Żeby nie było tak kolorowo..
Rano zbieramy się na plażę.
Jesteśmy już ubrani,a mój mąż mówi co do licha!?
Dostał maila z Scandiline z informacją,że bardzo się cieszą z naszej jutrzejszej obecności na promie.
Tylko,że my mamy wracać w niedzielę.
Okazało się,że zanim zaplanowaliśmy postój w Ystad zaplanowaliśmy powrót w sobotę.
I weź to teraz odkrecaj;)
Postanowiłam pójść na plażę żeby nie wkurzać dodatkowo kierownika podróży.
Dotarł do mnie po pół godzinie.
Udało mu się jakoś przebukować bilet na niedzielę z dopłatą 30 euro.Ja już nastawiłam się na to,że trzeba będzie kupić nowy bilet i byłam już spokojna.
Po co się wkurzać skoro temat jest do rozwiązania?
Spędziliśmy super dzień na plaży.
Nie pamiętam kiedy tyle pływałam.
Woda cieplutko jak zupa.
Rozłożyliśmy się na skałach.Fajne jest to,że można leżeć sobie na trawie,na piasku lub na skałach.
Przynajmniej człowiek nie jest za panierowany jak ryba w piachu.
Powoli się pakujemy.
Ok 8.00 rano lecimy na Ystad.Czeka nas ok 7h podróż autem.
Czas tu spędzony naładował mnie dobrą energią.
Odpoczęłam jak nigdy.Udało mi się zresetować.
Nie przeczytałam nawet pół strony książki bo wszystko tu mnie tak jara,że wolę obserwować niż czytać.
Odżyłam!
Dostałam wiatru w żagle.Chcę iść do przodu i nie oglądać się za siebie.Jestem nienasycona tego co się teraz dzieje w moim życiu.
Przetrwałam.Dziekuję sobie,że dałam radę i wytrzymałam tych kilka koszmarnych lat.
Dotarłam do miejsca o którym marzyłam.
W głowie spokój w sercu też.
Na szczęście zwrócił.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.Na każdy postaram się odpowiedzieć.
Pozdrawiam odwiedzających:):)