środa, 18 lipca 2018

Zielono mi..


Choć pogoda za oknem nie nastraja romantycznie to romantyzm udzieli się niektórym;)
Kurier przekazał mi dziś przesyłkę od jakiegoś romantyka;)


Może jestem szurnięta ale lubię jak leje oby było ciepło:) Mój psi dyżur zmusza mnie do brodzenia  kilka razy dziennie w kałużach.Kurtka, kalosze i daw kudłate pyski drepczące za mną.

Nie ma złej pogody jest tylko niewłaściwa odzież;) 

Tak wyglądają moje ćwiczenia .Lena właśnie stoi mi na brzuchu:)

Pozdrawiam Tangerina;)

wtorek, 17 lipca 2018

Cejrowski w spódnicy

Wczoraj postawiliśmy wybrać się do USC i dowiedzieć się jak wygląda nasza sytuacja.
Wystrojona jak szczur na otwarcie kanału ruszyłam w drogę. Podążając w stronę parkomatu poczułam,że coś nie tak z moim butem.Okazało się,że koturna odkleiła się od całej reszty!
Cóż było robić, zdjęłam buty i udaliśmy się do najbliższego centrum handlowego.
Moje bose stopy nie wzbudziły na szczęście zainteresowania ludzi.Trochę pospacerowałam zanim udało mi się kupić coś sensownego.Posadzka była zimna i przyjemna.Szkoda,że tak rzadko można spacerować boso, nie mówiąc już o jeździe samochodem:)
Została nam godzina do zamknięcia urzędu,a biorąc pod uwagę korki i problem ze znalezieniem miejsca do parkowania, byłam pewna,że się nie uda.
Udało się ale ktoś ewidentnie nie chce byśmy brali ten ślub;)


Metryki zasysa system, więc sprawa jest prosta.Czekamy na przesłanie dokumentów, a gdy już przyjdą podpisujemy papiery.Wrzesień był już zajęty, więc zdecydowaliśmy się na październik.
Klamka zapadła.Kończę pewien etap, zaczynam kolejny z nowym nazwiskiem i nowymi planami na przyszłość.Chcę odciąć się od przeszłości, od nazwiska, które przypomina mi,że już byłam żoną, od wspomnień które jeszcze potrafią mi popsuć nastrój.
Żadnej imprezy.Świadkowie, matki i my:)

Udało mi się w końcu dodzwonić do kuratorium.Termin mam pod koniec sierpnia.Dobrze i źle.
Dobrze,że nie przed urlopem,źle że tak późno.Najważniejsze,że już wiem i mogę coś zaplanować.
Zrezygnowaliśmy z rezerwacji w Bieszczadach, jedziemy do Świeradowa.
Znaleźliśmy fajne miejsce.Priorytetem była akceptacja zwierząt co nie było łatwe.Jak już akceptowali to krzyczeli 50 zł za psa!Ciężko było znaleźć coś dużego (żebyśmy się nie potykali o psy) , w fajnym miejscu, komfortowego.Udało się i spędzimy w Świeradowie tydzień.Znam te miejsca jak własną kieszeń.Już nie liczę na karkołomne eskapady, chcę po prostu odpocząć.Mogę nawet nie wychodzić z pokoju, ważne żebyśmy byli wszyscy razem.


Wsadziliśmy seniorka pod prysznic.Umordowaliśmy się nieco bo mamy głęboki brodzik.Kudłaty zaparł się łapami i koniec.Mamy deszczownicę, więc S. był cały mokry.Warto było, dziadek wygląda jak młodziak.Piękny, biszkoptowy, puszysty i mój:)


Czeka nas remont.Zaplanowaliśmy go na kilka dni przed wyjazdem.Żebyśmy się tylko nie pokłócili, bo wczasów nie będzie hahahaha. Metraż trochę nas przeraża.Poza łazienką i przedpokojem wszystko trzeba odświeżyć czyli jakieś 55 m.Najgorsze będzie przygotowywanie pomieszczeń.Pakowanie książek, czyszczenie ścian, oklejanie.Mam nadzieję,że to ostatni remont tego mieszkania, kolejny będziemy robić już we własnym domu.


Pozdrawiam Tangerina;)

piątek, 13 lipca 2018

W oczekiwaniu

Telefon milczy, a ja czuję,że niedługo eksploduję.
Moja koleżanka ma już termin, do mnie nikt nie dzwonił mimo,że złożyłam papiery pierwsza.
Próbuję się tam dodzwonić ale albo jest zajęte albo nie odbierają.
Nie mogę się na niczym skupić, nic zaplanować.

Zaczynamy zastanawiać się nad naszym wyjazdem w Bieszczady. Domek przestał nas zachwycać, a poza tym ta odległość jest przerażająca.Dwa dni tracimy na dojazdy.
Chyba wolałabym znaleźć coś bliżej w okolicach Kłodzka.Może zrobimy jakieś rozeznanie w domach na sprzedaż.
W zasadzie nie wiem czy gdzieś w ogóle pojedziemy bo dalej nie wiem na czym stoję.

Byłam kilka dni u mamy.Nie wiem w czym rzecz ale z każdym rokiem coraz ciężej mi tam wysiedzieć.Dwa dni jest ok ale z każdym dniem zaczynam się czuć jak w klatce.U mnie w domu jest większa przestrzeń, tam człowiek pozamykany jest w małych pudełkach, duszę się.
Zabrałam Lenę.Odstawiała cyrk, kiedy tylko zniknęłam z domu.Były piski i nerwowe bieganie po domu.Nie chciałam mamy obarczać opieką nad nią, więc przesiadywałam w domu.
Miałam mnóstwo pomysłów na spędzenie tam czasu ale na pomysłach się skończyło.
Mieliśmy też problemy z autem, więc był to dość nerwowy okres.Eksperymenty związane z wymianą części, gdzie okazywało się, że to jednak coś innego szwankuje.Ruina finansowa i psychiczna.

Na szczęście była Strout. Jestem już nudna ale dawno żadne książki mnie tak nie wciągnęły.
Proste historie, które mogłyby się przydarzyć każdemu z nas opowiedziane tak,że nie sposób było odłożyć książkę.Niestety ten  świat skończył się wraz z ostatnią stroną Braci Burgess.
W sumie ta książka mnie nieco rozbiła.Zaczęłam sie zastanawiać nad relacjami w naszej rodzinie.
Mam wrażenie,że u nas też jest sporo niedopowiedzeń, czegoś co siedzi pod skórą i nie może znaleźć ujścia.Mnóstwo moich  problemów uwarunkowanych jest przez relacje z matką.Zawsze walczyłyśmy i często zostawał popiół i zgliszcza.Dlatego chyba tak trudno nam dziś wytrzymać ze sobą dłużej bo żadna z nas nie chce odpuścić. Moja rodzina rozpadła się jak krucha, porcelanowa filiżanka.
Już nie da się jej posklejać.Każdy kawałek to inna historia, mniej lub bardziej raniąca skórę.
Z daleka to nadal ta sama filiżanka, z bliska bezkształtny twór posklejany naprędce.
Nie mam zamiaru nikogo obarczać swoimi problemami.Zawsze twierdziłam,że historia rodzinna nas kształtuje do pewnego momentu, później sami nadajemy kształt swojemu życiu i albo przekujemy to w coś nowego, silniejszego albo załamiemy się robiąc z siebie ofiarę, która nie ma wpływu na własne życie.

Wakacje zawsze są dla mnie refleksyjne.Jest trochę analizy, powrotu do miłych wspomnień, snucie planów, wizualizacja marzeń.Nie zgadzam się ze stwierdzeniem,że liczy się tylko tu i teraz.
Wspomnienia są ważne, budują nasze życie ale nie można się w nich zatracić.

Dużo rozmawiamy o naszych planach.Jak wyobrażamy sobie naszą przyszłość.
Na co jesteśmy w stanie się zdecydować, a co zupełnie nie zda egzaminu.Te rozmowy zbliżają nas do siebie,że już bliżej być nie można.I kto by pomyślał,że po tylu latach to nadal może działać.

Zaczynam godzić się z życiem.Pewne rzeczy się po prostu już nie wydarzą i czas odpuścić.
Napędza mnie myśl o tym,że czeka mnie życie o jakim marzyłam, wśród zwierząt i przyrody, ciche,wolniejsze, pachnące wiatrem.
Nie wiem ile przyjdzie mi czekać ale już nie zawrócę.
Pozdrawiam Tangerina;)