sobota, 11 sierpnia 2018

Świeradów.Dzień trzeci - Harrachov.

Spędziliśmy ten dzień w Harrachovie.Wybraliśmy spacerową trasę na Wodospad Mumlawy.
http://www.karkonosze.pl/wodospad-mumlawy-pl/wycieczki
Docieramy tam w ciągu pół godziny.Miejsce urokliwe.Można zatrzymać się na kawę lub strawę w dwóch punktach.Wybraliśmy  niebieski szlak na Krakonosovą Snidane  1030 m. Dojście zajmuje jakąś godzinę ale trasa jest monotonna, prowadząca drogą asfaltową.
Komu mało, może pokusić się o spacer na Labską Boudę ( ok 4 km od Krakonosovej Snidane).
Prawdę mówiąc dla nas ta trasa okazała się nudna i męcząca.Miałam wrażenie jakbym pokonywała drogę na Morskie Oko.Nie jestem fanką asfaltowych szlaków, stopy dostają nieźle popalić.
Lubię wracać inna drogą niż przyszłam, niestety w tym przypadku było to niemożliwe.
Na szlaku mnóstwo ludzi z psami.Nasze czworonogi jakoś sobie poradziły ale drugi raz nie wybrałabym tego szlaku.

Uwielbiam Czechów.Jakoś nie mogę sobie wyobrazić wkurzonego Czecha.Mają piękny, melodyjny język, który bawi mnie od lat.
Poza tym odbieram ten naród jako bardzo otwarty i pozytywny.
Może wieczorem obejrzymy po raz kolejny Butelki zwrotne;):)










W Harrachovie mnóstwo ludzi.Lena zaczęła trochę świrować i czasami wchodziła nagle na ulicę.
Ruch uliczny ewidentnie nie jest jej żywiołem.Staraliśmy się zminimalizować jej stres, więc zjedliśmy szybko obiad, który smakował jak trociny - ser i frytki, małe zakupy - czekolady i piwo 0,0 i do domu.Byłam padnięta. Miałam wrażenie,że moje stopy ważą tonę.W sumie zrobiliśmy ok 20 km, a czułam się jakbym przeszła Himalaje.
Przestraszyłam się bo w pokoju seniorek nie mógł się podnieść.Łapy odmówiły mu współpracy.
Postanowiliśmy jutro zrobić przerwę bo on musi odpocząć, a nie chcemy go zostawiać w pokoju.
Wytargamy leżaki i zrobimy sobie czytanie w plenerze:)
Przez okno widziałam sarny.Mamy widok na Stóg Izerski:)



Jutro może opiszę miejsce, w którym jesteśmy bo jest dość ciekawe;)
Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 10 sierpnia 2018

Świeradów.Dzień drugi.


Leje i lało całą noc.
Wczoraj temperatura dochodziła do 30 stopni, dziś spadła do około 20tu.
Mnie taka aura nie przeszkadza, jednak utrudnia znacząco szwędanie się po szlakach.
Musieliśmy nieco, a raczej bardzo zmodyfikować nasze plany szwędacze. Dziadek odmówił współpracy.To już nie dla nas zdobywanie szczytów i wspinanie się prostopadłe.Nie dla nas stromości i wyzwania.Teraz mamy wyzwania innego rodzaju pt. jak przekonać dziadka,żeby z nami spacerował.Pies ma 12 lat, więc nie ma się co dziwić,że zdobywanie szczytów go nie rajcuje i najchętniej leżałby na trawie obgryzając patyk.
My jak zwykle bez planów.A nóż gdzieś trafimy, gdzie trafić chcieliśmy.
Z racji mokrości na szlakach i opadów deszczu postanowiliśmy pospacerować.Spacer był rwany z przebłyskami pt. o tam możemy iść, albo nie tam.Łaziliśmy to w lewo, to w prawo szukając w miarę płaskich terenów,żeby nie targać pieseła na plecach.Przydałby się plecak - nosidło dla psa, może coś takiego wymyślimy.
Postanowiliśmy iść na Zajęcznik ale chyba tam nie trafiliśmy:D Fatalni z nas turyści:D
Trafiliśmy za to na życzliwych psom tubylców.
Najpierw ugościł nas właściciel Tyrolskiej Chaty, mieszczącej się zaraz przy wyjściu na szlak, prowadzący na Zajęcznik. Dostałam pyszną kawę, psy michę z wodą.Dom przepiękny!



Jakoś zawsze mam problem z tym,że wzbudzamy żywe zainteresowanie gdy jesteśmy z psiurami.
Czuję się jakbym prowadziła działalność polegającą na umożliwianiu robienia sobie zdjęć z psami:):)
chociaż nikt o to nie prosi.Ciągle ktoś podchodził, głaskał, przytulał, tarmosił.

Nasze szwędanie zakończyło się w miejscu, w którym byliśmy chyba w zeszłym roku.Nie chcieliśmy pchać się do lasu bo psy byłyby całe w błocie, a poza tym dziadek mógłby oponować.


Dziadek padl na pysk

Nasz chaotyczny spacer zaprowadził nas do kawiarni na lody, gdzie również zostaliśmy mile obsłużeni, psy również;)
Świeradów się rozbudowuje.Powstają ogromne hotele, pensjonaty - giganty.Każdy kawałek ziemi zabudowany.Trochę to przerażające.Mnóstwo Niemców i mam wrażenie, że to do nich skierowana jest większość ofert turystycznych - napisy w języku niemieckim.

Na obiad trafiliśmy do Czarnego Potoku.Obsługiwała nas bardzo miła pani, chyba Rosjanka, miłośniczka psów, więc było o czym rozmawiać.Jedno z nielicznych miejsc, w którym mogliśmy zjeść coś więcej niż ruskie pierogi: pierogi z ziemniakami, z soczewicą, wiśniami - mniam,naleśniki po izersku, naleśniki na słodko itd.Bardzo fajnie miejsce i jeszcze pewnie tam wrócimy;)

Tak sobie dzisiaj pomyślałam,że mamy szczęście do ludzi.Spotykamy się z życzliwością i pomocą.
Nasze psy są witane równie mile jak my.Jesteśmy obsługiwani kompleksowo:):)
Nieważne gdzie jesteśmy, ważne by umieć się cieszyć z tych małych rzeczy.Życzliwi ludzie, piękne widoki, nawet ulewa nie psuje humoru bo przecież lepsze to niż upał;)

Odpoczywam.Mamy do dyspozycji leżaki, koce.Można położyć się pod kasztanowcem i patrzeć w niebo lub usadowić się w leżaku i patrzeć na góry.Nie muszę zdobywać szczytów.


Jutro..nie wiem.Na pewno coś!

Pozdrawiam Tangerina;)

czwartek, 9 sierpnia 2018

Świeradów. Dzień pierwszy.

Jakos nie mialam nastroju. Najchetniej zostalabym w domu jak nigdy. Cos ostatnio mam głowę pelna czarnych mysli, jakbym sie z kims na glowy pozamieniala. Moze to efekt nieuchronnego konca wakacji. Nie do konca wiem o co chodzi i moze lepiej nie wiedziec.
Jestesmy w urokliwym miejscu. Idealnie w naszym klimacie. Vege jedzenie, wnetrza wypelnione spokojem, cisza, niemalze medytacja. Psy maja gdzie pobiegac, my gdzie wyciszyć myśli. Dom XVIII wieczny, rownowaga drewna i kamienia, jak lubie. Pomieszczenia jasne i przestronne. Brakuje mi kilku rzeczy ale to nieistotne.Banalne ale mam wszystko inne..



Pozdrawiam Tangerina;)