piątek, 19 lipca 2019

Nic z tego nie będzie


Raczej nic z tego nie będzie.Na miejscu okazało się,że nasze wcześniejsze ustalenia mocno się zmieniły.Zacznę od tego,że kaucja się podwoiła, w związku z czym koszty wzrosły znacznie.
Oglądając wcześniej dom stwierdziliśmy,że zrobimy elektrykę.Byliśmy pewni,że uda nam się jakoś dogadać jeśli byśmy się jednak na kupno nie zdecydowali.Właścicielka stwierdziła,że w razie wyprowadzki nie podzielimy się kosztami.Sorry ale wymiana instalacji może sięgnąć nawet 10 tyś., a ja takich drogich prezentów robić nie zamierzam.Po wtóre, wychodzi na to,że pełnilibyśmy tam funkcję rezydentów - dozorców, ponieważ padł pomysł,że do momentu aż nie podejmiemy decyzji o kupnie, pokazywalibyśmy dom innym ludziom.Ten pomysł najbardziej nas zaskoczył bo jakoś nie wyobrażam sobie pielgrzymek, w momencie gdy my tam mieszkamy i chcemy czuć się komfortowo i mieć jakąś prywatność.Kolejna rzecz która mnie załamała, to brud.Ja wiem,że niektórzy nie przywiązują do tego wagi ale jak spojrzałam wczoraj na te wnętrza, to spędziłabym tydzień, doprowadzając ten dom do stanu, w którym mogłabym zainstalować tam swoje rzeczy.Nie wiem, może ta pierwsza wizyta zamgliła moje oczęta ale wczoraj zobaczyłam to trochę w innym świetle.
Poza tym wilgoć.Już ostatnio ją czułam ale nie sądziłam,że problem jest tak poważny.Tam ta mało przyjemna woń jest intensywna, co wskazuje na duże zawilgocenie murów, a co za tym idzie pociąga za sobą kolejne koszty ewentualnej izolacji poziomej i osuszania.
Kolejny punkt pt. nie ma mowy, to pomysł na to,żebyśmy tam za wiele nie ruszali.Jeden pokój jest nie do ruszenia, większość rzeczy właścicielki zostaje, co już w ogóle mnie zniechęciło.Jak mam się czuć swobodnie w miejscu zagraconym cudzymi rzeczami?
Ciekawiła nas historia ze ściekami.Wczoraj w końcu się okazało,że jest szambo ale nikt nie wie gdzie i przez tyle lat nie było opróżniane. Heloł!!!To już rozumiem skąd ta bujna roślinność.Zbiornik albo jest nieszczelny albo zaraz eksploduje!To pociąga za sobą kolejne koszty budowy nowego, szczelnego szamba.Usłyszeliśmy,że właścicielka nie ma zamiaru dokładać już do tego domu, więc podejrzewam,że przy opcji wynajmu może być różnie.
Ten cały obraz skłania nas do rezygnacji z pomysłu wynajęcia tego domu.
Przeraziło mnie również to,że podwórko jest totalnie zaniedbane i zarośnięte.Cały sierpień musiałabym to odszczurzać.Wiedziałam,że jest dziko już podczas pierwszej wizyty ale uwierzcie, ta roślinność eksplodowała i momentami sięga pasa.
Okolice naprawdę są piękne, widoki fantastyczne ale całokształt jest nie do przyjęcia.
Droga do stacji PKP okazała się dłuuuuuga, więc w zimie może być z tym problem.
Wynajem odpada, a na kupno jest za dużo niewiadomych, żeby rzucać się w ciemno.Nie podejmę takiego ryzyka.Poza tym jest tam dziwny sąsiad, mieszkający w pustostanie, który podobno przychodzi po pieniądze na trunki.Nie wyobrażam sobie,że będąc tam np. sama zapuka mi ktoś taki w okno.Byłam bardzo nagrzana ale wczoraj opadły mi klapki z oczu.
Z drugiej strony muszę przyznać,że odetchnęłam bo wizja szybkiej wyprowadzki, podwójnych opłat i rezygnacji z wakacji na które czekałam mnie przerażała.A więc jednak Manichatka:)
Już wiem,że dom należy obejrzeć kilka razy zanim podejmie się decyzje.
Jest ciężko znaleźć coś sensownego, co spełnia chociaż połowę naszych oczekiwań.
Jutro jedziemy po wsiowe jedzenie.Po drodze chcemy obejrzeć jeden dom ale raczej niczego nie oczekuję.Raczej wycieczka niż wyprawa w poszukiwaniu miejsca na ziemi.
Dziękuję Wam za słowa wsparcia i każdą radę;)
Mam nadzieję,że będziecie ze mną do końca;)

Na koniec polecam kilka filmów:
II sezon Wielkich kłamstewek
III sezon Rodziny plus
Miasto na wzgórzu
Kobieta idzie na wojnę
Gosta - (mega dziwny ale przez to ciekawy)
Rozwód - dopiero zaczęliśmy oglądać ale nieźle się zapowiada

A to kawałek z Wielkich kłamstewek
Girl Power!;)



Pozdrawiam Tangerina;)

czwartek, 18 lipca 2019

Zmiana planów wakacyjnych


Ekscytacja miesza się z przerażeniem.Zaraz wyjeżdżamy.Jedziemy ustalić warunki wynajmu chaty na Wzgórzach Strzelińskich:)Cieszę się i stresuję.Dom jest piękny w naszych oczach oczywiście bo niektóre koleżanki stwierdziły, że ruina hahaha:)Mój klimat, moja estetyka, niczego bym tam nie zmieniała:)Dom z historią ( na dole była kuźnia), potem USC.Chałupa ma 200m więc psy będą miały gdzie ganiać.
Sprawy się trochę skomplikowały bo musimy tam zamieszkać, a w zasadzie zapłacić na sierpień.Czekają nas zatem podwójne opłaty, za to mieszkanie i za dom.Zapłaciliśmy już za wakacje ale spróbujemy odzyskać kasę i niestety Beskid będzie musiał na nas zaczekać.Nie damy rady płacić dwóch czynszów, kaucji i wyjechać.Mój mąż jest cały czas na zwolnieniu i stara się o zasiłek w związku z chorobą.Obawiam się,że będzie musiał zostać w domu kolejne pół roku.
Plus jest taki,że będzie miał kto palić w piecu:)W domu są tylko dwie kozy.Podłączenie do centralnego jest - kaloryfery ale trzeba zorganizować piec.Na pewno trzeba będzie wymienić elektrykę.Te wszystkie koszty musimy skonsultować z właścicielką.Czy my płacimy za wszystko i ewentualnie schodzi z ceny domu, czy dzielimy się kosztami.
Plan jest taki.Spisujemy umowę na rok.Jeśli wytrzymamy zimę i spodoba nam się tam, kupujemy, jeśli nie szukamy dalej.Na razie przeraża mnie pakowanie naszego dobytku.Chyba pozbędę się części klamotów.Jak macie dobre patenty na przeprowadzkę, chętnie przyjmę wszystkie rady:)
Trzymajcie kciuki!
Pozdrawiam Tangerina;)

czwartek, 11 lipca 2019

Cisza i spokój



Odkąd pojawił się w naszych głowach pomysł z wyprowadzką na wieś, rozpoczęliśmy zbrojenie.
Czytam, śledzę, dowiaduję się;)
W zeszłym roku mój mąż podarował mi książkę pt. ,,Cisza i spokój.Cała prawda o życiu daleko od miasta" N.Sosin -Krosnowskiej. Przeczytałam ją dopiero teraz.To taki mały poradnik o tym czym jest to życie na wsi i jak może nas zaskoczyć, nie zawsze pozytywnie.Natalia opisuje historie ludzi, którzy zdecydowali się podjąć ryzyko, spełnić marzenia, skoczyć na głęboką wodę.Niektórzy spędzili dzieciństwo na wsi i postanowili wrócić do korzeni, inni chcieli być bliżej natury i zerwać z pędem i hukiem wielkiego miasta.Nie wszystkie historie są opisem wiejskiej sielanki ale to dobrze bo człowiek trochę schodzi na ziemię.Jest historia pary, która przeszacowała koszty remontu i znalazła się pod opieką mopsu. Podlasie w jednej z opowieści okazało się zbyt ciemne i ciche i ta historia chyba zapadła mi w pamięci najbardziej.Coś co wydawało się da spokój, ukojenie i rozwiąże problemy, pogłębiło te problemy jeszcze bardziej.Od problemów się nie ucieknie, zawsze będą się za nami ciągnęły czy wyjedziemy 30 km od domu czy kilkaset.
Pan Wojtek wrócił, co prawda nie tak całkowicie do miasta ale bliżej rodziny.
Ciekawa pozycja dla takich jak my bo pokazuje dwie strony medalu.Jedna opisuje piękno i zachwyt nad wsiowym życiem, druga niekończącą się pracę, brak możliwości beztroskiego wyjazdu ze względu na zwierzęta, nieustanne dokładanie do gospodarstwa, trudności z adaptacją się w nowych społecznościach, problemy z ekipami remontowymi.
Bohaterowie odradzają rzucanie wszystkiego i romantyczną wizję przeprowadzki na wieś.
Zanim zrobimy tak poważny krok warto się porządnie do tego przygotować.
Mój mąż ostatnio był zdziwiony moimi pytaniami do właścicieli domów.Zaskoczyła go moja znajomość przepisów, budowlanki i tematów które warto poruszyć.
Kiedyś nie miałam pojęcia o fundamentach, izolacjach, planach zagospodarowania, krokwiach, stropach itd.Czuję,że jeśli nie zgłębię tematu mogę się władować na niezłą minę, choć pewnie bez małych min się nie obędzie;)
Kupując auto też zawsze studiowałam jego specyfikę bo człowiek dziś musi się znać prawie na wszystkim.
Wiem mniej więcej co ile kosztuje i myślę,że jestem w stanie oszacować z grubsza koszty remontu chaty, gdy ją zobaczę.
Jesteśmy w trakcie rozmów z właścicielką artystycznej chaty.Idzie jak po grudzie.Zdecydowani jesteśmy  ją wynająć i zobaczyć jak to będzie.Na jakie mamy się nastawić koszty, co ewentualnie trzeba tam zrobić itd.Niestety właścicielka nie jest w stanie odpowiedzieć nam czy chce to wynająć czy sprzedać.Ciężko ją złapać, a rozmowy również nie są łatwe.
Myślę sobie,że na spokojnie podejdziemy do tematu.Jeśli nie tu to poszukamy dalej w końcu na się nie pali.


Wyniki męża pokazują,że guzy w węzłach nie są złośliwe.Guz z krtani musi być usunięty by wrócił jego głos.
Teraz czekamy czy chirurg jednak się podejmie operacji.Ten człowiek zmienił się nie do poznania.
Chyba go ta choroba przestraszyła i przewartościował sobie pewne rzeczy.Tytan pracy zwolnił tempo i zrozumiał,że to dzwonek ostrzegawczy, taka żółta kartka.Z telefonu prawie w ogóle nie korzysta gdzie kiedyś wisiał na nim całymi dniami.Najdziwniejsze jest to,że zaczął opiekować się mną jakbym to ja była chora.Załatwił mi psychologa i dogadza jak nigdy;)Postanowiliśmy zmienić optykę.Mniej kasy, więcej czasu na życie, dla siebie.

Spotkałam się z panią psycholog by ustalić harmonogram i oczekiwania względem spotkań.
Opowiedziałam co się ze mną dzieje, a właściwie opowiedział mój maż;)Może to i dobrze bo on jest bardziej obiektywny, a ja coś bym zataiła;)Psycholog zdębiała kiedy usłyszała ile godzin pracuję.
Dla niej 36h z dziećmi to jakiś kosmos ,tym bardziej,że pracuję w hałasie.
Sama doszłam do wniosku,że chyba przeginam.Biorąc na siebie tyle obowiązków chyba nie zdawałam sobie sprawy,że zrujnuje to moje zdrowie.Mąż trafnie opisał co się ze mną dzieje i chyba to otworzyło mi oczy.Mam nadzieje,że spotkania pomogą mi podjąć jakieś decyzje dotyczące mojej sytuacji zawodowej.Potrzebuję chyba kogoś, kto spojrzy na to z boku.

A na koniec najlepsze:):)Mieliśmy jechać w sobotę na wakacje.Dzwonimy dziś by zapytać o wyposażenie domku i okazuje się,że mamy zaklepany początek sierpnia:):)
Dobrze,że nie pojechaliśmy w ciemno bo 400km w jedną stronę z psami,a spanie pod gwiazdami byłoby kiepskim pomysłem:)
Pozdrawiam Tangerina;)

wtorek, 9 lipca 2019

Dostatecznie dobre życie


Byłam kilka dni u rodzicielki.Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma u mnie zawsze się sprawdza.
Jadę tam i na drugi dzień już chcę do ,,moich".Jeszcze kilka lat temu lubiłam tam jeździć.Czułam,że jestem u siebie.Już nie czuję. Mój dom jest z moją watahą;)
Moja cierpliwość wystawiana jest na próbę.Lubię rządzić, mama też więc momentami jest ciężko.
Ostatnio krótko rozmawiałam z bratem przez telefon.Nasze relacje są poprawne, choć strasznie zaniedbane chyba z obu stron.Celowo unikam rozmów bo uczuję,że On jest przepełniony żalem do Niej.Nasze dzieciństwo ma podwójną perspektywę.On obwinia matkę, ja ojca, choć już dano mu wybaczyłam.Wybaczyłam też bratu za piekło, które nam zafundował.
Czuję,że On ciągle siedzi w tym bagnie po uszy.Jesteśmy z jednego domu, a nasze życie ma chyba zupełnie inną jakość.Nie mówię tu o dobrach materialnych, tylko o spojrzeniu na świat, ludzi, to co jesteśmy w stanie zmienić w swoim życiu by było lepsze.
Ja zostawiłam ten bagaż pełen koszmarnych wspomnień, ran i upokorzeń, On chyba cały czas go targa ze sobą.Niezliczona ilość terapii, analiz, nie daje ukojenia.
To co przeżyłam:alkoholizm ojca, brata, pierwszego męża pewnie odbiło się na moim życiu ale taplam się w tym, a staram się wyciągać wnioski i uczyć na błędach.Gdyby nie to co przeszłam, nie byłoby mnie w tym miejscu, więc nie do końca były to złe doświadczenia.Dodały mi siły, uświadomiły pewne schematy, którymi się kierowałam,pozwoliły wytyczyć nowe drogi, lepsze i zdrowsze relacje.
Dziś przeczytałam kilka rozmów w nowym Zwierciadle.Joanna Heidtman jest zdania,że są dwie drogi, które pozwalają przetrwać.Cytuję ,,Czasami bycie ofiarą staje się wręcz strategią na życie", a czasem podejmujemy decyzję,że zostawiamy ten cały syf za sobą i zaczynamy nowe życie.
Bycie ofiarą daje atencję bo zawsze znajdą się ratownicy .Ja byłam taką ratowniczką zanim nie zrozumiałam,że sama emocjonalnie i psychicznie umieram.
To do nas należy wybór czy chcemy żyć przeszłością czy tym co może być tu i teraz.
Czy chcemy mieć dostatecznie dobre życie,czy obwiniać wszystkich dookoła za to co nas spotkało.
Moje życie nie jest idealne ale jest wystarczająco dobre.
Mamy wybór czy żyjemy i zostawiamy wszystko za sobą czy chcemy tylko trwać i zaciskać zęby.
Polecam nowe Zwierciadło.




Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 1 lipca 2019

Wakacyjna głowa


W sobotę obejrzeliśmy stary młyn.Mam słabość do szachulcowych murów, jednak ten dom jest nie dla nas.Właściciel włożył w niego mnóstwo pracy i pieniędzy.Miejsce wpisane jest na listę zabytków, więc oprócz ogromnych kosztów związanych z wykończeniem, nad remontem czuwa konserwator zabytków.Naczytałam się o takich historiach i dziękuję.
Miejsce z potencjałem ale dla kogoś kto ma gdzie mieszkać i spokojnie sobie wykańcza.Mieszkanie w byłym młynie jest pewnie ekscytujące ale poza naszym zasięgiem.



Staramy się oglądać nawet domy, które na pozór odbiegają zupełnie od naszych założeń.Chcemy przekonać się co nam się podoba i czego tak naprawdę szukamy.

Odwiedziliśmy naszych sołtysów.Nie wiem czy to my jesteśmy gadatliwi czy ludzie, których spotykamy:)Potrafimy czasem przegadać z obcymi dwie godziny.
Sołtys zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie.Widać,że stara się robić wszystko dla swoich mieszkańców, a to dla nas ważne.Chcemy trafić na społeczność, która potrafi się integrować i pomagać sobie wzajemnie.Oczywiście poznaliśmy mnóstwo historii ludzi z wioski;)
Dostaliśmy nr telefonu do kobiety, która jest w trakcie sprawy spadkowej.
Jest właścicielką poniemieckiego domu z cegły, który obecnie wynajmuje.Skontaktowaliśmy się z nią wczoraj.Ta nieruchomość to trzy pokoje, kuchnia i łazienka plus kilka budynków gospodarczych.
Do tego mnóstwo ziemi - 1h!Najbardziej interesuje mnie stary gasthaus. Wygląda koszmarnie bo chyli się ku upadkowi ale może dałoby się go uratować.Właścicielka ma się do nas odezwać w ciągu kilku dni, tygodni bo czeka na wyrok.Trzeba będzie to obejrzeć, czy to w ogóle dla nas.
Na tą chwilę podoba mi się artystyczny dom koło Strzelina i ta wioseczka z sołtysami.





Na wsi człowiek dopiero widzi na czym polega życie.Wiem,że jestem przejazdem i może nie mam całego obrazu ogromu pracy fizycznej ale tam jest magia.
To co czuję jest porównywalne do przytulania psa, spokój, wewnętrzna równowaga,tu i teraz.
Widzisz bociana na słupie i to jest piękne!Ptaki szybują nad wodą lub podbijają się do lotu...
Barwy, zapachy,ludzie przy pracy..W mieście jest pęd i chaos.Bliskość natury daje mi ukojenie.Mam wrażenie,że wszystko zwalnia, umysł wyhamowuje.

Czuję,że w końcu mam wolną głowę, taką wakacyjną:)
W roku szkolnym chyba nie udało mi się przeczytać żadnej książki w całości.Moja głowa była nabita myślami, mój umysł ciągle gdzieś pędził.Nie mogłam się skupić na czytanym tekście albo zasypiałam zanim wzięłam jakąś pozycję do ręki.Nareszcie jestem wolna.Kończę trzecią książkę i czuję się cudownie,że mogłam wrócić do czytania.To co dzieje się w kraju też mocno mnie gdzieś tam drażni to za małe słowo, wkurwia zwyczajnie.Ludzie się zmieniają, nie szanują innych, nie widzą w nich ludzi tylko poglądy, religie i kolor skóry.
Marzy mi się świat bez etykiet,szufladek gdzie poglądy polityczne nie prowadzą do nienawiści i wykluczenia.Gdzie orientacja seksualna nie ma wpływu na ocenę czy człowiek jest zły czy dobry, gdzie wiara katolicka nie kojarzy się z księżmi pedofilami i moherowymi beretami.
Już wiem,że wielu rzeczy nie zrobię w szkole bo szkoda mi sił na walkę.Liczę na mądrych rodziców, którzy uczą dzieci szacunku do drugiego człowieka, pomocy potrzebującym, dialogu z innymi ludźmi nawet, gdy ich poglądy są dalekie od naszych.
Pamiętajcie,że najpierw jesteśmy ludźmi...



Pozdrawiam Tangerina;)