między nami współpracy, opartej na szacunku, akceptacji i zaufaniu.Wiem,że nauczyciele też potrafią być różni i nie bronię tu nikogo.
To jest ciężki zawód, praca z młodym człowiekiem,totalnie wyczerpujący ale też wdzięczny.
Bywają momenty trudne ale też takie,że łza się w oku zakręci.
Uwielbiam je przede wszystkim za szczerość, choć potrafi być bolesna hahaha, za radość z prostych rzeczy, ulotnych chwil i prawdę, której nam często brakuje.
Dzisiaj sobie trochę ponarzekałam z panią sprzątającą ale potem mijam taką małą mordeczkę na korytarzu i to juz jest nieważne.

Wczoraj dowiedziałam się,że nie żyje ojciec jednego z uczniów,miał 52 lata,zawał.Nie mogłam w to uwierzyć!Był zamożny ale umiał się dzielić i nawet nam jako placówce pomagał.Młody człowiek.
Tak naprawdę nigdy nie wiemy co nas zżera.Dlatego banalnie, cieszmy się każdym dniem!

Drugi dzień w szkole przeżyty:)Chyba się nawet wczoraj opaliłam wiosennym słoneczkiem:)

PS Dziękuję za wszystkie rady dotyczące wiejskiej sielanki;)
Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 10 lutego 2017

Wielka wyprawa


Jestem wykończona!
Te balety były mi chyba bardziej potrzebne niż dzieciom.Wyskakałam się za wszystkie czasy!
Rano dostałam miesiączkę, więc bałam się, że nie podołam.Podołałam,a ból dopadł mnie dopiero na koniec imprezy.Miałam cichą nadzieję,że nie przyjdzie.
W głowie mam już wyjazd, więc nic mi nie jest w stanie popsuć humoru.
Nie mogę się już doczekać.Tak bardzo czekałam na niego czekałam.Od wakacji nigdzie razem nie byliśmy.
Kawa na stacji,przekręcanie nazw miejscowości, kłótnie dotyczące wyboru drogi - na to czekam!
Lubię być w drodze.Lubię nowe, niewiadome..
Torba już prawie spakowana,psia torba również, auto umyte.

Dzisiaj był piękny,ogromny księżyc. Nie mogłam się napatrzeć!Dni są coraz dłuższe.Wychodząc z pracy o 17.00 zauważyłam,że jest już jasno:)Tak czekam na tę wiosnę!





Pozdrawiam Tangerina;)

czwartek, 9 lutego 2017

Przyszła do mnie Walentynka


Nie obchodzę Walentynek bo kocham codziennie:) co innego, gdy dostanę Walentynkę od dziecka;)
Dostałam dwie łudząco podobne hahaha:)
Kupa byków ale najważniejszy jest gest;)



To był dobry tydzień.Uczyłam dzieciaki Belgijki.Były zachwycone, a ja w szoku,że naprawdę im się chciało:)Zmachałam sie jak dzik bo to dobre 5 minut podskoków.Na drugi dzień nie mogłam wstać z łóżka bo łydki miałam jak kamienie. Dopiero w pracy przypomniało mi się od czego:)

Robiliśmy maski karnawałowe.Byłam pod wrażeniem inwencji i zaangażowania.
Lubię takie dni, gdy dzieciom się chce bo mnie się wtedy chce dwa razy bardziej:)

Zrobiłam przegląd auta, zapłaciłam OC (dali mi 80% zniżki).
Jestem gotowa na wyprawę:)Czeka nas jeszcze pakowanie.
Jutro jeszcze balety w szkole - bal karnawałowy, uzupełnianie dokumentacji i koniec semestru!
Dwa tygodnie ciszy i spokoju!


Przed chwilą dostałam przesyłkę.
Muszę przyznać,że mnie zaskoczył:)


PS Okresu nie ma.Pewnie nie to co myślę.Zarejestrowałam się do ginekologa na 22 lutego.
Pozdrawiam Tangerina;)