Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

1/20/2022

Dziwne czasy

Nie wiem czy też tak macie ale ten czas jest dla mnie jakiś mocno dołujący. Może to zimno, może sytuacja polityczna, może to, że czuję iż moje życie jest ciągle w jakimś zawieszeniu?  
Chyba mi ostatnio źle ale pocieszam się, że to minie jak długa zima.
Jak dobrze pójdzie, to dom uda nam się obejrzeć podczas ferii. Starszy pan nadal w szpitalu.
Czuję jak nigdy, że na wiele spraw nie mam wpływu. Priorytetem w tym roku jest dla mnie kupno domu.
Chciałabym mieć w końcu swój kąt.
Studia paradoksalnie dodały mi energii. Mam wrażenie, że jak uczę się czegoś nowego, to łatwiej mi zrozumieć rzeczywistość. Czasem czuję się jakbym znowu była w podstawówce. Na ostatnich zajęciach pani tak nas maglowała, że przypomniały mi się czasy szkolne:)Jest dużo ciekawych przedmiotów. Odświeżyłam sobie trochę wiadomości, uzupełniłam je o nowe spojrzenie na pewne rzeczy.
Jest ciężko jeśli chodzi o natężenie zajęć ale nie żałuję. Warto było!

Niecierpliwie czekam na wiosnę..
Pozdrawiam Tangerina;)
Praca, praca, praca

10/10/2021

Praca, praca, praca

Kwestia domu zawieszona. Myślę, że udam nam się go zobaczyć dopiero pod koniec października.
Mam nadzieję, że właścicielka się nie rozmyli bo my zawiesiliśmy poszukiwania.
Zostaje kwestia rozwiązania poprzedniej umowy. To trochę potrwa bo właściciel potrzebuje pełnomocnictwa żony, a ta gdzieś przepadła. Niby zakończyliśmy tę sprawę, a okazuje się, że może być jeszcze problem.
Nie tęsknie za tym domem. Nie mam poczucia straty. Czasem myślę, że to była dobra lekcja cierpliwości i pokory. Ten dom kupi ktoś kto ma gotówkę , inaczej spotka go to co nas w zderzeniu z bankami.

Praca zajmuje cały mój czas. Rano jest spokojnie, zaczyna się meksyk jak zaczynam pracę z 7 latkami.
Miałam ostatnio kilka kryzysów zawodowych. Wracałam do domu i zastanawiałam się czy jestem dobrym pedagogiem. Trudno okiełznać 24 uczniów dla których szkoła to nowe miejsce. Już chyba nie mam tyle cierpliwości co kiedyś, czy ja w ogóle ją kiedyś miałam;) Jest coraz więcej uczniów z opiniami i orzeczeniami. Rodziców nie można zmusić do zmiany szkoły ani do dostarczenia opinii z poradni.
Często jest to ze szkodą dla dzieci, które wymagają pomocy drugiego nauczyciela. Mam w grupie chłopca, który nie rozumie prostych poleceń. Współpraca z mamą jest słaba.
Coraz wyraźniej widzę ułomność tego systemu. Dzieci nie nadążają za programem. W starszych klasach sprawdzian za sprawdzianem. Młodzież ma myśli samobójcze i nie radzi sobie z ogromem materiału i wymaganiami. Oczywiście dostaje się nauczycielom, choć to oni domagają się odchudzenia podstawy programowej i odbiurokratyzowania szkoły.
Zaczynam dostrzegać minusy tej szkoły. Nauczyciele są strasznie sztywni, atmosfera jest zimna. Brakuje mi żartów. Jedyna osoba z którą mogę pożartować to woźna. Nauczycielki się nie uśmiechają. Heloł, to szkoła podstawowa. Moje podejście do uczniów znacznie różni się od podejścia innych nauczycieli. Jakoś ciężko mi się odnaleźć. Gdy pracowałam na pół etatu, nie miałam czasu przyjrzeć się temu wszystkiemu. Na pewno pracuje mi się lepiej bo mam jasny zakres obowiązków i nikt nie stoi mi nad głową. Staram się robić swoje i za bardzo się nie przejmować. Staram się nie buntować, choć to trudne. Wiem, że w żadnej szkole nie jest idealne. Staram się wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafię i wspierać młodych nauczycieli bo wiem jak trudne są początki.

Dwa razy już musiałam spotkać się z rodzicem ucznia. Na szczęście współpraca układa się bardzo dobrze. Myślę,że jeśli mamy na celu dobro dziecka i wzajemnie się nie obwiniamy, mamy szansę rozwiązać problem. Często nauczyciel nie zna sytuacji rodzinnej dziecka, która może być powodem zmiany jego zachowania. Świetlica to często miejsce, w którym ujawniają się konflikty między dziećmi, ,,walka o władzę w grupie" i wiele innych, których nie widać na lekcjach. Często muszę to tłumaczyć rodzicom bo słyszę, że na lekcjach pani nie ma z nim/nią problemów. Ano nie ma bo dziecko wykonuje zadania, siedzi w ławce kilka godzin, a świetlica to czas zabawy i swobody.
Są dni kiedy mam dosyć. Są dni kiedy mój kruchy uczeń rozbawia mnie do łez i nie chcę innej pracy.
Jedno jest pewne, że dopiero tutaj czuję się wychowawcą, jestem w relacji.


P.S Polecam serial Na skraju! - Netflix












 Pozdrawiam Tangerina;)

9/26/2021

Historia pewnego domu

W zeszłym roku zapytaliśmy pewnej kobiety czy nie chciałaby czasem sprzedać swojego domu (jestem w nim zakochana od lat). To był zupełny spontan i spodziewałam się, że zaprzeczy.Ona ku naszemu zdziwieniu odpowiedziała, że tak ale na pewno nie na tę chwilę. Czekaliśmy, podjeżdżaliśmy pod dom i wrzucaliśmy jej wiadomości do skrzynki:)Bez odzewu. Gdy już byliśmy w trakcie załatwiania kredytu, ta kobieta zadzwoniła. Powiedzieliśmy jak wygląda sytuacja, że już nie jesteśmy zainteresowani. Byłam zła. Ten dom podoba mi się od tak dawna i żałowałam, że tyle zwlekała.
Gdy posypała nam się transakcja od razu do niej zadzwoniliśmy czy nadal chce sprzedać ten dom.
Okazało się, że jeszcze go nie wystawiła na sprzedaż! Umówiliśmy się na oglądanie wnętrza pod koniec października bo właścicielka jest za granicą. Dom jest przepiękny! Położony w sercu Doliny Baryczy, przy wejściu do lasu. Brak bliskiego sąsiedztwa, zadbany, do zamieszkania i w naszym budżecie ( Pani powiedziała, że się dogadamy) Już chyba nic nie jest w stanie mnie do niego zniechęcić. Obiecałam sobie, że teraz będzie spokojniej. Dopóki nie podpiszemy umowy nie będę nic planować i opisywać szczegółów na blogu. Może ten dom na nas czekał?
Wygląda na zabytkowy ale właścicielka twierdzi, że nie jest zabytkiem i już to sprawdziliśmy.
Teraz gdy mamy większy wkład więcej banków wchodzi w grę. Bałam się tylko zdolności bo teraz spłacam pożyczkę, więc moje dochody się zmniejszyły. Doradca twierdzi, że nie będzie problemów z kredytem. Najważniejsze, że dom nie jest zabytkowy:) 

Wszystko zaczyna się układać. Mojemu mężowi przedłużyli świadczenie do końca roku. W październiku zaczyna rehabilitację. Raz w tygodniu musi stawić się u logopedy. Teraz sobie myślę, że ciężko by mu było wydostać się ze wsi na te ćwiczenia.
Tamten dom strasznie nas wymęczył. Pod koniec już miałam wszystkiego dosyć. Nawet już nie chciałam tam jeździć. Najbardziej żal mi ludzi, których tam poznałam.
Z perspektywy czasu myślę, że dobrze się stało. Najbardziej przeszkadzał mi tam hałas i to, że spacer z psami był koszmarem. W każdym prawie domu był pies, więc cały czas musiałam się szarpać z Inką bo dostawała szału.
Bank potraktował nas okropnie i będę omijała go szerokim łukiem. Mam jeszcze wiarę i nadzieję.
Nie napalam się i czekam na rozwój wydarzeń.

Dziękuję za komentarze i maile:) Czuję Wasze ogromne wsparcie. Dziękuję!
 Pozdrawiam Tangerina;)
Wieści

8/24/2021

Wieści



Dom.
Trudno coś napisać w temacie domu bo sytuacja jest dynamiczna. Gdy już nastawiłam się, że wprowadzamy się w październiku do tego co jest, zadzwonił człowiek od remontu z informacją, że zwolnił mu się cały październik i czy się decydujemy. Przypomnę, że nadal nie jesteśmy właścicielami domu;) Bierzemy ten termin, choć teraz nasza koncepcja legła w gruzach. Myślałam, że szukanie materiałów budowlanych zostawiamy na wiosnę, a teraz trzeba będzie się tym zająć.
Pojawiło się kilka zonków. Lodówka, którą sobie wybrałam otwiera się na prawą stronę, więc musi zmienić lokalizację w kuchni ( można kupić lewą ale koszt wzrasta o kilka tysięcy).Zmywarka też nie wejdzie tam gdzie miała być, nie mówiąc już o pralce. W sobotę miałam doła. Nie dość, że moja koncepcja kuchni całkiem się posypała, to chyba dotarło do mnie, że przyjdzie nam mieszkać do wiosny w  trudnych warunkach (w sobotę padła propozycja remontu). Zaczęło mnie wszystko tam wkurzać i już nawet zaczęłam myśleć czy my dobrze robimy pakując się w ten dom.
Potem zaczęłam szukać dobrych stron tej sytuacji i nawet jedną znalazłam, a może dwie:)
Zacznę sobie na spokojnie nową pracę bez stresu i wprowadzimy się do czystego, wyremontowanego domu. Może jak zaczniemy go urządzać powróci radość i ekscytacja. 
Kupiliśmy stary, drewniany fotel bujany w Poznaniu zdalnie i musieliśmy po niego jechać. Ledwo zmieścił się do auta:)Musimy chyba trochę zbastować z zakupami klamotów póki nie będziemy wiedzieli co gdzie wstawić. Z utęsknieniem czekam na posprzątanie działki. Mam dosyć przedzierania się przez trawę sięgającą uda. Chciałabym już zobaczyć jak wygląda sytuacja i co gdzie posadzę.
Zastanawiam się nad oknami. Na początku myśleliśmy o surowym  drewnie, teraz nie wiem czy jednak białe nie będą wyglądały lepiej.
Wody nadal nie mamy, więc targamy ją z domu. Dopiero jak  kupimy dom, ktoś z gminy odkręci nam wodę. Korniki usypały nam mały kopiec na materacu. Nie próżnują. Póki co nic nie możemy wstawić nic drewnianego do chałupy. Musimy poczekać na usunięcie drewnojadów.
Nadal nie wiem co z łazienką. Mam nadzieję, że pomysł urodzi się w trakcie bo zmieniam koncepcję co tydzień.
Wizyta w banku 3.09. planowana:);) ,choć nie miałam nie planować :D









Praca.
Mam rewelacyjne godziny pracy: 6.50 - 11.35. Kierowniczka zaproponowała mi dodatkowe pół etatu. W sumie byłabym chętna bo praca w jednej szkole ale to nic pewnego. Podobno będzie mało dzieci, więc się nie zajadę. Czuję, że dobrze zrobiłam zmieniając pracę. Ta odmiana dobrze mi zrobi.
Może nie będzie idealnie ale jestem pełna optymizmu.
Wakacje uznaję za zakończone:)

Pozdrawiam Tangerina;)



Pierwsze wrażenie i pierwsze strachy

7/11/2021

Pierwsze wrażenie i pierwsze strachy


Wróciliśmy w piątek. Chyba najbardziej brakowało mi bieżącej wody i porządnej kąpieli.
Moje włosy w dotyku sprawiały wrażenie utytłanych w wapnie. Pierwsze co zrobiłam po powrocie to była kąpiel. Kolejna to nawodnienie bo woda była tam mocno deficytowa;)
W ciągu czterech dni zużyliśmy 60 l wody do kąpieli, picia, mycia garów i przygotowania jedzenia. Myślę, że to całkiem niezły wynik. Nie powiem, że było łatwo. Raz mieliśmy do wyboru umyć zęby czy zostawić wodę na poranną kawę:) Kąpiel w małej misce też była wyzwaniem dla mnie, a co dopiero dla mojego męża. On chyba lepiej zniósł te niedogodności. Kiedyś mieszkał na sqacie, więc takie warunki dla niego to żadna nowość. Ja wróciłam wspomnieniami do lat najmłodszych. Do 7 r.ż mieszkałam w podobnych warunkach. Woda była grzana na piecu, a kąpaliśmy się w miskach.
Odpaliliśmy piec w kuchni. Działa. Nawet zagrzaliśmy na nim wege kaszankę:)
Bardziej obawiałam się o komin. Nie wiedzieliśmy czy jest drożny.
Ostatnia noc. Burza jakiej dawno nie widziałam. Zaczęło walić już wieczorem i nie przestało do rana. Inka szalała. Senior z racji tego, że już głuchy spał jak zabity, choć to o niego najbardziej się obawiałam.
Nie lało się na głowę, choć dach przecieka w jednym miejscu. Myślałm,że będę się bała ale było o niebo lepiej niż w namiocie.
Ostatniej nocy dotarło do mnie, że to się dzieje naprawdę. Zamykam pewien rozdział i nie ma powrotu. Przez głowę przelatywało mi mnóstwo strachów: auto się zepsuje i nie dojadę do pracy, nie zdążymy z remontem i będziemy mieszkać w syfie i chaosie, daleko do lekarza, weterynarza itd.
Myśli pojawiały się i odpływały. Wiem, że wrócą ale nie żałuję tej decyzji.
Siedzieliśmy całymi dniami i czytaliśmy. Pierwszego dnia nie mogłam się skupić. Obserwowałam życie w trawie:) Trawę mamy jak na łące, więc pojawiały się motyle w różnych kolorach. Na nasze lipie przed domem wiła gniazdo para gołębi. Znosili co chwilę jakieś gałązki. Czas płynie inaczej, wolniej. Nawet kosiarki mnie nie wkurzały bo wiem, że tam ludzie robią to bo fatycznie trawa urosła, w mieście często z nudów gdy urośnie o centymetr. 
Przeraża mnie trochę ruchliwość ulicy przed domem. Na szczęście wejście mamy od podwórka, a teren jest ogrodzony drewnianym płotem. Psy są bezpieczne. Senior na początku nie wchodził do domu i do stodoły. Przekonał się jak musiał spać w domu. Inka instaluje się w korytarzu, gdzie jest jej chłodno.


Pewnego dnia do sąsiada przyszedł jakiś człowiek. Leżałam sobie na hamaku w stodole i słyszę monolog:
Ale trawę to mają. Jakby dobrze zapłacili to bym skosił kosą. Tam ktoś wisi na hamaku. Nogi widać.
Sąsiad nic nie komentował ale gość się nie krępował:) Śmieszne to było i chyba czas się do tego przyzwyczaić, że to inna mentalność.
Panie, trawy nie skosimy bo to nie nasze!

Przeraża mnie ten remont. Jeszcze nie wiem czego chcę. Nie wiem czy starczy nam kasy. Obawiam się czy zdążymy do września. Potem sobie myślę, że zamartwianie nic mi nie da, muszę to puścić.
Teraz najbardziej czekam na akt własności i wygolenie działki bo chcę zobaczyć jak to wszystko wygląda.
Jutro jedziemy znowu. Może uda się coś posprzątać.



Pozdrawiam Tangerina;)
Jestem zmęczona

6/17/2021

Jestem zmęczona

Smutny pan dokonał pomiarów i czekamy na wynik. Jako, że pracuję od rana do wieczora mój mąż musiał zabrać się z tym panem na wieś. Droga przez mękę. Czterdzieści minut pan nie wydusił z siebie słowa. Mój mąż gaduła umęczył się okrutnie. Już nawet nie chciał żeby go odwoził do domu hahaha:)Niech się cieszy, że to nie było 250km:)
Ten człowiek okazał się zupełnie nieczuły na nasz dom. Nie zaskoczył stan budynku. Chyba nic go nie zaskoczyło no chyba, że trzyma na wodzy emocje jak wytrawny jeździec.
Obiecał do jutra wysłać swoje obliczenia bankowi. Podobno bank nie dał mu żadnej dokumentacji oprócz wyliczeń kosztów remontu. Ręce opadają. Musimy uzbroić się w cierpliwość.

W szkole cyrk. Dzieci rozsadza energia i nie jest ona pozytywna. W szkole, do której przejdę ilość konfliktów jest porażająca i zastanawiam się czy dobrze zrobiłam (zrobiłam dobrze bo tam nie wytrzymam dnia dłużej). To już jest inny stopień wtajemniczenia. Z jednej strony czuję, że w końcu mogę być wychowawcą, z drugiej mam poczucie, że ktoś po drodze nawalił i dzieciaki nie potrafią sobie poradzić, a ja sprzątam, gaszę pożary i to tyle.
Mam grupę, której wychowawczyni była często na zwolnieniach. Na to nałożyła się pandemia, plus mocne charaktery. Nie ma dnia, żeby ktoś nie płakał, ktoś kogoś nie przezwał, dokuczył, uderzył.
Te dzieci są ze sobą od przedszkola i moim zdaniem to stanowczo za długo.
Wczoraj dzieciak dostał kamieniem w twarz. Na szczęście nic się nie stało ale mnie zmroziło. w 3 klasie dzieciaki nie rozumieją konsekwencji swojego postępowania, zacierają się im granice i często je przekraczają, nie znają pojęcia własności i prywatności, szacunku dla odmiennego zdania i upodobań.
Najbardziej przeraża mnie celowe, z pełną premedytacją sprawianie innym przykrości.
Zasugeruję dyrekcji rozdzielenie tej klasy bo za rok ktoś sobie z nimi nie poradzi. Rodzice kilku uczniów również zastanawiają się nad zmianą klasy, a nawet szkoły.
Przyszły rok będzie dla mnie ogromnym wyzwaniem. Czekają mnie inne problemy niż z maluchami. Dojrzewanie, pierwsze miłości, telefony itd. Chcę zobaczyć czy podołam. Jak nie zawsze mogę poszukać czegoś innego;)Jeszcze tydzień..

P.S wtrzymali pożyczki szkolne. Nie przyjmują wniosków do odwołania. Załapałam się na ostatnią;)Mam nadzieję, że nie zabrałam całej kasy jaka była do rozdysponowania.





Pozdrawiam Tangerina;)
Dziwne zwroty akcji

6/13/2021

Dziwne zwroty akcji



Byliśmy dziś na wiosce. Spotkaliśmy się z człowiekiem, który zajmuje się porządkowaniem działek - koszenie, wycinka itp. Wycenił pracę na tysiąc złotych. To chyba niezbyt wygórowana cena, więc raczej się zdecydujemy jak w końcu to kupimy. Gość jest miejscowy, więc daleko nie ma;)
Musimy to ogarnąć bo sumaki opanowały teren. Rozrastają się jak szalone. Jest mnóstwo małych akacji, których też się chcemy pozbyć. Poza tym dzikie jeżyny i mnóstwo innych chaszczy.
Dopiero jak uporamy się z trawą po pas, zaczniemy planować co gdzie posadzić jesienią.
Marzy mi się kilka drzewek owocowych, podwyższane grządki. Chcę żeby było dziko, wiejsko, kolorowo.

Dzisiaj trochę pozamiatałam chałupę. Oczami wyobraźni widzę ten dom jak już będzie zrobiony. Nowe -stare tynki, drewniane sufity i podłogi, w kuchni murowane szafki, ceglana podłoga. Nie będzie od linijki, nie będzie gładko. Chcę żeby ten dom zachował swój charakter. Ma być prosto i wiejsko.
Teraz tylko czekać. Nic innego nam nie zostało.
Jutro mój mąż spotka się na miejscu z analitykiem. Pokaże mu jak wygląda nasza chałupa, gdzie praktycznie nie ma kuchni i łazienki. Nie ma ogrzewania, dach przecieka. Zobaczymy na ile on wyceni remont. Liczę, że do końca czerwca będzie wiadomo co i jak.
Właściciel ma anielską cierpliwość, że znosi ten cyrk i cierpliwie czeka.
Wkurza nas pośredniczka bo mimo tego, że nie ona jest stroną i nie mamy z nią podpisanej umowy, ciągle coś na nas wymusza i ma pretensje, że to tak długo trwa.

Pamiętacie jak pisałam o pożyczce z pracy. Już o nie zapomniałam. Złożyłam wnioski ale po tym jak mi pani kazała przynieść aktualną umowę i stwierdziła, że nie ma pieniędzy w kasie nawet na nią nie liczyłam. Jakie było moje zaskoczenie, gdy w piątek na koncie pojawiła się spora sumka.
Okazało się, że dostałam pożyczkę! Byłam lekko przerażona. To miała być kasa, gdybyśmy nie dostali na remont. Teraz dostaniemy na remont, plus pożyczka i rata zaczyna puchnąć.
Wpadłam w lekką panikę ale później zaczęliśmy liczyć i stwierdziliśmy, że może w ten sposób uda się już ruszyć stodołę na tyle, żeby wiosną już wynajmować dom. Najgorsze będą najbliższe miesiące. Jak przyjdzie nam płacić za wynajem, opłacać kredyt i pożyczkę, to może być ciężko. Musimy się jak najszybciej stąd wynieść.

Karuzela się kręci. Muszę cierpliwie czekać aż się zatrzyma. Mam nadzieję, że na dniach napiszę, że meta przekroczona:)





Pozdrawiam Tangerina;)
Już za parę dni

5/30/2021

Już za parę dni




Podpisałam wypowiedzenie. Zaczyna się kolejna przygoda w moim życiu. Mam lekkiego cyka ale to raczej dreszczyk emocji związany z nieznanym niż strach. Kończę przygodę z maluchami, zaczynam z dzieciakami, które mają już swoje zdanie i nie zawahają się go wyartykułować:)
Mam teraz dziewczynkę w grupie, która kontestuje dokładnie wszystko. Jest w ciągłej kontrze. Szukam sposobu by ją odczytać i jest to dla mnie ogromne wyzwanie. W końcu coś się dzieje. Szukam odpowiedzi, szkolę się, czytam. Zaczęło do mnie docierać, że ten system jest chory. Na szczęście teraz będę miała więcej swobody i w większym stopniu będę miała wpływ na to jak pracować z dziećmi.
Zastanawiam się dlaczego tak długo tkwiłam w tym miejscu. Dlaczego zgadzałam się na to wszystko?
Dopiero jak wyszłam poza, dotarło do mnie, że może być inaczej i ja chcę inaczej!

W pracy czuję się trochę jak zgniłe jajo. W sumie często się tak czułam ale teraz mam wrażenie, że już nie jestem z ''nimi". Zawsze czułam się inna ze swoimi przekonaniami, wartościami, sposobem życia. Czuję, że opuszczam środowisko, które mi o tym przypominało na każdym kroku. Najbezpieczniej być jak inni, żyć jak każdy, mieć podobne zdanie na każdy temat. Tylko czy to jest prawdziwe życie? Czy to życie jest moje? Ciało wie, kiedy robimy coś wbrew sobie.
A propos ciała. Dostałam skierowanie na histeroskopię zabiegową. Rozpatrzyliśmy z lekarzem trzy opcje: spiralę, usunięcie mięśniaka, usunięcie macicy.
Pierwsza opcja usuwa problem krwotoków ale nie zatrzyma wzrostu mięśniaka, druga to mniej inwazyjna od trzeciej i może pomóc gdy lekarz stwierdzi, że da się to usunąć, trzecia to już ostateczność.
Oczywiście nigdzie na razie nie robią zabiegów. Mogą stwierdzić, że mięśniak jest za mały i każą mi przyjść za dwa lata jak dostanę anemii. Planuję w piątek podjechać na Kliniki i spróbować się wbić z badaniami do lekarza bo podobno jest taka opcja. Zobaczymy.

Pies zdrowieje. Zmiana karmy, proszek dodawany do karmy daje efekty. Na razie zrezygnowaliśmy z kroplówek. Weta każde się na razie wstrzymać póki nie ma pogorszenia. Nie ma sensu go stresować.

Za tydzień podpisujemy umowę. Trochę mamy padaczkę ze wkładem ale spróbujemy się z nimi dogadać, że wpłacimy jak dostaniemy kasę na remont. Małe kłody, które uda się przeskoczyć mam nadzieję;)

Dawno nie było muzyczki:) Ostatnio mało jej w moim życiu i muszę to zmienić!
Ten klip rozmiękcza mnie jak ciepłe mleko płatki. Gdyby tak każdy z nas..



Bliżej niż dalej!

5/12/2021

Bliżej niż dalej!



Mamy wstępną wycenę. Myślałam, że będzie gorzej. Problemem jest czas. Panowie nie wyrobią się do końca czerwca. Jestem lekko zawiedziona ale trudno. Podobno sołtys ma coś do wynajęcia;)

Pomysł był taki, żeby zrobić na razie tylko dół - sypialnia, kuchnio - salon:) , pokoik przechodni, korytarz, łazienka, resztę kasy przeznaczyć na rozpoczęcie remontu w stodole. Doszliśmy jednak do wniosku, że rozgrzebiemy wszystko po trochę i w sumie nic nie będzie zrobione jak trzeba.
Podjęliśmy decyzję, że nie wymieniamy dachu. Oczyścimy go z mchu i zrobimy sypialnię na poddaszu.
Okna na razie zostawiamy. Jedno zostało mi w ręku jak je otwierałam:) ale mam nadzieję, że uda się to jakoś naprawić.
Przysuniemy chyba ścianę łazienki, żeby uzyskać w niej okno z korytarza:)
W korytarzu i częściowo w kuchni położymy ceglaną podłogę. Tynki będą najprostsze, nierówne. 
W pokojach drewniane podłogi. Do ogrzewania posłużą nam piec kuchenny i kominek. 
W łazience chcemy zrobić kabinę bez brodzika oraz położyć matę grzewczą na podłodze.
Sufity czyścimy, zabijamy żyjątka i kładziemy olej.
Taki wstępny plan działania:)

Byliśmy tam w poniedziałek. Jest cudownie, zielono! Widzieliśmy ten dom już jesienią, zimą a teraz wiosna wystrzeliła kolorami. Przed domem mamy bez. Uwielbiam!
Siedzieliśmy i gadaliśmy przed domem kilka godzin. Nie chciało się jechać do domu!
Ptaki śpiewały, słońce zachodziło..
Wiem, że idealizuję to miejsce ale ten kawałek trawy na którym siedziałam dał mi tyle szczęścia!

Zastanawiam się jak się tam zainstalować, żeby spędzać tam np. weekendy do momentu rozpoczęcia remontu. Mycie w misce ostatnio przerabiałam bo zepsuł nam się piec w mieszkaniu, więc mam namiastkę wiejskiego klimatu;)










Pozdrawiam Tangerina;)

5/08/2021

Ciekawość

Zupełnie inaczej mi się pracuje, wiedząc że za rok mnie tu nie będzie. Nic mnie już nie wkurza, nie walczę, czekam na koniec. Okazuje się, że moja kierowniczka idzie na emeryturę, więc chyba popsułam jej imprezę;) Będziemy odchodzić razem. Ciekawa jestem szopki końcowej:);)
Na radzie podsumowującej pewnie będzie pożegnanie nauczycieli, którzy odchodzą. Najchętniej bym nie poszła ale chyba źle by mi z tym było. Nie będzie przemówienia oskarowego;) Dziękuję, do widzenia!

Ciekawa jestem jak mi tam będzie. Zdaję sobie sprawę, że nie ma pracy idealnej ale czuję, że tam mam większy wpływ na to jak wygląda moja praca. W dużym zespole decyzyjność jest pozorna, odpowiedzialność rozproszona i w konsekwencji nikt za nic nie odpowiada, a ty musisz się tłumaczyć za innych. Tu wiem, że cała odpowiedzialność spoczywa na mnie i podoba mi się to!
Zastanawiam się jak mi pójdzie ze starszymi dzieciakami. Cieszę się, że w końcu będę mogła z nimi podyskutować, poruszać ważne tematy.

Postanowiłam odejść z zachowaniem 3 miesięcznego okresu wypowiedzenia. Jeszcze muszę podejść do mojej kadrowej bo może ma inny pomysł na odejście.
Dyrektor zapewnił mnie, że nie będzie robił mi problemów i pomoże we wszystkim.
W przyszłym roku będzie jeszcze więcej dzieci i mam wrażenie, że uciekam z tonącego statku.

W tygodniu musimy jechać na wioskę. Fachowiec zrobił nam wstępną wycenę.
Przeraża mnie szukanie płytek i takich tam po sklepach. Nie znoszę sklepowego szwędactwa!
Szkoda, że nie można tego zamówić przez Internet.
Najgorzej będzie z łazienką. Niby mam na nią pomysł ale właśnie się rozsypał gdy usłyszałam, że w starym domu lepiej położyć duże kafle;/ Najchętniej bym otynkowała i zostawiła.
Dobrze, że remont przypadnie na okres wakacyjny. Jakoś  mniej mnie to przeraża;)

Znalazłam na olx zdjęcie podobne do tego ze stodoły. To na portalu jest z 1913r.!
Identyczna karta ozdobna i stroje:)
Muszę wybadać kto tam mieszkał!



Pozdrawiam Tangerina;)
Ku lepszemu

4/22/2021

Ku lepszemu



Wyniki seniora się poprawiły. Mocznik z 39 spadł do 13!Stężenie kreatyniny we krwi również się obniżyło. Kroplówki działają. Niestety wygląda na to, że senior ma anemię. Ma niedobór jakiegoś enzymu, który będziemy mu musieli uzupełniać zastrzykami. Na razie schodzimy z kroplówkami do 3 tygodniowo plus zastrzyki, nowa karma, proszek dodawany do karmy. Jego stan wyraźnie się poprawił. Jest bardziej aktywny, na spacerze idzie coraz dalej. Ostatnio był taki słaby, że robił pół trasy i nie chciał dalej iść. Staramy się nadal spacerować z nimi oddzielnie. Nie możemy sobie poradzić ze ślizganiem się na panelach. Ani skarpety ani buty nie działają. Ostatnio zastałam go rano śpiącego w ziemi z kwiatów bo w nocy chyba nie mógł się podnieść i przewrócił doniczkę. Potem chciałam go podnieść to ogonem zrzucił komputer;/ Nawet jak go dźwignę to zaraz po wstaniu robi szpagat i historia zaczyna się od nowa.
Teraz jeszcze doszło gubienie sierści. ,,Wata cukrowa" lata po domu i musimy czasem odkurzać 2 razy dziennie. Zdarza mu się jeszcze załatwiać w domu. Jest ciężko ale w życiu bym tego nie zamieniła na dom bez psów! Mam już na oku staruszkę z fundacji ale musimy poczekać do przeprowadzki. Jak się uda zapewnić szczęśliwą starość jeszcze jakiemuś psu, zrobimy to. 

Wczoraj byliśmy na kontroli w Poznaniu. Na szczęście u męża wszystko ok. Mordeczka czysta:)
W zeszłym tygodniu był na komisji ale mamy pat bo rehabilitacji nie ma i lekarz w kółko mówi to samo, że powinien ją mieć. W Zusie wiadomo, czas oczekiwania na linii średnio trwa godzinę. Dalej nic nie wiemy ponadto, że mój mąż na dziś jest zdrowy.

Park Solacki Poznań 








Zaczynam się cieszyć domem. Szukam klamotów do kuchni. Wszystko będzie we wsiowym stylu:) Postanowiliśmy nie malować drewnianych sufitów. Oczyścimy je i potraktujemy olejem.
Podłogi trzeba będzie położyć od nowa. Trzeba wybrać drewno odporne na pazury psów.
Tynki chciałabym wiejskie, nierówne. Zastanawiam się nad ogrodem. Zupełnie się na tym nie znam. 
Coś tam czytam ale nie wiem czy to ogarnę. Na początek trzeba będzie chyba wykosić trawę, która rosła latami. W sobotę spotykamy się z naszym budowlańcem i mam nadzieje, że coś ustalimy bo zawsze pitolimy kilka godzin ale nie na temat:)

Nadal siedzę w domu. Nie wiem czy się cieszyć czy martwić. Chyba po prostu trzeba zaakceptować ten stan. Jeżdżę na dyżury, szkolę się i mam poczucie, że ten czas nie jest zmarnowany.
Cały czas myślę o tym, że muszę pogadać z dyr. Ciąży mi to strasznie i wiem, że mnie nie minie. 
Może na dniach uda mi się ustalić sposób rozwiązania umowy. Nikt nie wie, że odchodzę.

W poniedziałek idę na drugą dawkę szczepionki. Moja mama szczepi się 28 kwietnia, teściowa też na dniach. Zostaje tylko mąż i mam nadzieję, że jakoś sprawnie to pójdzie.
Bądźcie zdrowi!

 Pozdrawiam Tangerina;)
Złe i dobre wieści

4/16/2021

Złe i dobre wieści



Mam dwie wiadomości dobrą i złą.
Zacznę od złej.
Nasza psiura jest poważnie chora. To jednak nie jest zwykłe zatrucie. Badania wykazały podwyższony poziom mocznika we krwi, co oznacza problemy z nerkami. Organizm jest zatruty. Leczenie polega na podawaniu mu kroplówek codziennie. Mój mąż postanowił, że będzie mu je podawał w domu. Weterynarka go przeszkoliła i działa. Na całe szczęście on się zgłosił na pielęgniarza bo sposób podawania kroplówki podskórnie nie jest łatwy. Pies musi spokojnie leżeć, wbija mu pod skórę igłę i czeka aż kroplówka zejdzie. Na razie dostaliśmy pięć. PO podaniu wszystkich robimy kolejne badania i zobaczymy jak wygląda sytuacja. Już teraz widzę, że poprawił mu się stan nosa. Od jakiegoś czasu jego nos był suchy i wyglądał jak popękana, sucha ziemia. Teraz robi się wilgotny i gładki:) Zdajemy sobie sprawę, że zbliżamy się do tęczowego mostu. Nie będziemy przedłużać cierpienia psa, jeśli się okaże, że coś go boli i się męczy. Mamy już wszystko obgadane. 
Koszty leczenia są niemałe. Do tej pory wydaliśmy jakieś 1500zł a to nie koniec.
Leki, badania, kroplówki, zmiana karmy, wizyty itd.
Szkoda, że u nas dalej słabo działa ubezpieczenie czworonogów.






Teraz dobre wieści!
Uważajcie!Bank da nam i na chatę i na remont!
Jaja jakieś. Najpierw nie chcieli dać na wszystko, potem zgodzili się dać na dom, a na końcu jednak zdecydowali że dają na to i na to:) Czyli ten dom będzie nasz!
Dostanę dom na urodziny bo szybko licząc do końca maja powinniśmy zamknąć temat.
Za tydzień jedziemy spotkać się z fachowcami. W końcu mogę odetchnąć i zacząć coś planować:)
Planujemy wprowadzić się pod koniec czerwca jak już skończę przygodę z pracą. Wakacje tym razem  będą  pod lipą, a nie pod gruszą:)
Udało się!

Pozdrawiam Tangerina;)


To jeszcze nie koniec

4/07/2021

To jeszcze nie koniec




Na szczęście okazało się, że senior się struł. Ostatnio ciągle jadł ziemię ale myślałam, że w ten sposób się oczyszcza. Nie tym razem. Coś musiał zeżreć. Może jakąś trującą roślinę?
Lekarka, która miał dzień wolny postanowiła nas przyjąć.
Mamy na dzielnicy świetnych lekarzy, którzy potrafili nas przyjąć w środku nocy jak Lena odchodziła.
Podali mu kroplówkę i zrobili badania. Krew w porządku. Nerki nie bardzo ale to mógł być wynik odwodnienia. Wczoraj już było dobrze. Wieczorem zjadł pastę na zatrzymanie biegunki, a  potem zjadł normalnie mokrą karmę z antybiotykiem. Dziś znowu zawieźliśmy go na kroplówkę. Chcą mu też zrobić usg. Ulżyło mi, że to jednak zatrucie. Bałam się, że on już odchodzi. Lekarka powiedziała, że pies odchodzi długo, a biorąc pod uwagę jego ogólny stan to jeszcze nie to.

Jestem w podłym nastroju. Wszystko mnie wnerwia. Wczoraj złożyłam wniosek o pożyczkę szkolną i się zaczęło. Pani najpierw nie spodobało się, że podałam wyłącznie swoje dochody, potem, że na akcie notarialnym jest data 31 marca, a mamy już kwiecień, więc gdzie jest umowa przyrzeczona?
Zaczęłam jej tłumaczyć całą historię ale co to da. Jestem kolejnym wnioskiem, nie osobą z historią.
Na koniec usłyszałam, że nie ma kasy i wypłacają w kwietniu z wniosków z zeszłego roku.
Załamka. Dla mnie zawsze te pożyczki to był pewniak! Składasz wniosek i czekasz. Tutaj okazuje się, że wniosków jest bardzo dużo, a kasy mało.
To mnie załamało, a dobiła mnie informacja od doradcy, że bank znowu analizuje nasz operat bo coś im nie gra. Operat robiła nam osoba spoza banku i albo według banku zawyżyła wartość albo bank chce nam dać więcej niż obiecał, w co wątpię. Nie mam już siły. Nie sądziłam, że spełnienie marzenia to będzie droga przez mękę. Wychodzi na to, że możemy nie dostać kredytu, a jak go dostaniemy, możemy nie dostać pożyczki na remont. Pani oczywiście kazała donieść umowę przyrzeczoną do 11 maja ale co ja jej przyniosę, jak dopiero złożyliśmy wniosek o kredyt, a właściwie jeszcze go ponownie nie złożyliśmy bo czekamy na weryfikację banku.
Oczywiście wychodzi na to, że jestem oszustką, która chce wyłudzić pożyczkę przynosząc lewy akt notarialny, z którego się mogę wycofać i zgarnąć hajs! Rzeczywiście karkołomne przedsięwzięcie! 

Tracę nadzieję, brakuje mi sił i czarno to widzę. Gorzej być nie mogło. Mój optymizm się ulotnił jak Dżin z butelki. Może ten dom nie jest nam pisany? Wizja szukania od nowa mnie załamuje.
Dziś czuję,że się nie uda.
Pozdrawiam Tangerina;) 
Cykor

4/03/2021

Cykor



Wczoraj pojechaliśmy na wiochę. Była ładna pogoda, więc pootwierałam wszystkie okna by wpuścić trochę wiosennego powietrza. Postanowiliśmy zwiedzić trochę okolicę.
Niedaleko ,,naszej" chałupy jest świetlica, plac zabaw i siłownia. Sołtys się stara i to widać:)
Wioska wygląda na spokojną i mam nadzieję, że nie tylko wygląda.
We wsi jest sklep, prowadzony przez sołtysa. Mój mąż jak idzie tam na zakupy to przepada na ploteczkach:)Wszystko fajnie ale..
Zaczynam świrować. Dzieje się to samo co rok temu przy okazji domu w Osolinie. Mam cykora.
Mój mąż podchodzi do tematu zupełnie na luzie i w ogóle nie podziela moich strachów.
Na remont mamy dużo mniej niż zakładaliśmy, a w zasadzie jeszcze nawet nie mamy bo nie złożyłam wniosku o pożyczkę. Nawet jak uda nam się kupić ten dom, nasze plany się mocno komplikują ale oczywiście tylko ja tak myślę;)
Mieliśmy adaptować strych i wymieniać dach. Przy obecnej sytuacji nie wystarczy nam na to kasy.
Wystarczy nam na zrobienie dołu - łazienka, kuchnia, korytarz, pokoje. Pokoje to za dużo powiedziane. Zostaniemy tak naprawdę z jednym pokojem przeznaczonym na sypialnię, kuchnią w której będzie mały salon i pokojem przejściowym, w którym zmieści się łóżko, ewentualnie stolik i fotele.
Lekko mnie przeraża ta wizja. Wiem, że powinnam przyzwyczaić się do nowej sytuacji i nie jojczyć, że czegoś nie ma tylko zaakceptować to co jest. Może boję się trochę tej rewolucji?
Jestem zdecydowana na ten dom ale nie spodziewałam się, że to wszystko będzie się tak komplikować.
Moja miłość do stodoły kwitnie:)

P.S Polecam Wam serial Klangor i Q - nadchodzi burza -  o teoriach spiskowych i wojnie informacyjnej.

















Zmiany, niepokoje ale także nadzieje

3/22/2021

Zmiany, niepokoje ale także nadzieje

W sobotę byliśmy na wiosce. Pojechaliśmy do znajomej po jajka i zahaczyliśmy o nasz dom:)
Zaczęłam zamiatać i chatę wypełniła chmura kurzu. Poodsłaniałam okna i te pomieszczenia zrobiły jeszcze większe wrażenie. Oczami wyobraźni widzę ten dom po remoncie:)Będzie pięknie!
Kluczy na razie nie oddajemy bo właścicielowi nie są potrzebne, a nam się przydadzą. Jak się zrobi cieplej musimy spotkać się z fachowcem i zaplanować remont.

Sytuacja się skomplikowała (nic nowego). Jako, że nie dostaliśmy kredytu na remont, a Mbank odrzucił nasz wniosek w ogóle, musimy złożyć wniosek do Aliora ponownie. Wiąże się to z kolejnymi tygodniami oczekiwań na decyzję, choć ta została już wydana ale na inną kwotę.
Na początku byłam zła i zniechęcona. Nie mamy kasy na remont, wszystko się przeciąga.
Nagle mnie olśniło. Pożyczkę z pracy dostanę dopiero w czerwcu, więc wszystko układa się jak trzeba.
Jeśli teraz byśmy to kupili i tak nie moglibyśmy się tam wprowadzić bo nie mamy kasy na remont, a nasz człowiek jest zajęty, więc i tak tego remontu by nie zrobił. Płaciłabym za mieszkanie i ratę kredytu co by nas zrujnowało.
Sprawa z Aliorem to formalność bo oficjalnie zgoda na zakup jest. Załatwiłam już nowe zaświadczenia i złożymy wniosek w przyszłym tygodniu.
Właściciel zgodził się poczekać. W sumie nie ma wyjścia bo każdy inny klient będzie miał te same problemy co my, chyba że wyłoży gotówkę.
W umowie przedwstępnej widnieje data 31 marca. Jest to dzień, w którym powinniśmy podpisać umowę przyrzeczoną. Przeanalizowałam tą umowę i nie przewiduje ona żadnych konsekwencji przesunięcia terminu zakupu.
Tak więc czekamy. Opcja wprowadzenia się w czasie wakacji trochę mnie uspokoiła. Nie będę musiała dojeżdżać do pracy, mieszkając w totalnym chaosie:)

Teraz praca.
Postanowiłam odejść z mojej pierwszej, podstawowej pracy.
Dostałam propozycję pracy na cały etat. Początkowo ją odrzuciłam ale po namyśle i nieprzespanych nocach postanowiłam ją przyjąć. Na początku myślałam żeby w poprzedniej pracy wziąć niepełny etat a tu mieć cały. Jednak biorąc pod uwagę sytuację w pracy - chaos, przeludnione sale, brak możliwości zapewnienia dzieciakom tego czego potrzebują, postanowiłam odejść.
Jest mi trochę żal. Lubię tą szkołę i możliwości, które daje - realizację projektów, programów, szkolenia, podnoszenie kwalifikacji ale to za mało.
Mam porównanie. W końcu wiem ,że można. To jak w przemocowej rodzinie, dopóki w niej tkwisz, nie wiesz, że można inaczej. Nie dogaduję się z dziewczynami, którym pasuje obecny stan organizacyjny i nie widzą problemu. Ja nie mogę dalej pracować w miejscu, gdzie czasem nie wiem gdzie jest dziecko bo jest ich tyle, że fizycznie nie jestem w stanie go zlokalizować.
Moje prośby i apele nic nie dają. Jeśli nie mogę nic zmienić, muszę zmienić miejsce pracy.
Pracowałam tu 11 lat. Ciepła posadka, praca na stałe. Już mi to nie wystarcza. Chcę normalności, spokoju.
Mam wybór albo złożyć wymówienie w maju albo prosić o przeniesienie. Muszę zasięgnąć języka co jest dla mnie korzystniejsze.
Boję się owszem. Nie wiem jak będzie. Czy będzie gorzej? Być może ale chcę zaryzykować.
Umowę może dostanę na rok. Ryzykuję, że mogą mi jej nie przedłużyć. Liczę się z tym wszystkim.
Wiem, że może być różnie i nie tak kolorowo jak mi się wydaje.
Chcę spróbować. Gdy podjęłam tę decyzję poczułam się wolna! Mimo ładowania się w dwa kredyty czuję się silna. Dam sobie radę.

Szykują się życiowe rewolucje. Zmiana domu, zmiana pracy. Jestem tego ciekawa. Wiem, że dobrze robię, czuję to:)






Pozdrawiam Tangerina;)
Sprawy nabierają tempa

2/28/2021

Sprawy nabierają tempa


Byliśmy w chacie w czwartek z rzeczoznawcą. Będzie posiłkował się istniejącym projektem. 
Obiecał zrobić wycenę w nadchodzącym tygodniu. Nie wiem  czy uda mu się znaleźć jakąś nieruchomość do porównania. Sprawa nabrała tempa. Nasz doradca twierdzi, że jeśli dotarliśmy do tego etapu to jest dobrze. Starał się już o kredyt na zabytek i jego klienci nie dotarli nawet do pozytywnej weryfikacji wniosku.
Wczoraj pojechaliśmy zapoznać psy i z chałupą. Inka biegała jak szalona w kółko. Trzymamy klucze bo jeszcze czeka nas wycena Mbanku, no chyba, że Alior przyklepie nam to wcześniej.
Sołtys chce nas już wpisywać w przewodnik:) Szalony człowiek!Stwierdził, że ludzie mogą spać w stodole lub w namiotach:):) Ostatnio jakaś pani mi się kłaniała i poczułam się jak u siebie:) Poznaliśmy sąsiada. Jest kowalem i lekko przeraża mnie wizja walenia w kuźni;) Z drugiej strony mieszka profesor z wrocławskiej polibudy. Dom wygląda na wakacyjny.
Czas pędzi. Pod koniec miesiąca może już wszystko się rozstrzygnie.
Dowiedzieliśmy się, że człowiek od którego ci ludzie kupili ten dom umarł zaraz po sprzedaży. Oni się z kolei rozwiedli. Mam nadzieję, że tam nie ma jakiejś złej energii. Podkowy do góry!!!!:)

Wpadłam w jakiś marazm zawodowy. To ciągłe zamykanie i otwieranie szkół totalnie wybiło mnie z rytmu.







Pozdrawiam Tangerina;)
Czarne chmury

2/17/2021

Czarne chmury



Wniosek złożony ale może być różnie. Mamy 50% szansy na kredyt. Nie obyło się bez komplikacji.
Wywaliło mnie w Biurze Informacji Gospodarczej. Po ściągnięciu raportu okazało się, że figuruję tam z pożyczką sprzed 9 lat. Jeśli ktoś śledzi bloga to wie, że  ktoś na mnie wziął kilka pożyczek - chwilówek. No i to jest jedna z takich pożyczek. Temat jest zamknięty. Mam wyrok sądu, a poza tym sprawa jest mocno przedawniona. Pewnie jakiś jeleń to kupił i myśli, że jeszcze coś ze mnie wyciśnie. Tak czy inaczej temat trochę mnie zmroził.
Kolejnym problemem okazało się wygenerowanie wyciągów z konta. Niby banał, który załatwia się od ręki ale.. Walczyłam z tym tydzień. Po gorącej linii z konsultantami udało się po tygodniu rozwiązać problem. Ta walka o ten dom musi zakończyć się pozytywnie. Czekamy..

Przez kilka dni byłam na zwolnieniu. Dopadło mnie przeziębienie, a że czekam na szczepienie chciałam się porządnie wykurować. Szczepię się w piątek. Weekend idealnie nada się na ewentualne skutki uboczne szczepionki. Kilka osób ścięło.Dreszcze, wymioty, biegunka. Mam nadzieję, że mnie te rewelacje ominą.

Powrót do pracy po tak długiej przerwie jest ciężki. Męczy mnie hałas. Albo już jestem za stara albo czas zmienić pracę na cichą;)
Pozdrawiam Tangerina;)
Powoli do przodu

1/30/2021

Powoli do przodu



Mam już zaświadczenia o zarobkach i czekamy tylko na wyrys z gruntów, który załatwia właściciel. 
Myślę, że w przyszłym tygodniu będziemy mieli wszystkie niezbędne dokumenty by złożyć wniosek o kredyt. Jakoś podejrzanie dobrze wszystko się układa;)Okazało się, że jest dziennik budowy. Jest tam jakiś wpis co rozwiązuje największy problem. Nie musimy składać wniosku o pozwolenie na budowę i możemy przepisać projekt na nas. Tą sprawę załatwimy u notariusza przy umowie końcowej.
Pozostaje nam tylko uzyskanie pozwolenia konserwatora. Na szczęście na to czeka się tylko miesiąc. 
Plan jest taki. Dostajemy klucze pod koniec marca i powoli ogarniamy dół, tak by móc zamieszkać. Myślę, że w maju uda nam się już wprowadzić. 

Pośredniczka zaczęła nas nękać telefonami. Mój mąż się wkurzył. Umowa zawiera wszystkie terminy, więc jej poganianie podniosło nam ciśnienie. Sama nic nie załatwiła! Wisimy ciągle na telefonie by czegokolwiek się dowiedzieć. Wydzwaniamy to do starostwa, to do gminy. 
Ona twierdzi, że dba o sprawy swojego klienta, a ja twierdzę, że spieszy jej się do prowizji bo niczego się od niej nie dowiedzieliśmy. Zacznijmy od tego, że nie chciała nam pokazać domu o reszcie nie wspomnę.
Jeszcze od nas chciała wyciągnąć kasę za opiekę prawną hahaha, żart!
Teraz mamy numer do właściciela i sami mierzymy się z tematem co łatwe nie jest bo ciężko się czegoś od niego dowiedzieć.
Nasi budowlańcy w blokach startowych. Jeśli przeciągnie się temat dachu zaczną nam powoli robić dół.
Teoretycznie za dwa miesiące dostaniemy klucze:)
Szukam starych gratów do chałupy.
Zaczynam się cieszyć:)
Copyright © Enjoy the little things , Blogger