poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Świeradów.Dzień piąty - Wysoki Kamień.

Pomysł narodził się w drodze  donikąd właściwie.Planowaliśmy znaleźć jakiś szlak w Szklarskiej, jednak po drodze pojawił się pomysł na zaliczenie Wysokiego Kamienia.
Szlak rozpoczyna się na parkingu przy zakręcie śmierci między Szklarską Porębą a Świeradowem.
Trasa bardzo ładna, wiedzie leśnym duktem.Szlak może w dwóch miejscach ma strome podejścia.Można spokojnie wybrać się z dziećmi, bądź psami;)
Byliśmy zaskoczeni pustkami na trasie.Psy nikomu nie przeszkadzały, nikt nie przeszkadzał nam:)
Na szczycie byliśmy po około godzinie.W schronisku posililiśmy się szarlotką i Radlerem.
Ceny astronomiczne, zresztą jak w każdym schronisku.Niczego ciepłego tam raczej nie zjemy.Króluje piwo.
Ze szczytu rozciąga się wspaniały widok na Karkonosze.
Pogoda dopisała.Cały dzień było słonecznie.Robiliśmy częste postoje,żeby psy mogły odpocząć.
Z Wielkiego Kamienia można ruszyć w stronę Stogu Izerskiego ale to spacer 4 godzinny, więc na pewno nie dla nas.Jeśli nie chcemy wracać tą samą drogą, możemy minąć Wielki Kamień i zejść niebieskim szlakiem do górnej Szklarskiej Poręby.

Przyznam,że byłam padnięta.Pod koniec spaceru nie miałam już siły nóg podnosić:)
Na obiad postanowiliśmy jechać do Siedlęcina.Jakoś mamy sentyment do tego miejsca.Tam pojechaliśmy z seniorkiem, zaraz gdy go wzięliśmy.Tarabaniliśmy się wtedy pociągiem i nocowaliśmy w Perle Zachodu.Dziś było tam już tak jesiennie.Zawsze mam stresa czy od strony gościńca nie będzie jechał samochód bo minięcie się z kimś graniczy z cudem.
S. zawsze zamawia pieczone kopytka z kapustą, a ja pieczone pierogi z ziemniakami i serem - rewelacja!Mają genialną herbatę z konfiturą z wiśni.Poza tym domowe wypieki.Wszystko świeże i przepyszne!

Psiury są padnięte, zresztą my również.Słoneczko chyba zrobiło swoje bo przecież nie szwędaliśmy się długo.
To był fajny dzień.Cudowne widoki, trafiony pomysł jeśli chodzi o wybór miejsca.Polecam!





Widok z Wysokiego Kamienia.






Perła Zachodu - Siedlęcin.




Pozdrawiam Tangerina;)

niedziela, 12 sierpnia 2018

Świeradów.Dzień czwarty.


Dziś pauzujemy.
Wczorajszy dzień totalnie mnie rozbił.Dotarło do mnie,że mój pies jest stary.
Niby miałam tego świadomość ale jego widok jak nie może się podnieść był okropny.
Zaczęłam ryczeć bo poczułam się jak pieprzona egoistka.Jak mogłam go tak przeczołgać.
Gdyby siadał, nie chciał dalej iść pewnie skrócilibyśmy spacer ale on spokojnie szedł, więc wydawało mi się,że daje radę.On pewnie nie chciał nas zawieść.
Jakoś nie mogłam się z tym pogodzić.Dopiero teraz dotarło do mnie,że czas podporządkować się upływającemu czasowi.On nie daje rady na długich trasach i czas to zaakceptować.
Uświadomiłam sobie,że to może ostatnie kilka lat gdy jest z nami i miałam z głowy cały wieczór.
W zeszłym roku na Podlasiu nie braliśmy ich raczej ze sobą, więc nie miałam świadomości,że seniorek po prostu nie daje rady.
Odkładamy na bok nasze plany i próbujemy dostosować się do nowych warunków.
Niestety nie wyjdziemy na długie szlaki, a nie wiem czy uda się wyjść na jakikolwiek.
Myśleliśmy o wejściu na Samotnię tym spokojnym szlakiem.Musimy go obserwować i dawkować mu wysiłek bo w końcu on jest najważniejszy.

Spędziliśmy dzień w ,,bazie". Ja siedziałam z psami na dworze, S. coś czytał.
Głód zaprowadził nas znowu do Czarnego Potoku, który znajduje się ok 100 m od naszego miejsca pobytu. Ostatnio rozsmakowaliśmy się w pierogach z wiśniami, więc dzisiaj wzięliśmy podwójne porcje.Dawno nie jadłam czegoś tak pysznego!

Zatrzymaliśmy się w Biorezydencji - http://www.biorezydencja.pl/
Nazwa trochę dziwna, jak dla mnie za bardzo wydumana.
Jest tu chyba z siedem apartamentów.Mamy pokój z dużą łazienką i małym salonikiem połączonym z sypialnią.Miejsca jest tyle,że nie włazimy na siebie.Niestety brakuje jakiegoś aneksu kuchennego.Nie ma lodówki co przy tych temperaturach jest trochę problematyczne.Pozostałe pokoje są dużo większe.W każdym jest podobno kominek i aneks.Niestety w interesującym nas terminie wszystkie były zajęte.Miejsce oferuje wyłącznie vegańskie posiłki.My wykupiliśmy sobie tylko śniadania.Jest tu kawiarnia, gdzie można zjeść całkiem pyszne słodkości.
Za domem jest mnóstwo miejsca na relaks z widokiem na góry.Psy mają gdzie pobiegać.
Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to,że wszystko słychać.Drewniane podłogi robią swoje.Dziś przyjechała jakaś rodzina z dziećmi, więc dudnienie daje się we znaki.
Nie wiem, czasem mam wrażenie,że rodzice na wakacjach totalnie odpuszczają, oczywiście nie wszyscy;) Jak wychodziłam z psami dzieciaki robiły totalny armagedon, skacząc w butach po sofach, które są dostępne dla wszystkich gości.Nie mówię już o wrzasku.
Przemyślenia na dziś, szukać raczej domków bo my jednak nie nadajemy się do masowego wypoczynku.Lubimy sobie poczytać, a tupot małych nóżek jednak trochę to utrudnia. 
Jesteśmy już stare dzikusy i ciężko nam dogodzić.Nie chcemy przeszkadzać innym ale tego samego oczekujemy w zamian.
Ogromny plus tego miejsca to regulamin, który zabrania organizowania głośnych imprez.
Wiadomo,że wakacje to okres rozluźnienia często przy pomocy alkoholu, a co za tym idzie niekontrolowanych wybuchów radości lub frustracji;)


Ten wyjazd to dobra okazja do podglądnięcia jak funkcjonują takie miejsca.
Na pewno nie planujemy tak dużej ilości pokoi, maksymalnie trzy.
Chcemy by nasza chata przyciągała specyficznego gościa - psiarzy, seniorów, ludzi którzy chcą odetchnąć od zgiełku i pędu wielkiego miasta.
Będzie prosto i spokojnie.Żadnego alkoholizowania się, hałasu i chamstwa.
Mamy coraz więcej pomysłów i gdzieś to wszystko zaczyna być spójne.Mamy zbliżoną wizję tego miejsca, a to najważniejsze.











Pozdrawiam Tangerina;)

sobota, 11 sierpnia 2018

Świeradów.Dzień trzeci - Harrachov.

Spędziliśmy ten dzień w Harrachovie.Wybraliśmy spacerową trasę na Wodospad Mumlawy.
http://www.karkonosze.pl/wodospad-mumlawy-pl/wycieczki
Docieramy tam w ciągu pół godziny.Miejsce urokliwe.Można zatrzymać się na kawę lub strawę w dwóch punktach.Wybraliśmy  niebieski szlak na Krakonosovą Snidane  1030 m. Dojście zajmuje jakąś godzinę ale trasa jest monotonna, prowadząca drogą asfaltową.
Komu mało, może pokusić się o spacer na Labską Boudę ( ok 4 km od Krakonosovej Snidane).
Prawdę mówiąc dla nas ta trasa okazała się nudna i męcząca.Miałam wrażenie jakbym pokonywała drogę na Morskie Oko.Nie jestem fanką asfaltowych szlaków, stopy dostają nieźle popalić.
Lubię wracać inna drogą niż przyszłam, niestety w tym przypadku było to niemożliwe.
Na szlaku mnóstwo ludzi z psami.Nasze czworonogi jakoś sobie poradziły ale drugi raz nie wybrałabym tego szlaku.

Uwielbiam Czechów.Jakoś nie mogę sobie wyobrazić wkurzonego Czecha.Mają piękny, melodyjny język, który bawi mnie od lat.
Poza tym odbieram ten naród jako bardzo otwarty i pozytywny.
Może wieczorem obejrzymy po raz kolejny Butelki zwrotne;):)










W Harrachovie mnóstwo ludzi.Lena zaczęła trochę świrować i czasami wchodziła nagle na ulicę.
Ruch uliczny ewidentnie nie jest jej żywiołem.Staraliśmy się zminimalizować jej stres, więc zjedliśmy szybko obiad, który smakował jak trociny - ser i frytki, małe zakupy - czekolady i piwo 0,0 i do domu.Byłam padnięta. Miałam wrażenie,że moje stopy ważą tonę.W sumie zrobiliśmy ok 20 km, a czułam się jakbym przeszła Himalaje.
Przestraszyłam się bo w pokoju seniorek nie mógł się podnieść.Łapy odmówiły mu współpracy.
Postanowiliśmy jutro zrobić przerwę bo on musi odpocząć, a nie chcemy go zostawiać w pokoju.
Wytargamy leżaki i zrobimy sobie czytanie w plenerze:)
Przez okno widziałam sarny.Mamy widok na Stóg Izerski:)



Jutro może opiszę miejsce, w którym jesteśmy bo jest dość ciekawe;)
Pozdrawiam Tangerina;)