Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 września 2016

Nieszczęścia chodzą parami



Wracaliśmy  po konsultacji ginekologicznej zadowoleni,że wszystko ładnie się oczyściło.Lekarz powiedział,że pęcherzyk jest w prawym jajniku.Gały wyszły mi na wierzch bo beta jeszcze była na poziomie 270.Organizm widocznie szybko zapomniał o ciąży i palił się do następnej;)
Kamień spadł mi z serca,że nie muszę zostawać w szpitalu.

Pojechaliśmy na zakupy do Auchan w Koronie.Nie znoszę tam parkować bo zawsze mi otłuką auto, albo przerysują zderzak.Poza tym zawsze jest tam mnóstwo samochodów i jeżdżą jak wariaty.Dziadek kiedyś cofał prosto na mnie i gdybym nie zatrąbiła, wjechałby w nas.

Jechaliśmy juz sobie alejką w kierunku wyjazdu z parkingu.Nagle poczułam uderzenie i ostry ból głowy.Pamiętam tylko,że przed zdarzeniem S. dzwonił do kogoś.
Nie wiedziałam co się stało, dopiero po chwili zrozumiałam,ze jakiś kretyn w nas wjechał.Usłyszałam tylko S.: Jezu nic Ci nie jest?Głowa pulsowała, cała się trzęsłam..
Facet zaczął wrzeszczeć,że szybko jechałam i mnie nie widział.Wysiadłam z auta taka wkurwiona i na adrenalinie,że gdybym była w stanie, chyba bym go rozszarpała!

I ten tekst:Kiedyś we mnie wjechali, to ja teraz wjechałem w kogoś!
Czy ten człowiek jest normalny?

Tu widać jak nas przesunął.Dobrze,że nikt tamtędy nie przechodził..




Zbiegli się ochroniarze.Starali się pomóc jak tylko mogli.Wezwali karetkę, Policję.Jeden mnie wachlował i podawał wodę, inny zasłaniał przed słońcem.
Zabrali mnie do szpitala z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu z chwilową utratą przytomności.

Policja wykazała ewidentną winę pacana.On podobno chciał sobie skrócić drogę lawirując między alejkami,a miejscami parkingowymi.Uderzenie było tak silne,że otworzyły się jego poduszki powietrzne, a nasze auto nie nadawało się do jazdy.Oczywiście nic mu się nie stało.Tylko zniszczył sobie zderzak.Auto na lawetę i pod dom.Policja zabrała dowód rejestracyjny.
S. opowiadał mi co było dalej.Ten kretyn bo inaczej go nie można nazwać, sprowadził sobie szwagra, jakby miał mu w czymkolwiek pomóc.Sekcja wypadkowa pomierzyła, porobiła zdjęcia i przyjechała do mnie do szpitala zapytać jak sprawa wygląda.
Ja oczywiście spędziłam 8 godzin na sorze. Siedziałam na wózku z kołnierzem jak pacan tyle godzin.Najpierw mnie przyjęli, potem zrobili tomograf, potem czekałam na wynik, a na końcu stwierdzili,że muszę zostać na obserwacji.

Bałam się jak poradzi sobie S. przecież on nic nie wiedział o aucie.Nie wiedział nawet jak się włącza światła.
Poradził sobie rewelacyjnie!Pozałatwiał wszystkie formalności.
Ktoś mi zesłał anioła,żeby był ze mną na dobre i na złe.Zawsze mogę na niego liczyć.
Czasem nie wierzę,że go mam.Bardzo się przestraszył.Ja uświadomiłam sobie,że to mogło skończyć się tragicznie.

Wiecie co w tym wszystkim było najgorsze?To co zobaczyłam na oddziale.Człowiek nie zdaje sobie nawet sprawy jak ludzie cierpią.
Leżałam koło kobiety w moim wieku.Odjęli jej drugą nogę bo pierwszą ucięli jej kilka lat temu.Dziewczyna ma chore nerki - czeka na przeszczep, cukrzycę, nie nie ma nóg.Tamtego wieczora płakała bo nie mogła sobie poradzić z wyjściem do toalety.Myślałam,że mi serce pęknie.
A ja kilka godzin wcześniej martwiłam się,że mi auto zniszczyli.Czym jest kawałek blachy w porównaniu z cierpieniem tej kobiety, uzależnionej od dobrej woli innych, nie mogącej po prostu pójść do toalety jak każdy z nas.
Przez te kilka dni, mimo koszmarnego bólu głowy dużo rozmyślałam.Jakie ja mam problemy?Wiem,że dla mnie te problemy to Himalaje ale w zderzeniu z tym bólem i kalectwem, robią się malutkie.Dziewczyna dzielnie walczy, nie poddaje się, mimo bólu i cierpienia prze do przodu nie prosząc o pomoc.Pokazywała mi swoje nogi przed operacją.Jeden wielki obrzęk!Sama chciała odjęcia bo bała się sepsy.Straciła też dziecko.Miało 5 lat.Na szczęście ma wspaniałego męża, który się nią opiekuje.Dziewczyna musi się dializować trzy razy w tygodniu.

Byłam chora od patrzenia na to wszystko.Od słuchania płaczu, krzyków z bólu, widoku starszych osób w pampersach, nie bardzo wiedzących co się z nimi dzieje.Podziwiam pielęgniarki wykonujące bardzo odpowiedzialną i często bardzo ciężką pracę.Trzeba dużo wrażliwości, a jednocześnie grubej skóry żeby patrzeć na to każdego dnia.
Płakałam jak dziecko bo chciałam iść do domu.To było dla mnie za dużo.Starałam się wychodzić,żeby nie być w tym cały czas.

Chyba każdy powinien zderzyć się z widokiem takiego cierpienia,żeby docenić to co ma i przestać przejmować się pierdołami.
Czuję,że coś się we mnie zmieniło.Nie żebym nie była przedtem wrażliwa na cierpienie innych ale teraz to uderzyło we mnie z taką siłą,że nie mogę się pozbierać.
W dupie mam już auto, to tylko przedmiot, środek komunikacji.Może kupię nowe, może uda się naprawić stare, teraz mam to gdzieś.
Mogę wstać, iść gdzie chcę, pobiec, zjeść co chcę!
Wychodzisz z domu i nie wiesz czy wrócisz..Ten banał tu i teraz przestaje być banałem.To nauka,z której trzeba korzystać codziennie.

Opieka była rewelacyjna!Panie pielęgniarki fantastyczne.W ogóle personel wyjątkowo uśmiechnięty i sympatyczny.
Zastrzeżenie mam jedynie do lekarza, który mnie wczoraj oglądał.Przyszedł i zadał mi pytanie:Jak się pani czuje?Chce pani iść do domu?Tak?To pani pójdzie.
Po czym się dowiaduje,że chcę podobno wyjść na własne żądanie.Nic mi o tym nie wiadomo.Myślałam,że wychodzę bo jest wszystko ok.Jasne, wyjdę coś się stanie i będę czekała kolejnych 10 godzin o ile w ogóle mnie przyjmą skoro wyszłam.
Potem przyszła neurolog i powiedziała,że jest krwiak i chce żebym została jeszcze jeden dzień.

Głowa mnie boli cały czas i szyja.Czoło miałam jak kłaziomodo:)Zmarszczki mi się wyprostowały na czole:)
Mam jeszcze zawroty głowy i czuję się słabo.
Dostałam wypis z nieaktualnym adresem i oczywiście musieli wszystko zmieniać.Bo po co sprawdzić. System myśli.

Najlepsza była pani od posiłków.Poprosiłam o  posiłki wege. Pani sobie zapisała po czym na obiad podaje mi rosół.Gały wywaliłam i odmówiłam.Poprosiłam zatem o ziemniaki z surówką.Pani nakłada i polewa to sosem.No myślałam,że mnie trafi.Poryczałam się z bezsilności.Skomentowała:przecież dzisiaj jest kurczak!Ja pierdzielę!Rozumiem,że jak się kurczaka wyjmie z zupy, to robi się wege!
Na szczęście dziś na zmianie była inna i dostałam zupę na maśle i ziemniaki z surówką:)
Zdechłabym tam z głodu!

W sali obok leżał starszy pan w pieluszce, który zakradał się do mnie po winogron.Tak mnie przestraszył!Śpię sobie, a tu dziadek szabruje mi owoce, krew się leje mu z worka, a ten wcina winogrono!Wczoraj chciał pożreć mi mufinkę:)Cały oddział na nogach dziadek kradnie mufinkę:)
Nie wiem czy był głodny, czy miał dietę, biedaczek.
Biedne te dziaduszki.Często nikt ich nie odwiedza, nieświadomi co się z nimi dzieje.

Tak,że sobie popracowałam.Zwolnienie mam do 25 września.Stażystki zostały same i to mnie martwi najbardziej.Jedna sobie poradzi ale z tą drugą będzie problem.Poprosiłam koleżankę żeby jej pomogła.

W zaleceniach mam konsultację za dwa tygodnie i mam kupić sobie kołnierz bo mnie szyja boli.

Na dniach ma się pojawić ktoś z ubezpieczenia.Szkodę już zgłosiliśmy muszą tylko oszacować straty.Podejrzewam,że koszt będzie duży bo chyba nam złamał oś.Auto jest pochylone na jedną stronę.Może będzie szkoda całkowita.Zobaczymy.

Podobno nieszczęścia chodzą parami.Wypadek trzymał się za rękę z poronieniem.
Może teraz będzie już tylko lepiej;)

Jestem w domu!Żyję!To jest najważniejsze!:):)
Dziękuję dziewczyny!;*

Pozdrawiam Tangerina;)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Skierowanie na zabieg



Zrobiłam rano betę ale wszystko jest juz jasne.
Zarodek zatrzymał się na 6 tygodniu.Przypadek czy moja wina?!

Dziś lekarz zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie.Pamiętał o moim mtftr pytał czy biorę acard, metafoliany, clexane i czy stosuję dietę.
W ogóle na wstępie powiedział że spokojnie może jeszcze nie wszystko stracone ale usg rozwiało wszelkie wątpliwości.Dokładnie pomierzył bąbla i powiedział,że nie żyje od ok 2 tygodni.

Powiedział żeby nie liczyc tego poronienia jako trzeciej straty.In vitro kazał odkreślić gruba krechą.Jest ciąża, pierwsze poronienie.Podbudował, tchnął nadzieję i poprawił mi humor.

Pytałam go o badania ale stwierdził,że i tak już wszystko biorę w sensie leków, więc nawet jak coś wyjdzie, jestem już leczona.Musze tylko znaleźć dobrego dietetyka.
Mam się pojawić u niego z wynikami histopatologicznymi.

Wystawił skierowanie do szpitala.Mój S. zadzwonił z drogi na Kamieńskiego.Jakiś ch..za przeproszeniem zapytał go czy to jemu ma robić zabieg.Nie chciał nic powiedzieć co mamy ze sobą zabrać.S. tak się wkurzył,że zamierza złożyć na gnoja skargę.
Powiedziałam,że jedziemy w takim razie na Kliniki.
Okazało się,ze nie ma miejsc.
Kobieta podała mi dwa wyjścia albo przyjeżdżam jutro dają mi tabletkę i skrobią pod znieczuleniem miejscowym albo przyjeżdżam w poniedziałek i mam zabieg pod narkozą.
Chyba poczekam do poniedziałku.Boję się jak cholera znieczulenia miejscowego.
Jutro mam radę i boję się żebym jakiegoś krwotoku nie dostała.W razie mocnego krwawienia mam jechać na pogotowie.
Może samo się oczyści bo krwawię już dwa dni.

Najlepsze to!Podobno przede mną była kobieta która przyjechała na pogotowie z bólem brzucha.Zaczęła nagle rodzić!Okazało się,że nie wiedziała,że jest w ciąży i upierała się,że nie jest!Ja pierdziele!To trudne sprawy czy dlaczego ja?
Jak można być w ciąży przez 9 miesięcy i tego nie wiedzieć!?Myślałam,że to tylko w TV można zobaczyć!

Mama dzisiaj się zrehabilitowała.Wybaczam jej wczorajszą koszmarna rozmowę.

Dziś śnił mi się ojciec.Wchodzę do sklepu, widzę go i chcę uciekać.On mnie zatrzymuje i zaczynamy gadać.To było takie realne..

Cała się trzęsłam.Trochę popłakałam i pojechałam umyć auto,żeby nie myśleć.Po drodze cukiernia, a w domu kawa na pocieszenie;)

Mój facet jest aniołem!Komu ja mam za niego dziękować?Ten koszmar nas zbliżył, choć już bardziej się nie dało.Walczy o mnie i wydrapał by oczy w mojej obronie.
Kocham Cię parówko!


Pozdrawiam Tangerina;)