
3/15/2020
Wypad za miasto
Zostaliśmy skierowani na przymusowe wakacje.Czy jestem szczęśliwa?I tak i nie.
Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie ciężkie.W pracy zaczęłam zachowywać się bardziej asertywnie, a jak wiadomo przełożeni niespecjalnie to lubią.Nikt nie mówił,że wiosłowanie pod prąd będzie łatwe.Mam do wyboru albo być grzeczna albo w zgodzie ze sobą.
Zaczynam dojrzewać do zmiany.Postanowiłam,że jak się nic nie zmieni, poszukam sobie innego miejsca pracy.Czuję,że jestem sama na wojnie.Po rozmowach z moją psycholog wiem,że mój bunt jest uzasadniony, a warunki w których pracuję są skrajnie trudne zarówno dla mnie jak i dla dzieci.
Coś się zmieniło.Udało nam się wpłynąć na dyrekcję w jednej kwestii, więc mam nadzieję,że jakieś zmiany są możliwe ale nie zmienia to faktu,że warto mieć plan B.Przeglądam ogłoszenia, zaczynam aktualizować swoje cv. Przestudiowałam strony kilku szkół wiejskich.Sytuacja nie jest kolorowa.Większość nauczycieli pracuje na kilku stanowiskach, a o cały etat nie jest łatwo.
Muszę na spokojnie wszystko przemyśleć by nie robić za dużej rewolucji bo mogę jej później nie dźwignąć.Szukając domu zwracałam uwagę by miejsce było dobrze skomunikowane z moim miejscem pracy.Teraz odpuściłam ten pomysł.Jak widać,może okazać się,że tą pracę zaraz będę musiała zmienić.
W zeszłym tygodniu miałam nieprzyjemną rozmowę z rodzicem.Chyba pierwsza moja ,,awantura".
Byłam z siebie dumna,że nie dałam się sprowokować choć czułam,że w środku kipi.
Jakby tego było mało dyrekcja stała się świadkiem całej sytuacji.Jeszcze kilka lat temu przeżywałabym tą historię po powrocie do domu i analizowała każde słowo.Tym razem postanowiłam to zostawić za drzwiami.Nie wiem czy się starzeję,czy ta szkoła emocjonalnie mnie impregnuje.Już się nie poświęcam, dbam o siebie i czas spędzony w pracy.
Jeśli chodzi o dom, to nic nie znaleźliśmy.Oglądaliśmy piękny, stary dom ale koszmarnie zaniedbany.
Oczywiście właścicielką okazała się kolejna nauczycielka;)Trochę, a nawet bardzo bym się wstydziła pokazywać dom w takim stanie.Bałagan był ogromny, plus zdechłe myszy na podłodze.
Dom sam w sobie z ogromnym potencjałem ale cena i stan zupełnie poza naszymi zainteresowaniami.
Dostaliśmy zaproszenie do Wierzchowic.Wyjeżdżamy jutro.Cieszę się bo wszystko zaczyna się rozwijać, a wiosna w Dolinie Baryczy jest jedyna w swoim rodzaju.
Jedzenie kupimy na miejscu u Pani Joanny. Unikamy zbiorowisk, zaopatrujemy się w dobrą literaturę i komputer.Jak już musimy to spędzimy ten czas pożytecznie w izolacji:)
Może uda nam się pojeździć i poszukać chałupy.
Psy się wybiegają.W agro będziemy sami, więc luksusowo:)
Czekamy na decyzję Zusu w sprawie mojego męża.Miał komisję ale pani dr nie była laryngologiem,wiec nie podjęła decyzji (swoją drogą po co zwoływać komisję,która i tak skazana jest na fisko).Skierowano go do laryngologa, który stwierdził,że jego zdaniem powinien zostać w domu jeszcze pół roku.Zasiłek mu się dawno skończył, więc czeka nas kolejna przeprawa.Jaka będzie decyzja, kiedy dostanie jakieś pieniądze, nikt tego nie wie.Zus czeka teraz kolejne wyzwanie związane z wirusem.Coś czuję,że nastąpi paraliż tej instytucji, która już teraz ledwo zipie.
Poza tym skróciłam włosy i pofarbowałam je na rudo.Jestem gotowa na nowe!
Pozdrawiam Tangerina;)