7/11/2026

Upsala i Gamla Upsala

Wczorajszy dzień spędziliśmy w Upsali.
Wróciliśmy późno i nie miałam siły już napisać.

Upsala mnie urzekła.Cudowne miasto,pełne zabytków,kolorowe i tętniące życiem.
Ze Sztokholmu to jakaś godzina jazdy.
Sama droga była już ciekawa i malownicza.
Niestety musiałam się skupić na drodze ale mój mąż mógł spokojnie podziwiać widoki.
Przez Sztokholm przejeżdża się spokojnie.
Wrażenie robią wykute w skale tunele.Jest ich kilka.
Jeden z nich podświetlony na niebiesko.
W Upsali byliśmy około południa.
Najpierw oczywiście musiałam zjeść bo bez tego jestem nie do zniesienia;)
Moja dieta na sibo poszła w odstawkę.Nie mam siły na wyjeździe tego pilnować.Zjedliśmy w Mister York,burgerowni  podobnej do Max burgera.
Zjem chyba najwięcej burgerów w życiu!
Mewa porwała mężowi frytkę;)
Są mega agresywne.Bardziej wygłodniałe ode mnie;)

Upsala to przede wszystkim Uniwersytet z 1477r.
Nazywana jest miastem wiedzy.W V i VI była stolicą pogan,a w 1164r.stala się pierwszym biskupstwem w kraju.














Zamek Gustawa Wazy w stylu barokowym




Armaty nadal są używane.Oddają salwy na cześć każdego nowego doktora uniwersyteckiego 






Katedra w stylu gotyckim.
Budowana była 175 lat!
Największy kościół w całej Skandynawii.
Ma wysokość 118 metrów.
Znajdują się w nim nagrobki Gustawa Wazy i Karola Linneusza.
Katedrę zdobią piękne witraże.
W kościele można podziwiać rzeźby brytyjczyka Seana Henrysa WHO AM I?












Myślałam,że to żywa kobieta i zaraz mnie pogoni,że robię jej zdjęcia;)Mega realistyczna!




Te rzeźby były rewelacyjne!

Upsala to też miasto kanałów.
Spędziliśmy cudowny czas,choć doszłam do wniosku,że jednak wolę mniej zatłoczone miejsca i przyrodę:)
Miasta mnie męczą.Jak dla mnie za dużo bodźców,ludzi i trzeba być na wiecznym oriencie.
Byłam wykończona.

W drodze powrotnej odwiedziliśmy Starą Uppsalę Gamla Upsala.
W miejscu tym składano ofiary z ludzi.
Teraz stoi tu uroczy kościół ale są też ślady dawnych wierzeń pogańskich.












Z serii inne w Upsali


























W drodze powrotnej zrobiliśmy zakupy w Lidlu;)









Dziś cały dzień plażowaliśmy.
Na malutką plażę mamy 5 minut pieszo.
Nie znoszę lata i plażowego klimatu wrzasków,fajek i piwska.Tu nie ma upałów i całej reszty:)
Obserwuję tu ojców,którzy zajmują się dziećmi.
Kazałam mężowi zrobić nawet zdjęcie dwum parom.Faceci targali plażowe klamoty,kobiety sobie rozmawiały,a dzieci ogarniamy się same.
U nas niestety wygląda to odwrotnie.











I tak! Pływałam:):)
Tak mi tego brakowało.
Tu jest wszystko czego mi trzeba.
Natura,woda,cisza i spokój..

Nasza Chałupka





Wczoraj poznałam właściciela.
Był w domku obok.
Przedstawił się i przywitał.
Powiedział,że będą kilka dni i wyjeżdżają.

Jutro ma padać,więc odpoczywamy z książką.

Pozdrawiam Tangerina;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.Na każdy postaram się odpowiedzieć.
Pozdrawiam odwiedzających:):)

Copyright © Enjoy the little things , Blogger