sobota, 9 listopada 2019

Trójmiasto wita kiepska pogodą


Gdynia Orlowo 







ECS Gdańsk 
Niezapomniana lekcja historii..











Pozdrawiam Tangerina;)

wtorek, 5 listopada 2019

Zwalniam..




Praca z psychologiem przynosi efekty.Dużo się dzieje.Mnóstwo rzeczy wypływa na powierzchnię.
Zastanawiam się, analizuję, porządkuję priorytety.
Nigdy nie byłam osobą idącą z prądem ale teraz idę pod prąd zamaszyściej:)
Nasza głowa często sama wymyśla problemy, które tak naprawdę nie istnieją lub mogą się w ogóle nie pojawić.
Podjęłam ważną decyzję.Rezygnuję z drugiej pracy.Doszłam do wniosku,że nie potrzebuję więcej pieniędzy, ja potrzebuję więcej czasu!Gdzieś ostatnio przeczytałam,że pracując dłużej i więcej jesteśmy tak zajechani,że nie mamy siły cieszyć się tymi pieniędzmi, nie mówiąc już o ich wydawaniu.
Ja dwa lata temu - czas i siły na kino, obiady na mieście, książki, gazety, spokój, lepszy humor.
Ja dziś - na książkę mam czas i siłę w  wakacje, kino jedynie na weekend, rozdrażnienie, zmęczenie, huśtawka nastrojów.Nie potrzebuję tego.
Nasza decyzja związana z kupnem domu, pociągnęła za sobą dużo ważnych przemyśleń.
Moje potrzeby się zmniejszają.Ten pęd za pieniądzem wypala, wykańcza, zabiera radość życia.
Chcę więcej żyć, mniej pracować.Jak powiedziałam w pracy,że od kolejnego semestru nie będę już u nich pracować, poczułam się jakbym zrzuciła z barków potężny bagaż.
Świadomość,że nie muszę jest uwalniająca.Przestałam się spinać, stresować, wybiegać w przyszłość.

Odkrywam na nowo radość z podróżowania środkami komunikacji miejskiej.Auto mamy w warsztacie już drugi tydzień.Miałam niezły ubaw gdy okazało się,że trzeba nacisnąć guzik w autobusie żeby się drzwi otworzyły.Jak to dobrze po prostu oglądać świat zamiast się skupiać na drodze.
Auto pewnie dostaniemy na dniach ale i tak kupiłam bilet miesięczny.Ostatnio wracałam do domu ponad godzinę autem.Autobusem pokonuję trasę w tym samym czasie, a ponadto mam przystanki pod domem i szkołą, więc jazda autem teraz to żaden rarytas.Jedyne minusy podróżowania komunikacją miejską  to częste spóźnienia i niezbyt przyjemne zapachy;)

Chata nadal aktualna.Ci ludzie znaleźli już dom dla siebie, więc klamka zapadła.
Zaczęliśmy myśleć o wnętrzach.Co kupić,jak to wszystko ma wyglądać itd.
Na szczęście mamy spójną wizję tej chałupy.Oboje jesteśmy fanami stylu rustykalnego, więc nie będzie awantur.Cieszę się na to wszytko.Nowy dom, nowe życie:)

Na długi weekend jedziemy nad morze.Morza unikam jak ognia w sezonie, teraz nabrałam ochoty na szum fal.Znaleźliśmy tanie bilety na pociąg i niezłą miejscówkę noclegową.
Babcia przyjeżdża zająć się kudłatymi, a my wyruszamy w podróż;)


Pozdrawiam Tangerina;)

poniedziałek, 21 października 2019

Góry i doliny



Ostatnie dwa tygodnie to była huśtawka nastrojów.Momentami myślałam,że oszalałam.
Płakałam, złościłam się, byłam rozdrażniona.Na nic nie miałam siły, nic mi się nie chciało, nic mnie nie bawiło.Dodatkowo pojawiło się poczucie winy,że obiektywnie źle nie jest więc o co chodzi, powinnam być pełna wigoru, tryskająca szczęściem i radością.
Dziś po rozmowie z psycholog udzieliłam sobie rozgrzeszenia.Uświadomiła mi,że warunki w jakich pracuję, wizja zakredytowania na kilkadziesiąt lat, zmiana miejsca zamieszkania, przemęczenie, choroba męża mają prawo zrobić mi takie kuku i to jest NORMALNE!Nie jestem wariatką, mam tylko czasem słabe dni.Ufff..
Czuję się niejako w potrzasku bo nie mogę wykonać żadnego ruchu związanego z pracą.Za chwilę weźmiemy kredyt, więc zmiana pracy na tą chwilę nie wchodzi w grę.
Najbardziej wkurza mnie to,że moje marzenia o szkole, to jak powinna wyglądać zderzają się z rzeczywistością i rozbiją na miazgę.Jestem pieprzoną idealistką i to mi chyba w życiu najbardziej przeszkadza.
Muszę mieć przed sobą jasny cel i do niego dążyć, chociaż czasem szlag mnie trafia.Jestem zmęczona ale wiem,że to po coś.
Za wysoko postawiłam sobie poprzeczkę, a jakieś tam codzienne sytuacje mi ją niemal codziennie zrzucają.Nie lubię przegrywać, podnoszę się i idę dalej ale zdążę się nieźle poobijać.
Myślałam,że jak wezmę więcej pracy, to zaczniemy odkładać jakieś pieniądze.Guzik z pętelką!Co chwilę zaskakuje nas jakaś sytuacja wymagająca wysupłania z kieszeni zaskórniaków.
I tak moja wizja góry pieniędzy jest nadal wizją hahaha:)
Doszłam do wniosku,że mam koszmarny stosunek do pieniędzy i wydawania.Warto się temu przyjrzeć i zacząć to zmieniać.

W sobotę byliśmy w Osolinie.Zrobiliśmy pomiary i ustaliliśmy warunki umowy.
Plan jest taki.Zaczynamy starać się o kredyt z początkiem roku, a na wiosnę chcemy się wprowadzić.
Mamy juz jakieś wstępne plany zagospodarowania pokoi.
Na pewno chcemy całą górę zrobić dla siebie.Tam są trzy pokoje plus antresola - pokój z którego wchodzi się do pozostałych.Połączymy dwa pokoje i tam zrobimy sobie sypialnię z łazienką, drugi pokój przeznaczymy na garderobę.
Na dole jest stara kuchnia z której wchodzi się do salonu z kominkiem.Przywrócimy kuchnię, a w salonie wybijemy drzwi na taras, który zbudujemy;)Taras to raczej nic na teraz.Priorytet to zdjęcie regipsów i odsłonięcie cegieł, zerwanie paneli na dole.Fajne jest to,że możemy na spokojnie robić remont góry i mieszkać na dole lub odwrotnie.Musimy też dokończyć ogrodzenie bo Inka nam na bank się ulotni.Coraz bardziej podoba mi się okolica.Z okna mamy widok na pastwiska i las:)
Jest stres.Ta decyzja zmieni nasze życie.Sprawy robią się poważne.Prawnik przygotuje nam umowę i do końca roku wpłacimy zaliczkę.Jak dobrze pójdzie przyszłe wakacje spędzimy na wsi:)

Dostałam dziś medal za długoletnią służbę.Jakieś mam mieszane uczucia, tym bardziej,że ta władza mnie mierzi, a szopka która odstawił kurator była żenująca.No nic, trzeba mieć nadzieję,że młoda lewica będzie odważnie dążyć do celu i realizować moje nadzieje.

Byliśmy dziś również na Bożym Ciele.Rewelacja! Gdybym miała takiego księdza, to kto wie, może bym się nawróciła:):)

Muszę mieć więcej ciepłych uczuć dla siebie.Jestem często swoim największym krytykiem.
Najważniejsze,że jestem normalna, no w miarę;)




Pozdrawiam Tangerina;)