piątek, 10 sierpnia 2018

Świeradów.Dzień drugi.


Leje i lało całą noc.
Wczoraj temperatura dochodziła do 30 stopni, dziś spadła do około 20tu.
Mnie taka aura nie przeszkadza, jednak utrudnia znacząco szwędanie się po szlakach.
Musieliśmy nieco, a raczej bardzo zmodyfikować nasze plany szwędacze. Dziadek odmówił współpracy.To już nie dla nas zdobywanie szczytów i wspinanie się prostopadłe.Nie dla nas stromości i wyzwania.Teraz mamy wyzwania innego rodzaju pt. jak przekonać dziadka,żeby z nami spacerował.Pies ma 12 lat, więc nie ma się co dziwić,że zdobywanie szczytów go nie rajcuje i najchętniej leżałby na trawie obgryzając patyk.
My jak zwykle bez planów.A nóż gdzieś trafimy, gdzie trafić chcieliśmy.
Z racji mokrości na szlakach i opadów deszczu postanowiliśmy pospacerować.Spacer był rwany z przebłyskami pt. o tam możemy iść, albo nie tam.Łaziliśmy to w lewo, to w prawo szukając w miarę płaskich terenów,żeby nie targać pieseła na plecach.Przydałby się plecak - nosidło dla psa, może coś takiego wymyślimy.
Postanowiliśmy iść na Zajęcznik ale chyba tam nie trafiliśmy:D Fatalni z nas turyści:D
Trafiliśmy za to na życzliwych psom tubylców.
Najpierw ugościł nas właściciel Tyrolskiej Chaty, mieszczącej się zaraz przy wyjściu na szlak, prowadzący na Zajęcznik. Dostałam pyszną kawę, psy michę z wodą.Dom przepiękny!



Jakoś zawsze mam problem z tym,że wzbudzamy żywe zainteresowanie gdy jesteśmy z psiurami.
Czuję się jakbym prowadziła działalność polegającą na umożliwianiu robienia sobie zdjęć z psami:):)
chociaż nikt o to nie prosi.Ciągle ktoś podchodził, głaskał, przytulał, tarmosił.

Nasze szwędanie zakończyło się w miejscu, w którym byliśmy chyba w zeszłym roku.Nie chcieliśmy pchać się do lasu bo psy byłyby całe w błocie, a poza tym dziadek mógłby oponować.


Dziadek padl na pysk

Nasz chaotyczny spacer zaprowadził nas do kawiarni na lody, gdzie również zostaliśmy mile obsłużeni, psy również;)
Świeradów się rozbudowuje.Powstają ogromne hotele, pensjonaty - giganty.Każdy kawałek ziemi zabudowany.Trochę to przerażające.Mnóstwo Niemców i mam wrażenie, że to do nich skierowana jest większość ofert turystycznych - napisy w języku niemieckim.

Na obiad trafiliśmy do Czarnego Potoku.Obsługiwała nas bardzo miła pani, chyba Rosjanka, miłośniczka psów, więc było o czym rozmawiać.Jedno z nielicznych miejsc, w którym mogliśmy zjeść coś więcej niż ruskie pierogi: pierogi z ziemniakami, z soczewicą, wiśniami - mniam,naleśniki po izersku, naleśniki na słodko itd.Bardzo fajnie miejsce i jeszcze pewnie tam wrócimy;)

Tak sobie dzisiaj pomyślałam,że mamy szczęście do ludzi.Spotykamy się z życzliwością i pomocą.
Nasze psy są witane równie mile jak my.Jesteśmy obsługiwani kompleksowo:):)
Nieważne gdzie jesteśmy, ważne by umieć się cieszyć z tych małych rzeczy.Życzliwi ludzie, piękne widoki, nawet ulewa nie psuje humoru bo przecież lepsze to niż upał;)

Odpoczywam.Mamy do dyspozycji leżaki, koce.Można położyć się pod kasztanowcem i patrzeć w niebo lub usadowić się w leżaku i patrzeć na góry.Nie muszę zdobywać szczytów.


Jutro..nie wiem.Na pewno coś!

Pozdrawiam Tangerina;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.Na każdy postaram się odpowiedzieć.
Pozdrawiam odwiedzających:):)