środa, 3 sierpnia 2016

Radość gdy inni płaczą..




Bardzo się cieszyłam dopóki nie przeczytałam kilku postów.Radość uleciała jak powietrze z balonika.
Niedawno byłam po drugiej stronie i wiem jak boli wiadomość o kolejnej ciąży.
Blogowe ciąże zawsze mnie cieszyły, może dlatego,że nie ma takich emocji, nie widzę brzucha, nie jestem związana emocjonalnie z osobą.
Wiem,ze to nie moja wina i nic na to nie poradzę ale chyba nie potrafię się cieszyć tak jak myślałam.
Dookoła niepłodne.Nieszczęśliwe, smutne i poranione, a ja mam się cieszyć?

Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, z którą byłam nad morzem.Dziewczyna jest młodsza ode mnie.Jest przed trzydziestką.Zawsze miała nieregularne cykle i często jej się spóźniał okres.Pamiętam jak reagowałam na wiadomość,że nie ma okresu.Więdłam w środku.
Teraz Ona mi mówi,że poroniła.Ja naładowana pozytywnymi wiadomościami dostaję informację,że ktoś cierpi.Nie miałam zamiaru jej mówić o mojej ciąży ale jak już mi powiedziała, stwierdziłam,że teraz to na pewno jej nie powiem.

Za tydzień jedziemy na wesele.Będą dziewczyny z pracy.Nie będę piła oczywiście i pewnie wszyscy się zorientują.Powiedziałam kilku osobom.Koleżanka,o której pisałam wczoraj na info,ze jestem w ciąży popłakała się,aż się sama wzruszyłam.Łzy leciały jak grochy:)To było jakieś nowe doświadczenie.Ktoś może się tak cieszyć z naszego szczęścia.

Chciałabym żeby wszyscy byli szczęśliwi.Takie naiwne to i dziecięce.
Przeżywam każdą porażkę, cierpienie i smutek blogowych koleżanek.Często czytam i nie komentuje, bo nie wiem co napisać.Czasem słowa nie pomogą..
Droga cierniowa bez dwóch zdań.Przetrwają najsilniejsi.Poobijani,poranieni, wstają po raz kolejny z kolan.Nikt nie wie, gdzie ta droga się kończy.Nie widać horyzontu.Ile jeszcze przyjdzie nam znieść, ile łez wylać,ile stracić?

Ja też dostałam po dupie ale starałam się zawsze dostrzegać plusy.Nowe znajomości, blog, którego nigdy bym pewnie nie prowadziła,więcej empatii, mniej egoizmu.Staram się skupić na tym co mam, bo łatwo o tym zapomnieć w pogoni za dwoma kreskami.Nadal wierzę,że życie może być piękne z dzieckiem lub bez niego, każdy tylko musi znaleźć swoją drogę..

Wiem,że jest ciężko ale nie poddawajcie się!Tylko od nas zależy co zrobimy z naszym życiem i jak je przeżyjemy.W smutku?Rozpaczy?Czy dostrzegając małe radości?
Nie przestawajcie wierzyć!Życie potrafi zaskakiwać;)

p.s Napisałam do ginosa w sprawie clexane. Kazał mi brać (to ten dziwny ginekolog który kazał mi brać clexane cały czas).
Dzisiaj fryzjer.Zapytam o tą hennę;)
Piersi zaczynają boleć;/


Pozdrawiam NieMatka;)

wtorek, 2 sierpnia 2016

Trudne sprawy




Mam głowę nabita pod sam sufit.
Nie daje mi spokoju moja ostatnia rozmowa z koleżanką.Podejrzewam,że ma problem z alkoholem.Otworzyła się przede mną, a ja czuję,że mam ten ciężar na plecach.
Szuka pomocy..
Zadzwoniłam do brata.Mija jego 6 rocznica w trzeźwości.Długa rozmowa, ogrom emocji..Mnóstwo wspomnień,wzruszenie,ból..
Po tym co mu powiedziałam stwierdził,że jest uzależniona.Zamarłam.Wiem ja to wygląda, wiem jak to boli, wiem jakie to cholerstwo...Ona ma dziecko.Ona jest cudowna, Ona jest chora..
Nie wiem za bardzo jak to rozegrać żeby jej nie przestraszyć ale wiem,że muszę jej pomóc, bo nie ma nikogo...

Między słowami brat zasugerował pogodzenie się z ojcem.Nie rozmawiamy przeszło 12 lat.Nawet nie wiem o co poszło.Tak się w tym zapętliliśmy,że pewnie On też nie wie.Poczułam miękkość w sercu, poczułam,że to chyba dobry moment.Może niedługo odzyskam ojca, a moja kropka dziadka:)
Tęsknię za jego śmiesznymi tekstami, zawsze mnie bawił.
Może nadszedł czas by zakończyć zimną wojnę i wybaczyć?
Odłożyłam telefon i poczułam,że jestem rozpalona i rozbolała mnie głowa.
To chyba dla mnie za dużo jak na jeden dzień.

Wiem,że nie chcecie mnie straszyć.Wasze komentarze są wyrazem troski i pomocy.Nie mam do nikogo pretensji;)
Dziękuję za Wasze wsparcie, rady i komentarze.Nie nadążam odpisywać za co przepraszam.Wszystko czytam:)

Po rozmowie z Kasią postanowiłam jednak zacząć brać clexane. Skoro hematolog zlecił, to chyba wie co robi.Niestety poszukiwania lekarza zupełnie nieudane.Zostaje mi wizyta u pana antyinvitrowego. Nie ma specjalnie w czym wybierać,a okres wakacyjny nie pomaga.

Miłe rzeczy na dziś:
zapach świeżo skoszonej trawy, 
zapach polnych kwiatów,
smrodek mojego kudłatka
myśl,że kropeczka jest w brzuchu:)

Jedna z ciarkowych piosenek;)



Pozdrawiam NieMatka;)

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Usg:)Kropek.




Od  rana telefony do rejestracji.Okazało się,że najbliższy termin jest w środę.Ja ok, mój S. zrobił dym i udało się wbić dzisiaj.

Wzięliśmy pierwszego lepszego gina z brzegu.Naczytałam się oczywiście przed wizytą o nim cudów ale stwierdziłam,że zawsze mogę zmienić, a chodzi tylko o potwierdzenie ciąży.
Opowiedziałam mu moją historię i stwierdził,że ma coraz więcej przypadków ciąży po nieudanym in vitro.Wierzę, bo mój poprzedni gin mówił to samo;)Zauważyłam,że chyba nie jest zwolennikiem tej metody.Zwolennik czy nie badaj chłopie i nie gadaj;)Teraz to już mam to w nosie!

Załadował maczugę i grzebie.Nic nie widzę!W końcu namierzył intruza;)JEST!
Małe ziarenko, dosłownie kropek;)Ale siedzi i mocno się trzyma:)Ok 2mm. Nie wiem co, domyślam się,że pęcherzyk;)Lekarz trochę dziwny nic nie mówi.Nie powiedział mi nawet, który to tydzień.
Z moich obliczeń wynika,że do zapłodnienia doszło 8-9 lipca, w godzinach nocnych hahaha:)wiec trzy tygodnie mijają.Miesiączka była 24 czerwca.Nie znam się na tym, nie jestem dobra w rachunkach;)
Ważne,że kuleczka siedzi w brzuszku:)

Odradził clexane. Kazał brać actifolin i nic więcej.Zalecał spokój, pocięcie kabli od neta i zdrowy rozsądek.Możemy spokojnie jechać w Bieszczady, jednak farbować kudłów nie mogę, a w środę mam wizytę u fryzjerki.No nic, coś tam pociacham i koniec.Muszę wymyślić alternatywny sposób zmiany koloru;)
Ksiuty odpadają, więc mój chłop chlipie w rękaw;)Poza tym odradził picie kawy.Coś mi to śmierdzi ale dla świętego spokoju kupiłam bez kofeiny.

Zastanawia mnie to clexane. Wszyscy kazali brać,a ten nie.Z drugiej strony faszerowanie lekami nic mi nie dało, a to,że ta kropka przeżyła moje szaleństwa dowodzi jak jest silna.Wisiałam na drążku głową w dół, robiłam dzieciakom samoloty za ręce i nogi, jeździłam na tyrolce, grałam w nogę, więc klucha musi mieć moc;)

Koleś wydaje się ok ale obawiam się trochę jego podejścia do in vitro.Żeby mi się potem nie powoływał na klauzulę sumienia.Na razie jest jak jest.Może uda się wybrać kogoś innego.
Następna wizyta za tydzień w czwartek.
Poradził,żebym betę sobie odpuściła dla własnego spokoju i chyba tak zrobię, choć mnie kusi.

Czuję się fantastycznie!Trochę zdyszana, trochę zmulona ale szczęśliwa;)Czasem mnie brzuch boli ale wtedy biorę no spę.

Najgorsze to smród stęchlizny!Wszędzie czuję niedosuszone pranie:):)Wszystko spryskuję lenorem!Jakiś obłęd!

Patrzcie..Myślałam już o powrocie do pracy, adopcji drugiego psa,a tu ciach!

Po wizycie pojechaliśmy na bulwar Xawerego Dunikowskiego.
Odkrywam Wrocław na nowo..Jest coraz piękniejszy i coraz bardziej mój..Czasem czuję się jak turystka, odkrywając nowe miejsca, szczegóły architektury.
Kiedy w brzuchu zamieszkał kropek wszystko wydaje się intensywniejsze i piękniejsze.
Czuję,że to ten moment, ten kropek, ta ciąża ten czas...Będzie dobrze..















Pozdrawiam i dziękuję Wam NieMatka!