Jestem wielka!

7/21/2026

Jestem wielka!

Jestem z siebie dumna!
Dowiozłam nas bezpiecznie do domu:)
Przejechałam 4130km.Polskę,Niemcy,Danię i Szwecję.


Z Ystad wystartowaliśmy ok 10.00.
Nocleg był super.Porządnie się wyspałam;)

W Gedser byliśmy ok 12.00
Znaleźliśmy super miejsce z przekąskami.
Jadłam tam najlepsze Kanenbullen!!!
Wzięliśmy sobie też buły z serem na drogę.
Prom miał odplywać o 13.30.
Podjeżdżamy do odprawy,a tam zonk.
Wszystkie promy z min.2h opóźnieniem.
Było kilka opcji awaryjnych jak przeprawa z innego miasta ale po przeanalizowaniu tej opcji postanowiliśmy jednak zaczekać.Jeszcze rok temu pewnie bym się wściekała i narzekała.Jeśli nie mam na to wpływu to po co się wsciekać.Rozłożyłam sobie siedzenie i poszłam spać.
I tak mieliśmy lajtowo bo jechały rodziny z małymi dziećmi i psami.
Jak się wyspałam akurat podpłynął prom:)
Tym razem świeciło słońce i nie wiało tak jak ostatnio.
Pogoda przez całe Niemcy i Polskę była fatalna.Cały czas lało.Przeżykiśmy szok gdy zobaczyłam ceny paliwa w Polsce!
W Szwecji paliwo jest tanie,w Danii już gorzej.
Tylko wjechaliśmy do Polski i się zaczęło.
Dojeżdżanie do zderzaka i agresywna jazda.
Ja przez te dwa tygodnie jazdy nie patrzyłam nawet w lusterka bo nie było takiej potrzeby,a tu przez podróż przez nasz cudowny kraj stresowałam się bardziej niż przez te ponad 3tys km.
Jazda po Szwecji i Danii to sama przyjemność.
W Polsce to są bandyci i niezrównoważeni psychicznie kierowcy.
Dwóch młodziaków mnie tak dojechało na lewym pasie, że myślałam że mnie zepchną.
Nikt nie zastanawia się nad tym,że ktoś może nie mieć doświadczenia i zwyczajnie spanikować i uderzyć w bandę.Cham w życiu,cham na drodze.
Już chciałam wracać.
Przyjazd do Polski napawał mnie smutkiem.
Mój mąż też miał doła.
Boże jak blisko mi mentalnie do Szwedów i jak dobrze się tam czułam.
Nikt nie gadał głośno przez telefon,nie mówiąc już o rozmawianiu przez głośnik.
Z fajką widziałam 3 osoby w Sztokholmie.
W sklepach i na stacjach wszyscy byli mili i pomocni.
Wszędzie dogadasz się po angielsku.
Pan w Gedser,w kawiarni odezwał się nawet do nas po polsku.Wszyscy starają się pomóc.
To były cudowne wakacje.
Nigdy w życiu chyba się tak nie wyluzowałam i odpoczęłam.

Chciałam jeszcze zobaczyć Huskvarnę ale tak lało,że nie dało się wysiąść z auta.
Bardzo żałuję bo jezioro jest fantastyczne!

W Poznaniu byliśmy dopiero po 23.00
Sparta posikała się z radości,Kuzyn był w szoku.
Chyba myśleli,że już nie wrócimy.
Poniedziałek spędziliśmy jeszcze w poznańskich lumpeksach,w Pyrze i do domu.
Dziś już byłam w pracy.
Czas wrocić na ziemię.
Do Szwecji na pewno wrócimy.Może bliżej Norwegii.
Zabrakło nam tygodnia by wszystko obejrzeć.
Mam niedosyt zwiedzania Sztokholmu szczególnie muzeum Avici,Abby i Astrid.





                    Polecam to miejsce w Gedser!
           Bardzo mili Panowie i pyszne jedzenie!















Jak wjeżdżaliśmy do Polski pojawiła się tęcza;)


Pamiątki.
Dla siebie i mamy kupiłam konia♥️




Hobbyhorse dla siostrzenicy męża.
Kupiliśmy go w lumpie za grosze.



Teściowa zaniechana.Może przez rok zapomni i zgodzi się zostać z nimi jak pojedziemy do Szkocji;)


Pozdrawiam Tangerina;)
Ystad

7/18/2026

Ystad

Po niemal 10 godzinach od wyjazdu z Algo dotarliśmy do Ystad.
Zrobiliśmy sobie kilka postojów.
Trosę mieliśmy po trasie,więc zajechaliśmy na kawę i bułę.W miejscowym sklepie znaleźliśmy cały regał polskich produktów ;)




Oczywiście wjechał burger z Maxa bo nic innego tu nie zjemy.Na burgery już nie mogę patrzeć.
Moje jelita pewnie też.
Jak wrócę do domu muszę je doprowadzić do ładu.

Na trasie też mieliśmy miejsce śmierci Cliffa Burtona z Metaliki.
Gitarzysta zginął w wypadku autobusu gdy zespół jechał  ze Sztokholmu do Kopenhagi.
Karta przesądziła o jego losie.
Wylosował asa pik,który decydował o miejscu przy oknie.Gdy autobus wpadł w poślizg,wypadł przez okno i został przygnieciony przez autobus.Zginął na miejscu.
W miejscu wypadku powstało miejsce pamięci.



Był nawet świeży list z Polski:)






W Ystad byliśmy po 18.00
Zmęczeni jak dziki zrobiliśmy szybkie zwiedzanie miasta.
Udało nam się zobaczyć miejsce gdzie mieszkał Wallander.Jego kawiarnia była już zamknięta,a niestety na resztę nie mieliśmy już siły.
Weszliśmy na chwilę do portu ale odór był tak silny,że spieprzaliśmy w podskokach.
Nie wiem czy łodzie i motorówki w marinie nie opróżniają swoich wcetów bo cuchneło jak w toalecie.
W życiu nie zjadłabym w restauracji w porcie!

Miasteczko klimatyczne i piękne!



Mieszkanie Kurta Wallandera Maria Gatan 10































A na końcu wycieczki spotkaliśmy grupę facetów mocno na gazie.Czyli jednak Szwedzi nie są tacy kryształowi:):):)W takich turystycznych miejscowościach niestety widać to co w Polsce.Małolaty z doklejonymi po czoło rzęsami i makijażem do 30 latki.
Mimo tego zgrzytu i tak ciężko mi będzie wrócić i przyzwyczaić się do polskiego pędu,egoizmu,chamstwa,chlania i papierochów.

Tak na szybko.Muszę się wyspać i zapanować nad nogą;)Wciskanie gazu przez 8h dało mi się we znaki;)
Rano mieliśmy jeszcze wrocić do Ystad bo nagrałam się na kawiarnie Wallandera ale nie damy rady czasowo.Musiny coś zjeść bo na promie można zapomnieć o czymś wege,zatem musimy dość wcześnie wyjechać.Jutro czeka mnie znowu cały dzień za kółkiem z przerwą na przeprawę promową.
Wieczorem będziemy w Poznaniu.
Stęskniłam się za psami♥️
Ciekawe czy one za nami też.

Pozdrawiam Tangerina;)
Copyright © Enjoy the little things , Blogger