Jutro wyjeżdżam na tydzień z Kuzynem w góry.
Potrzebuję przemysleć sobie kilka spraw.
Terapia mnie zmiotła z powierzchni.
Powyciągała ze mnie cały syf upychany latami pod dywan.
Dotarło do mnie czego nigdy nie dostałam jako dziecko.Uświadomiłam sobie,że pewne mechanizmy nie są moją winą.
Latami obwiniałam się o to jaka jestem.
O moje trudności.
Jestem lżejsza o poczucie winy,które sobie fundowałam.
Zabrano mi coś czego już nie odzyskam.
Muszę przeżyć żałobę i zamknąć kilka tematów.
Nie ma spotkania po którym bym nie płakała.Każde spotkanie z terapeutką to grzebanie w okropnych wspomnieniach.
Po nich zaczynam pracę i jest naprawdę ciężko skupić się na robocie.
Ta terapia spadła mi z nieba.
Pojawiła się dokładnie w momencie,w którym jej najbardziej potrzebuję i w którym jestem gotowa zmierzyć się z przeszłością.
Jestem wdzięczna.
Sparta powoli przyzwyczaja się do klatki.
Na komendę do klatki sama juz do niej wchodzi.Nadal niszczy ale trochę się uspokoiła.
Wczoraj wpieprzyła nam ziemniaki na obiad:)
Na materiale jedna z jej popisowy dziur;)
Zabieram Kuzyna niech chłop sobie odpocznie bo ta menda ciągle go męczy.
Nie planuję spektakularnych wypraw.
Potrzebuję pobyć sama.
Okazało się,że wlascicielka apartamentu nie zdąży posprzątać tego,w którym miałam być bo sama wyjeżdza na urlop i zaproponowała mi ten dwupoziomowy.
Cena bez zmian,a przestrzeń większa i bardziej komfortowa.
Komornik oddal mi nadpłatę.
Te pieniądze bardzo mi się teraz przydadzą.
Może to juz koniec...
Pozdrawiam Tangerina;)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz.Na każdy postaram się odpowiedzieć.
Pozdrawiam odwiedzających:):)